Kolejny rok na karku

 

Teaser

 

Story by: CN Winters and Susan Carr

Written by: CN Winters and Susan Carr

Directed by: CN Winters and Susan Carr

Produced by: CN Winters and Susan Carr

Edited by: Kate

Sound Department: Steff

Art Director: Chris Cook

Artists: Chris Cook, David Zahir, Chantal, Mytryk, Cynthia Taz, Tori, CN Winters

Dla ekipy “Watchers” – dziękujemy za pokładaną w nas wiarę.

 

 

Cięcie do
Wnętrze
Siedlisko Wampirów – Świt
Cleveland

Seward wyglądał na znudzonego. Rozejrzał się leniwie wokół siedliska, prychając, ale wydając się nie mieć energii wystarczającej by dokopać jednemu ze swoich pomagierów.

„Gretz!” zawołał. Poplecznik podbiegł ku niemu.

„Tak, Mistrzu?” jęknął „Jak mogę ci służyć?”

Seward westchnął „Niech wszyscy bogowie podziemia oszczędzą mi głupich sług.” Mruknął. Poplecznik nie powiedział ani słowa, wpatrując się w ziemię.

„Chcę wyjść” powiedział Seward. „Mam ochotę na imprezę, zabawę. Myślisz że ty i reszta moglibyście się trochę rozerwać?”

“Ale, Mistrzu” powiedział Gretz “Obserwatorzy? Pogromcy? Są w całym mieście. Nie ośmielimy się…”

Seward gniewnie wyprostował się na krześle, zaciskając ręce na poręczach „Czy wyglądam jakby obchodziła mnie grupa ludzi?” prychnął.

Gretz zadrżał ze strachu “Nie, Mistrzu, oczywiście że nie”

Seward sięgnął w dół i przyłożył zakrzywiony szpon do podbródka Gretza, przyciągając go do siebie „Oczywiście że nie!” zgodził się Seward. „A wiesz dlaczego?”

Gretz był zbyt przerażony by się odezwać, ale Seward wcale tego nie oczekiwał. „Bo to moje miasto. Było moje kiedy Francuzi nadal sprzedawali futra Huronom. Byłem tu kiedy ostatni z Eriech zakopali swoich zmarłych i kiedy wprowadzili się Moravianie. Byłem tu kiedy wznieśli ratusz i kiedy wyniósł się ten palant Elliot Ness. Więc nie stój tam i nie mów mi że nie mogę się zabawić bo mam tu bandę bohaterów. Rozumiesz mnie?”

„Ale... ale Presidium? Powiedzieli nam żeby się przyczić, Mistrzu i...”

Ręka Sewarda zacisnęła się na jego gardle, zatrzymując jego słowa i przyciskając szpony do jego skóry.

Gretz cowered in fear. “No Master, of course not.”

“Kiedy się nauczysz żeby mi się nie sprzeciwiać, mój mały?” zapytał prawie przymilnie. „Presidium ma swoje zalety, ale kiedy chodzi o moją rozrywkę nie mają znaczenia ani dla mnie ani dla ciebie, zrozumiałeś?”

„Tak, Mistrzu” wyszeptał.

„Dobrze” Seward puścił go i usiadł, leniwie podnosząc gazetę i wskazując na ogłoszenie. „Spójrz, otwierają nowy pub w tym tygodniu”

„Nowy pub, Mistrzu?” Gretz starł krew z gardła. „To... wygląda na to że to może być zabawa”

Seward usmiechnął się “Oczywiscie. Teraz myślisz jak wampir”

„Dziękuję, Mistrzu” powiedział i uśmiechnął się, już śmielszy „Poza tym... nie sądzę żeby ci sztywni Obserwatorzy znaleźli się w takim miejscu, chyba po ich trupie.

Seward rozesmiał się „Na pewno, mój chłopcze! A nawet jeśli się ośmielą to... będzie po ich trupach.

Cięcie

Cięcie do
Wnętrze
Pokój Willow – Wczesnym rankiem
Sypialnia

Poranne słońce zaczynało zagladać do okien, jego promienie padały na budzącą się Pogromczynię.

„Mmmm” zamruczała Kennedy, zakopując się głębiej w pościeli. Otworzyła jedno oko i uśmiechnęła do ziewającej Willow, która przeciągnęła się szeroko. „Dzień dobry, kochanie”

„Dobry i tobie” odpowiedziała Willow przysuwając się bliżej do ukochanej, szukając jej generowanego przez siły Pogromcy ciepła.Spojrzała na okno ponad jej ramieniem i jęknęła.

„Co?” zapytała Kennedy.

„Szron. Znowu widze szron”

„O co właściwie ci chodzi z tym szronem? W końcu jest grudzień, wiesz?

“O co mi chodzi?” powiedziała wpatrując się w nią. „Wiesz co to mróz, prawda? Mnóstwo małych kryształków uformowanych kiedy woda zamarza. Zamarza to słowo klucz. Zero stopni, no, trzydzieści dwa dla metrycznie upośledzonych Amerykanów. Ale... taa, to grudzień i jest szron i szansa że będzie padał śnieg. I-i tylko raz padał śnieg tam gdzie dorastałam i i tak zniknął już następnego dnia, totalnie, no i mieliśmy falę upałów już następnego tygodnia. Kennedy, śnieg który spadł dwa dni temu nadal leży na ziemi, a wnioskując z prognoz zaczynam podejrzewać że zamarznie całe jezioro i-i sama myśl o takiej masie zamarzniętej wody...

Kennedy pochyliła się I przycisnęła usta do warg Willow aż ta opanowała słowotok. Zadowolona, Kennedy cofnęła się i posłała jej uśmiech.

„Oh”

„Tak” zgodziła się Kennedy. „Nie martwa się, skarbie. Obiecałam że będzie ci ciepło przez całą zimę.” Zadrżała widząc zaniepokojenie na twarzy Willow ale po chwili zielone oczy rudowłosej rozbłysły i uśmiechnęła się z pożądaniem.

„Cóż, w takim razie” Willow uniosła się nad nią „Lepiej udam się na południe, gdzie jest dużo cieplej.”

Kiedy Willow zniknęła pod kołdrą Kennedy zamknęła oczy i zadrżała raz jeszcze „o tak. Bardzo ciepło”

Cięcie
Wnętrze
Sypialnia Willow – Poranek
Łazienka

Willow była świeżo po kąpieli, ubrana i zajęta nakładaniem ostatnich warstw makijażu kiedy Kennedy weszła i podniosła szczotkę.

„Naprawdę tego nie potrzebujesz” powiedziała wpatrując się w odbicie Willow i zaczynając szczotkować swoje gęste ciemne włosy.

„Dzięki” uśmiechnęła się Willow. „Ale mamy spotkanie z kandydatem na nauczyciela i chce wyglądać profesjonalnie. A- a po lunchu trenuję z Ro, no i oczywiście mam lekcje z Marshą przed patrolem. A ty?”

“Prawie tak samo zajęta” stwierdziła. „Najpierw trening z bronią a potem normalny. To trochę dziwnie zabrzmi ale te małe Pogromczynie naprawdę są męczące. Zwłaszcza ta twoja wichura”

„Co tym razem zrobiła?” westchneła Willow. „Znowu rozwiesiła bieliznę Andrew w lobby?”

Kennedy roześmiała się. „Nie. O co właściwie chodzi z Andrew? Co ma przeciwko niemu?”

„Nie wiem, ale mam zamiar się dowiedzieć” uśmiechnęła się Willow. „Jak mówi Giles ‘poznaj swojego Pogromcę’ Ta mała jest trochę trudna.”

„Mała paskuda” zaśmiała się Kennedy.

“Hej ty, przywitaj się z garnkiem” Willow pogroziła jej maskarą. „Pamiętam kogoś kto też był taki... Pamiętasz pewne przeziębienie?”

„Zadziałało, nie?”

Willow skinęła głową „Daj mi znać jeśli przesadzi. Nie chcę jej zniechęcać... ta iskra trzymała Buffy przy życiu. Ale z drugiej strony, nie chcę żeby stała się zbyt pewna sibie”

“Wszystko będzie dobrze, Will” zapewniła ją Kennedy. „Jest najlepsza z grupy no i ma najlepszego Obserwatora.”

Willow uśmiechnęła się i odwróciła do lustra.

“Więc, Will, gdzie chcesz jutro iść?

„Co?” zapytała Willow w panice. „Nie, nie, żadnego wychodzenia, nie...”

Kennedy wzięła od niej maskarę zanim ta wydłubała sobie oko i uściskała ją. „Tak, wychodzimy” powiedziała i ucałowała ją. „Może na miłą, romantyczną urodzinową kolację, a potem... może potańczymy i nie mam na myśli tańczenia w klubie.”

„Tańczenie? Nie, żadnego tańczenia w klubach. Poza tym ty...”

„Ja?”

„Tańczysz jak biała dziewczyna”

„To znaczy tak jak ty?”

“Mniej więcej”

“Daj spokój, Willow. To twoje urodziny. Chcę żeby to było coś specjalnego”

„Oh i co?” Willow wskazała na drzwi sypialni „To, przed chwilą, to nie było specjalne?

“Mmmm” Kennedy pokiwała głową. „Zwłaszcza ta część z krzykami, przyznaję. Ale i tak chcę cię gdzies zabrać, tylko my dwie. To twój specjalny dzień.

„Nie wiem, Kennedy. Nie jestem przyzwyczajona żeby moje urodziny były specjalnie obchodzone. Zwykle to był tylko Xander z Twinkies.”

“To znaczy że twoi rodzice nigdy nie urządzali ci przyjęcia?” zapytała Kennedy.

„No, po tej awanturze z kucykiem całkiem o tym zapomnieli. Ich księgowy przypominał żeby wysłali mi czek. Przyszła już poczta? Jestem pewna że jeden już tam jest” Willow starała się nie zabrzmieć gorzko. „Ale w tym roku prawdopodobnie ostatni, dzięki bogini”

Kennedy uśmiechnęła się drwiąco, pragnąc zmienić temat “No, popatrz na to z innej strony… Jeśli nie chcesz wyjść I się zabawić to przekonam gang żeby wyprawili ci tu huczne przyjęcie.”

„Nie zrobisz tego.”

 

Kennedy uniosła brew dziwiąc się że Willow zastanawiała się nad tym.

„Zrobisz” westchnęła z rezygnacją Willow.

„Wezmę to za tak” uśmiechnęła się brunetka zwycięsko.

Willow westchnęła kiedy rozległo się pukanie. Posłała Kennedy zrezygnowane spojrzenie i poszła otworzyć.

Cięcie do

Wnętrze
Pokój Willow – Rankiem
Salon/Jadalnia

Willow otworzyła drzwi by zobaczyć Andrew.

„Hej Andrew, wejdź” powiedziała otwierając drzwi szerzej i przechodząc do stołu by sprzątnąć z niego papiery. „Masz ochotę na coś? Mamy jeszcze kawę”

„Um, nie, dzięki, Willow” powiedział nerwowo krążąc po pokoju. Willow patrzyła jak podnosi figurkę wieży Eiffela która stała przed zdjęciem Dawn i Buffy.

„Andrew?” zapytała wyczuwając jego zdenerwowanie. „Jeśli chcesz do łazienki to sądzę że Kennedy już skończyła”

„Oh um... nie, dzieki” powiedział odkładając gwałtownie figurkę. „Umm, Giles prosi żebyś zeszła do jego biura jak szybko możesz... jeśli nie masz nic przeciwko, znaczy się.

“Jasne” powiedziała Willow zatrzaskując szufladę po włożeniu papierów

„Co jest?” zapytała Kennedy zakładając kurtkę.

„Giles. Chodźmy”

Cięcie do:

Wnętrze
Gabinet Gilesa

Obserwator siedział za swoim biurkiem, z poważnym, ale nie zmutnym wyrazem twarzy kiedy Willow, Kennedy I Andrew weszli do pomieszczenia.

„Spóźniłas się”

„Przepraszam” powiedziała podchodząc bliżej.”Nie wiedziałam że spotkanie zacznie się tak wcześnie”

Odwróciła się do postaci siedzącej na skórzanym krześle naprzeciw Gilesa „Proszę mi wybaczyć że...”

Willow zatrzymała się i upuściła teczkę patrząc na lekko uśmiechniętego gościa. Po jej twarzy przemknęło zaskoczenie żeby zamienić się w radość, niepokój i rozbłysnąć ponownie radością.

“Xander!!!”

 

 

Akt Pierwszy

 

Guest Stars: Fred Ward as Seward, Christopher Gartin as Gretz, Stephanie March as Bonnie and special guest star Nicholas Brendan as Xander Harris.

 

 

Cięcie do
Wnętrze
Gabinet Gilesa – Rankiem

“Xander!” Willow krzyknęła ponownie I rzuciła się ku niemu.

Xander wyszczerzył zęby w uśmiechu na jej entuzjazm i wstał na powitanie. Ledwie zdążył rozłożyć ramiona zanim wpadła w jego objęcia.

„Ooph” mruknął Xander kiedy prawie go zgniotła.

Giles uśmiechnął się ciepło na ten widok. Drzwi otworzyły się i weszły Rowena i Faith. Andrew w podnieceniu przestępował z nogi na nogę. Kennedy oparła się o szafkę i skrzyżowała ramiona.

„Chłopie!” powiedziała radośnie Faith. „Witaj w Cleveland!”

“Dzięki” uśmiechnął się do niej sponad ramienia Willow. “Uh… Will? Puścisz mnie jeszcze w tym roku?”

Stłumione „Nie” dobiegło od rudowłosej wciśniętej w jego ramię.

“Okej. Tylko sprawdzałem. Nie krępuj się” Oparł podbródek na jej głowie I pogładził jej włosy.

Wreszcie Willow odsunęła się tak by na niego spojrzeć ale nadal nie wypuściła go z objęć. Potarła mokry policzek trzęsącą się ręką. Giles okrążył biurko i podał jej chusteczkę.

„D-dzięki” smarknęła Willow wycierając oczy. Xander trzymał ręce na jej biodrach przekrzywiając głowę.

„Ty w porządku?”

Willow pociągnęła nosem i skinęła głową. „Ta” powiedziała w końcu. „Tylko zaskoczona. A gdzie ty wła-właściwie byłeś?” powiedziała dając mu kuksańca. „Wszędzie cie szukaliśmy!”

„Au” powiedział Xander. „Wolnego, Will, można mnie zepsuć”

Xander nadal się uśmiechał ale był to smutny uśmiech.

„Oh! Musisz zadzwonić do Buffy. Dzwoniliśmy do niej I teraz się niepokoi…”

„Już załatwione Will” powiedzial miękkim tonem. „Giles mnie zmusił do zadzwonienia kiedy tylko tu przyjechałem”

„Jak... jak twoje....” zaczęła dotykając delikatnie jego policzka pod opaską. „Nie ma zakażenia?”

“Jak na razie nie”

„Dobrze” powiedziała patrząc na niego. Wyglądała jakby chciała jeszcze coś dodać ale tylko potrząsnęła głową „Cieszę się że jesteś” powiedziała w końcu walcząc ze łzami. Objeła go ponownie.

“Nie mogłem opuścić twoich urodzin, Will” powiedział. „Nie codziennie kończy się 21 lat. Mam nawet prezent”

Wyciągnął rękę z reklamówką i otworzył ją. Willow zajrzała do środka i roześmiała się.

„Niech zgadnę” powiedziała ze swojego miejsca Kennedy. „Twinkies”

“Tak” rozjaśniłą się Willow “A to co?” zapytała wyciągając butelkę likeru”

„Pamiętasz jak Jesse ukradł Bailey i wstrzyknęliśmy to do Twinkies?”

„O bogini!” roześmiała się Willow odkłądając butelkę.

„A to dobre” powiedziała Faith. „Ruda schlała się cukierkami?”

„Broń Boże” powiedział Xander. „Uniosła się gniewem i powiedziała że to nielegalne, pić w naszym wieku. Nazywaliśmy ją siostrą Mary Rosenberg, patronką świętej prohibicji a ona uciekła becząc”

„Ta, ale wam odpłaciłam, Xander” powiedziała odwracając się do pozostałych „Poszłam za nimi kiedy zjedli Twinkies, żeby się upewnić że wszystko ok., wiecie. A- a kiedy skończyli nurkując nago do basenu pani Golden ja... ja ukradłam ich ciuchy”

“Ekstra” zaśmiała się Faith.

„Nie kiedy masz dwanaście lat” powiedział Xander. „Przyłapanie z gołym tyłkiem przez osiemdziesięcioletnią staruszkę wystarczy żeby zapenić terapię na całe życie”

„Przeżyłeś i ty i twoja męskość” powiedziała Willow

„Jestem świadkiem” prychnęła Faith a Giles odchrząknął.

“Tak, cóż” powiedział wyglądając jakby chciał odzyskać chusteczkę. „Witaj w Radzie Obserwatorów, Xander. Wspaniale że tu jesteś.

„Dzięki, Giles.”

“Masz dzisiaj urodziny?” zapytała Ro.

„Jutro” potrząsnęła głową Willow. „Oh! Xander, to jest Rowena Allister, jedna z najbardziej doświadczonych Obserwatorów”

„Miło cię poznać” powiedział uprzejmie gdy Rowena podeszła by go powitać.

„Przyjemność po mojej stronie” odpowiedziała. „Słyszałam o tobie dużo dobrego”

Xander wzruszył ramionami.

„Hej, czekaj chwilę” powiedziałą Faith unosząc palec „Myślałam że od dawna masz 21. Byłaś w tej samej klasie co Buffy”

“Oboje z Xanderem są ode mnie starsi” wyjaśniła Willow. „Przed Dawn byłam najmłodsza w gangu. Chyba moi rodzice chcieli się mnie jak najszybciej pozbyć więc wczęsnie posłali mnie do szkoły”

„Całe szczęscie że byłaś w stanie kupić nam drinki w Bronzie” wytknęła Kennedy.

„Noi to by było na tyle jeśli chodzi o Siostrę Mary Rosenberg” mruknął Xander a Willow pociągnęła go za ucho. „I ponownie Au!”

„Członkowstwo ma swoje zalety” powiedziała Willow. „Tylkop od Anyi zażądali dokumentów, a była od nas starsza o jakieś tysiąc lat”

„Taa” powiedział miękko Xander a Willow ugryzła się w język.

Giles odchrząknął ponownie “Coż, Andrew” powiedział “Może pokażesz Xanderowi pokój goscinny?”

„Jasne, Giles” Andrew z uśmiechem na ustach podążył ku drzwiom.

„Uh, mam przyczepę zaparkowaną na ulicy” powiedział Xander. „Macie jakieś miejsce na nią? Nie chcę żeby ją odholowali”

“Możesz zaparkować w garażu” powiedziała Willow. „Andrew pokaże ci gdzie. Kupiliśmy kilka samochodów w zedszłym tygodniu ale nadal jest dużo miejsca. Może tam zostać na zawsze i nic się nie stanie. Mogę nawet zrobić znak który będzie mówił „Miejsce Xandera” i go tam umieścić. I zamienię w ropuchę każdego innego kto tam zaparkuje. Nie żebym tro zrobiła, bo wiesz, ropucha, wiesz? Ale, to twoje miejsce, okej?”

„Okej, Will” uśmiechnął się kiedy Willow skończyła się taśma. Uścisnął ją jeszcze raz i ruszył za Andrew.

Willow spojrzała na Gilesa, zaniepokojenie widoczne na jej twarzy. Ekspresja Gilesa była równie ponura. Kennedy obserwowała ich uważnie.

„No, tak, mamy robotę” powiedziała w końcu Faith. „Chodź, Mała, dziewczyny czekają, a tych dwoje ma spotkanie”

„Co?” Kennedy odwróciła się do Faith. “A, tak. Okej” podeszła do Willow I pocałowała ją w policzek “Do zobaczenia, kotku”

Willow posłała jej cień uśmiechu i usiadła na krześle zajmowanym wcześniej przez Xandera kiedy Pogromczynie i Rowena wychodziły.

„Willow?” zapytał Giles siadając naprzeciwa niej. Willow spojrzała błyszczącymi od łez oczami.

„Anya miała rację, Giles” powiedziała. „Poddaje się, widzę to. To jak te pocztówki, radosne, ale przepełnione rozpaczą. Stara się, ale... zachowuje się jak Xander, ale...”

„Nie ma jego iskry” zakończył Giles.

Willow potaknęła.

“Ten rytuał którego szukałaś” zaczął. „Wystarczy żeby mu pomóc?”

„Tak sądzę” powiedziała nieobecnym tonem. „To jakby nie miał już żadnej nadziei, Giles. Może jeśli... jeśli bogowie... mogliby oddać mu tą jedną rzecz... może to wystarczyłoby żeby mógł dalej...”

„Jesteś pewna że możesz to zrobić? Wiesz że to bardzo niebezpieczne”

„Umiem to zrobić”

„Nie o tym mówię” powiedział potrząsając głową. „Wiem że jesteś zdolna pełnić... obowiązki kapłanki. Chodzi mi o to jak to będzie potem”

Willow przemyślała to przez długą chwilę “Kiedy byliśmy w Anglii Althenea powiedziała mi że jeśli rytuał jest wykonywany z właściwych powodów I z błogosławieństwem bogów to „potem” rozwiązuje się samo”

„Sądzisz że uzyskasz to błogosławieństwo? Zapytał

„Tak” jej głos po raz pierwszy był pewny. “Jeśli ktokolwiek na to zasługuje to jest to Xander. Nie miał siły Pogromcy ani mocy Wiccanki ani.. ani mądrości Obserwatora. Miał swoją odwagę, poświęcenie i ludzkie uczucia, walczył rok po roku.”

„Chyba odpowiedziałaś” uśmiechnął się.

“Dziękuję za wsparcie, Giles” odwzajemniła jego uśmiech ale spoważniała znowu „Muszę z nim porozmawiać. Musi się zgodzić”

„To prawda. Ale ktoś jeszcze musi, jak sądzę”

Spojrzała na niego „Kennedy” szepnęła a Giles skinął głową.

 

Cięcie do

Wnętrze

Sala treningowa Pogromczyń – Późny ranek

Willow wetknęła głowę do pomieszczenia I zobaczyła samotną Kennedy. Ruszyła do przodu wahając się nieco a brunetka uniosła głowę i uśmiechnęła się. Dostrzegając zamyślony wyraz twarzy Willow spoważniała.

„Co jest?” zapytała.

Willow zbliżyła się i odchrząknęła. Rozejrzała się „Same?”

„Taa, Faith zabrała dziewczyny na przebieżkę. Niedługo wrócą. Co jest?” powtórzyła.

Willow otworzyła usta i zamknęła je nic nie mówiąc. W końcu przemogła się „Mówiłam ci że szukam zaklęć... dla Xandera?”

„Taa, żeby wyleczyć jego oko” powiedziała odkładając ciężarki. „Ale te które znalazłaś wymagają ofiar których nie chcesz złożyć”

„Znalazłam jedno. I-i nie wymaga ofiary”

„To świetnie!” powiedziała podnosząc wzrok. Uśmiech zbladł kiedy zobaczyła jej twarz. „Nie świetnie?”

„Świetnie” powiedziała szybko. „To znaczy że Xander odzyska oko. Ale... no, zaklęcie wymaga mnóstwa energii i jest tylko jeden sposób żeby wygenerowac tyle energii” wyjaśniła. Przygryzła wargę i wzięła głęboki oddech. „Nie chce tego tak powiedzieć”

“Co masz na myśli? Nic jeszcze nie powiedziałaś. To nie jest niebezpieczne? Bo..”

„Nie” przerwała jej. „Nie niebezpieczne i podziała. Jestem pewna, ale.. tylko... To magia seksu, Kennedy. Jedyny sposób żeby go wyleczyć to przez energię wytworzoną w czasie seksu”

Willow przerwała a Kennedy zaczęła bawić się ciężarkim „Masz na myśli że będziesz uprawiała seks? Z Xanderem?

Willow skinęła głową.

“Nie wydaje mi się”

Kennedy podeszła do worka terningowego. Willow ruszyła za nią. „To nie jest pochopna decyzja. Szukałam sposobu żeby go wyleczyć miesiącami...”

„Zadecydowałaś?”

„Tak”

Willow nie powiedziała nic więcej. Kennedy prychnęła i skrzyżowała ramiona. Patrzyła wszędzie tylko nie w oczy Willow „Jej, dzięki że mnie zapytałaś, Will”

“Wiem że trudno to zaakceptować…”

„Przepraszam, co? Trudno? Spróbuj nie ma mowy. Chcesz się przespać z Xanderem a ja mam powiedzieć jasne skarbie, dalej? Nie mogę i nie zrobię tego, Willow” Kennedy udeżyła pare razy w worek.

„Nie rozumiesz”

„Jasne że nie rozumiem!” uderzyła worek mocniej. „Chcesz się przespać z byłym kochasiem a ja mam się odwrócić? W imię czego? Magii i bezwarunkowej miłości?”

„Nie chodzi tu o miłość. Chodzi o wyleczenie Xandera. Moim obowiązkiem jest...”

“O chłopie, co za tortura” prychnęła Kennedy. „Jezus, mamy dowód na to że nic dobre go z magii nie przychodzi”

„Daj spokój wymówkom i daj mi wyjaśnić” Po twarzy Willow przebiegł cień gniewu

Kennedy potrząsnęła głową “Poza tym że prawie mnie zastrzeliłaś kiedy zamieniłaś się w mordercę I że wyssałaś ze mnie życie, co dobrego zrobiła magia?”

„Dała Faith drugą szansę. Uratowała niezliczone życia. I- i sprawiła że stałaś się Pogromczynią”

Kennedy przewróciła oczami. „Taa, i pozwala ci żyć w świecie fantazji. Sorry, Willow, ale się nie podziele”

„Nie chodzi o fantazję” westchnęła Willow. „I nie ma czego dzielić. Nie czuję nic więcej do Xandera poza przyjaźnią. On potrzebuje mojej pomocy, Kennedy”

„Ludzie codziennie ślepną, Willow. Jaka jest różnica? Poza tym że zrobisz mu dobrze?”

„Mówiłam ci, że nie chodzi o seks. Czy tylko o tym możesz myśleć?

„Kiedy moja dziewczyna mówi że chce się przespać z kimś innym, tak” Kennedy odwróciła się od niej.

Willow odetchnęła głęboko. „Słuchaj, Ken, znam Xandera. I.. i Anya miała rację – jest blisko końca, szybkiego. Giles też to widzi.”

„Więc niech Xander to zobaczy i koniec problemu. Albo niech Giles z nim śpi. Przespanie się z tobą go nie uratuje, Willow”

“Gdybym chciała się przespać z Xanderem nie byłoby mnie tutaj I nic nie mogłabyś zrobić” krzyknęła Willow czerwieniąc się. Wyrzuciła ręce w powietrze i ruszyła ku drzwiom. „Nie wiem dlaczego w ogóle o tym wspomniałam”

„Hej!” Kennedy chwyciłą ją za ramię i obróciła ku sobie. „Nie skończyłyśmy. Nie możesz zrzucić bomby i iść sobie”

Willow zatrzymała się. „O co chodzi? Cokolwiek chce powiedzieć ty nie chcesz tego słuchać, więc tylko trace czas”

„Jestem stratą czasu?” Kennedy oparła ręce na biodrach”

„Tego nie powiedziałam! Cholera, Kennedy!” Willow zamknęła oczy. “Xander potrzebuje mojej pomocy. Mogę mu pomóc, jak Buffy pomogła mi po ataku demona gnarl, jak ja to zrobiłam kiedy Jordon używał Ro jako popielniczki”

„Taa, ale nie musiałaś z żadną z nich spać, Willow” powiedziała Kennedy. „Chyba że musiałaś?” dodała po chwili.

Willow westchnęła. “Bogini, daj mi siłę” mruknęła do siebie. “Nie, nie musiałam ale czy to znaczy że jeśli rytuał nie wymagał by skesu nie miała byś nic przeciwko?”

„Dokładnie!”

„Dlaczego? Ludzi ślepną, po co się martwić z zaklęciem?”

“No, dlatego”

“Nie. Powiedz mi dlaczego”

“Bo to Xander” parsknęła Kennedy.

„Dokładnie! To Xander. Kocham go, Ken, ale nie w ten sposób o którym myślisz. On uratował nas wszystkich, i świat. On.. uratował mnie kiedy myślałam że wszystko straciłam, jego oddanie mnie uratowało. Nie opuszczę go teraz. Przykro mi, ale nie mogę. I- i nie chcę cię przez to stracić ale nie będę patrzyła jak odchodzi wiedząc że mogłam mu pomóc.. Nie potrafię. Znalazłam lekarstwo, Kennedy. I zrobię to”

„Taa, i nie zaszkodzi to że to kawał niezłego faceta” dodała Kennedy. Willow uniosła brew „Nasłuchałam się Anyi”

„O co ci chodzi?”

“Mówię że to proste. Gdyby to był Andrew albo Giles, chciałabyś się z nimi przespać żeby ich wyleczyć? Nie sądzę.”

„Żeby wyleczyć oko?” zaczęła Willow. „Nie.” Kennedy prychnęła ale Willow kontynuowała. „Bo oko nie jest ważne dla tego co kochają. Obserwowałam tułaczkę Xandera od czasu matury. Z pracy do pracy, tułał się aż znalazł coś co pokochał – stolarstwo, budownictwo. Gdybys widziała dumę na jego twarzy kiedy oprowadził mnie po stworzonej przez siebie szkole wiedziałabyś co mam na myśli. A teraz nie może dostać pracy”

“Willow, mamy wystarczająco dużo pieniędzy żeby go ustawić na całe życie! Nie potrzebuje pracy”

„Nie chodzi o pieniądze ani o pracę, Kennedy. Chodzi o coś co kochasz, co sprawia że wstajesz co rano. Xander stracił wszystko w tej jednej bitwie. Nie mogę mu oddać Anyi, ale to mogę zrobić. Chciałaś wiedzieć czy zrobiłabym to żeby przywrócić oko Gilesa. Nie, nie zrobiłabym. Ale gdybym musiała rzucić takie samo zaklęcie żeby przywrócić mu pamięc, albo... umiejętność czytania, coś związanego z tym co kocha najbardziej na świecie, tak, zrobiłabym to”

Hałas dobiegający od strony drzwi sprawił że odwróciły sie by zobaczyć Faith I pozostałe Pogromczynie.

„Jeśli się zgodzi, wykonam rytuał” powiedziała Willow cicho. „Jak powiedziałaś, to Xander”

Ruszyła ku drzwiom.

„Hej, Will!” zawołała za nią a rudowłosa odwróciła się raz jeszcze. „Co powiedziała by Tara, gdyby to był jej wybór? A może powinnam zapytać czy tak chętnie wskoczyłabys do łóżka Xandera gdyby ona byłaby tu zamiast mnie.”

Willow podeszła do niej I zniżyła głos tak by pozostali jej nie usłyszelo.

„Tara była Wiccanką” powiedziała patrząc na ukochaną. „Gdyby żyła poprosiłabym żeby ona wykonała rytuał albo ona poprosiła by mnie, żadna z nas nie przejmowałaby się efektem tego na naszym związku. Obie wiedziałyśmy że do siebie pasujemy i to obejmowało także naszych przyjaciół. Więc powtórzę, to nie chodzi o seks, Kennedy. Tu chodzi o usdrowienie.”

W oczach Kennedy zalśniły łzy „Myślę że mylisz się co do jednego, Willow” powiedziała.

„Czego?”

„Składasz ofiarę” wyszeptała Kennedy.

Kennedy pociągnęła nosem I odetchnęła zanim przetarła oczy. Odwróciła się podchodząc do najbliższej z dziewcząt. Pochyliła się i dodała kilka ciężarków ignorując jej protesty. Dolna warga Willow zaczęła drżeć gdy odwróciła się i wyszła z pomieszczenia.

 

Akt Drugi

 

Cięcie do
Wnętrze
Pokoje Willow – Popołudnie

Willow krążyła po swojej kuchni kiedy usłyszała stukanie do drzwi.

„Hej” powiedziała otwierając je i witając świeżo wykąpanego i ogolonego Xandera. „Dużo, dużo lepiej” powiedziała dotykając jego policzka. „Stylizacja na Grizzly’ego Adamsa ci nie pasuje, Xander” klepnęła go w ramię.

Uśmiechnął się lekko I podał jej butelkę wina.

„Dzięki” powiedziała patrząc na etykietę. „Wow, drogie”

„nic nie jest zbyt dobre dla mojej Willow” powiedział. „Zwłaszcza po tym jak ukradła dla mnie tyle pieniedzy”

„Nie ukradłam ich” oznajmiła wyjmują kieliszki z komody gdy on siadł przy kuchennym stole. „Ja... ja... po prostu myśl o tym jako o wynagrodzeniu od rady Obserwatorów za siedem lat pracy jako Scooby, okej?

„To było dużo więcej niż wynagrodzenie, Will”

„Reszta to premie” powiedziała radośnie gdy wziął od niej kieliszki i korkociąg. Odwróciła się do piekarnika. „No wiesz, za każdego zabitego demona, duża premia za każde przywrócenie Pogromczyni do życia...oh! Nie zapominajmy twojego samotnego uratowania świata przed zagładą. To jedno wystarczy na dodatkowe zera”

„Taa, i zwrot za benzynę za każda wyprawę po pączki” dodał nalewając wino.

Uśmiechnęła się ale szybko spoważniała widząc smutek na jego twarzy.

„Jesteśmy ci winni więcej niż pieniądze, Xander” powiedziała szczerze.

“To nic takiego, Will” wzruszył ramionami. „Zrobiłem co myślałem. Każdy z nas coś poświęcił.”

Postawiła na stole niewielką blache wyjętą z piekarnika.

„Hej!” powiedział lekkim tonem Xander „Czy to jest to co myślę?”

„Tak” powiedziała zdejmując rękawice. „Niespodzianka Charliego. Twoja ulubiona”

„Ale bez rodzynek, tak? Wiesz że po rodzynkach jest mi niedobrze”

Willow przewróciła oczami “Bez rodzynek” powiedziała siadajć naprzeciwko niego. Wzięła talerz i nałożyła mu dużą porcję.

„Dzięki” powiedział „Mmmm, dobre jak zawsze. Gdzie Ken?”

Willow zawahała się, pokrywajac to łykiem wina.

“Z dziewczętami” powiedziała. „Poza tym to nie jest jedzenie do którego byłaby przyzwyczajona. Wiesz, miała kucharzy..”

Uśmiechnął się lekko. Willow patrzyła czekając na ripostę ale ta nie nadeszła. Zamiast tego przepychał jedzenie na talerzu nie jedząc wiele, zainteresowany bardziej winem niż potrawą.

„Xander?” zapytała cicho „Gdzie byłeś?”

Wzruszył ramionami, ponownie, patrząc na swój talerz.

„Tu i tam” powiedział „Przeszedłem przez Cascade Loop. Ale nie chciałem utknąż w górach więc poszedłem na wschód, zahaczając o Kanadę. Ale kiedy zdałem sobie sprawę że zbliżają się twoje urodziny wcisnąłem gaz i przyjechałem do wielkiego stanu Hellmouth.

Willow czekała na uśmiech ale nie nadszedł „Spotkałeś kogoś ciekawego?”

“Raczej nie. Ale spotkałem starego Clema w jednym z barrow demonów w Winnipeg”

„Serio? Jego kuzyn mieszka w Cleveland i czasami nam pomaga.” Zawachała się „Hej! Co robiłeś w barze demonów?”

Nie odpowiedział od razu. Podniósł butelkę i zaproponował jej dolewkę. Kiedy potrząsnęła głową przecząco nalał sobie „Szukałem informacji. To wszystko”

„Jakich informacji?” zapytała patrząc jak wypił cały kieliszek jednym haustem.

“Will” powiedział ignorując jej pytanie “Czy nadal masz ten amulet od D’Hoffryna?”

„Co? N-nie, zabral go kiedy przywołałam go w zeszłym roku. Xander, co...”

„Chcę żebyś coś dla mnie zrobiła. Proszę?”

„Xander, wiesz że zrobię co zechcesz, ale co...” Willow zatrzymała się, przerażenie widoczne na jej twarzy.

„Willow. Chcę żebys przywróciła Anyę do życia.”

Cięcie do

Wnętrze

Wspólna Jadalnia.

Faith weszła do sali I rozejrzała się, dostrzegając samotną ciemnowłosą pogromczynię. Zamiast tracić czas w kolejne obeszła ją i zgarnęła tacę Andrew który siadał przy stole z Marshą i innymi juniorkami.

„Hej! To mój lunch!” zaprotestował kiedy ruszyła do stołu Kennedy. „Nie cierpię kiedy tak robi” powiedział do siebie. Westchnął dramatycznie powodując wybuchy chichotów i poszedł do kolejki po nowa tacę.

Faith z hukiem postawiła tacę naprzeciw Kennedy która aż podskoczyła.

„Uważaj, Mała” powiedziała Faith rozdzierając kartonik z mlekiem czekoladowym. „mogłabym być wampirem”

„W środku dnia?”

„To wszystko co jesz?” Faith otarła usta i wskazała na tacę Kennedy na której stała samotna miska zupy.

Kennedy wzruszyła ramionami i spojrzała za okno.

„Potrzebujesz wiecej pokarmu” mruknęła Faith. „Życiowe potrzeby, wiesz? Dwa razy P, to wszystko czego potrzebuje pogromca. A mówiąc o tym, gdzie twoja dziewczyna?

„Ze swoim chłopakiem” mruknęła Kennedy. „Dostaje dużo P, jestem pewna.

Faith parsknęła śmiechem I wgryzła się w kanapkę. „Ruda i Xander?” zapytała. Kennedy nie odpowiedziała wpatrywała się tylko w okno więc Faith kontynuowała. „Ne, już dawno to skończyli. To było tylko zauroczenie” Faith przełknęła. „Nie bądź zazdrosna. Willow się po prostu cieszy że przyjechał jej najlepszy kumpel.”

„Nie tylko to, Faith. Willow... Willow powiedziała mi dzisiaj że prześpi się z Xanderem żeby wyleczyć jego oko”

Faith przerwała przeżuwanie I spojrzała na nią. Przełknęła głośno i osunęła tacę. „Niech zrozumiem. Willow może użyć magii żeby go wyleczyć ale żeby to zrobić musi się z nim przespać?

„Taa” Kennedy wzruszyła ramionami i znowu spojrzała w okno

„A ty sądzisz że to wymówka?” zgadła Faith.

Kennedy podniosła łyżeczkę I pogrzebała nia a misce. „Nie wiem. Powiedziała coś o tym że zaklęcie wymaga dużo energii i jedyna droga żeby ją uzyskac to.. no, masz pojęcie”

Faith odchyliła się na krześle i zaśmiała się lekko „Chłopie, wiedziałam że można ciepło wytworzyć, ale aż tak?”

Zatrzymała się widząc ból na twarzy Kennedy.

„Hej” zaczęła powoli zdając sobie sprawę że ją zraniła. „Co jest, Ken?”

„Co jest? Moja dziewczyna mówi że chce mnie zdradzić a ty chcesz wiedzieć co jest?”

Faith wzruszyła ramionami „Nie wydaje mi się żeby Willow cię zdradzała. Wtedy by ci nic nie powiedziała.”

„Faith” powiedziała Kennedy „Chce uprawiać seks z kimś innym. Z mężczyzną”

„Jest czarownicą rzucającą zaklęcie, to właśnie robi. My gromimy ona...” Faith starała się znaleźć jedno słowo opisujące wszystko to co robiła Willow. „Hej, nauczyła się czegoś kiedy oszukiwała Oza. Ale kiedy ich przyłapali to się skonczyło. Nigdy do siebie nie wrócili”

„Co?” zapytała zdziwiona Kennedy.

„No wiesz, ten cały trójkąt, Oz/Willow/Xander” wyjaśniła Faith. „Willow liżąca się z Xanderem kiedy nakrył ich wilczek?”

Kennedy wyglądała jakby uszło z niej całe powietrze.

„Nie wiedziałaś?” zbladła Faith.

Kennedy parsknęła I potrząsnęła głową.

„Cholera. Myślałam że mówiła ci o Ozie”

„O tak, ale ten mały detal jej jakoś umknął. Tu jestem, mysląc że chce zrealizowac fantazję a ona już to miała i chce odzyskać.”

„Nie. Nie zrobili tego, Kennedy”

“no to mają szansę, co?” Kennedy chciała się podnieśc ale Faith ją zatrzymała.

„Czekaj, Mała. Wysłuchaj mnie, okej?” pewnym I współczującym tonem poprosiła Faith.

Kennedy spojrzała na nią jakby zastanawiając się czy chce usłyszeć cos więcej, w koncu usiadła i Faith kontynuowała. „Willow i Xander tylko się całowali. To wszystko. Ale kiedy było po wszystkim zdali sobie sprawę że ich przyjaźń jest ważniejsza. Nie masz czym się martwisz. Serio”

„Faith, powiedz mi. Gdyby Robin zadzwonił i powiedział że może załatwić ten kontakt z Waszyngtonem który stara się zdobyć od tygodnia ale musi się z nią przespać... co byś zrobiła?”

„To nie to samo”

„Dlaczego nie, do cholery?”

“Bo Robin może znaleźć inny kontakt, z którym nie musi sie pieprzyć” powiedziała pewnie Faith. „Waszyngton jest pełen polityków. To jest Xander i jeśli Willow mówi że to jedyny sposób to to jest jedyny sposón”

„Jak możesz być taka pewna? Jestes teraz czarownicą?”

„Jasne że nie. Ale Willow zna się na tym. I nie jest moją kochanką więc nie zaslepia mnie zazdrość. Pomyśl, Widziałaś dzisiaj Xandera, czy to ten sam facet którego poznałaś w Sunnydale?”

Kennedy spojrząła w swój talerz. „Nie” powiedziała miękko, z ociąganiem.

„Nie” zgodziła się Faith. „Stara się mówić tak samo, ale... to jakby w środku nie był sobą. Znam ich oboje długo, Ken. Nie byliśmy zawsze przyjaciółmi, cholera, prawie cały czas byliśmy wrogami... ale jedno wiem, to że się kochają” Kennedy spojrzała jej w oczy kiedy Pogromczyni kontynuowała. „Ale to nie gorący, nagi rodzaj miłości, to odeszło razem z burzą hormonów. Ale jeśli Willow może uratować Xandera zrobi wszystko co może. Nie pozwoli ci sobie przeszkodzić a jeśli spróbujesz... to nie będzie przyjemne dla żadnej z was, a byłoby szkoda.

Kennedy wzięła głęboki oddech “Więc mam siedzieć I się zamknąć, co?”

„Nie. Powinnaś się uspokoić i wtedy z nia porozmawiać. Pozwól jej wyjaśnić i „Faith nachyliła się ku niej z usmiechem „To coś co będzie dla ciebie trudne, bo jesteś strasznym bachorem, ale nie tylko słuchaj ale przemyśl to co ci powie”

„Przemyślałam”

„Ah tak? Naprawdę w to wątpię”

“Nie było cie tam. Nie..”

 

„Pozwól że zgadnę. Powiedziała ci o zakleciu. Wydarłaś się. Ona się wydarła a ty nie słuchałaś co mówi bo myślałaś co jej odpowiedzieć? No co, mylę się?”

Kennedy nie odezwała się tylko skrzyżowała ręce.

„Słuchaj, przejdź się, musisz ochłonąć, i dopiero wtedy z nia porozmawiaj. Dowiedz się dlaczego to dla niej ważne. I nie zamykaj się na to co ci powie.”

„Kocioł i garnek” mruknęła Kennedy.

“tak, wiem, też mam ściany. Ale im więcej cierpliwości Robin mi okazuje tym lepiej mi idzie. Nie tylko z nim ale i ze wszystkimi. Fakt że jeszcze nie zabiłam Andy’ego tego dowodzi. Więc, zajrzyj głębiej, okej? I pomyśl... czy jesteś zła bo w grę wchodzi seks czy może jesteś przerażona i niepewna o twój związek z Willow? Bądź z nią szczera, ale bądź szczera ze sobą, Ken”

Kennedy spojrzała na nią po czym wstała i odeszła, zostawiając prawie pełny talerz.

Cięcie do
Wnętrze
Pokoje Willow

Willow spojrzała na pełną nadziei twarz Xandera I jej oczy wypoełniły się łzami.

„Nie, Xander. Nie mogę”

„Jak to nie możesz? Ożywiłaś Buffy. Dlaczego nie Anyę? Zabił ją demon więc to mistyczna śmierć. To nie jak z Joyce i nie jak... nie jak....

„To nie to samo, Xander” powiedziała Willow. Sięgnęła ku niemu ale odsunął się gwałtownie. „Ja... ja po prostu nie mogę”

“Nie chcesz!” powiedział gorzko. „Co? Nie mogłaś ożywić swojej ukochanej więc nikt inny nie może? O to chodzi, Willow?

Willow otworzyła usta, zamknęła je i wzięła głęboki oddech.

„Xander” zaczęła „Nie mogłam bo to był czas Tary. Tak samo jak Anyi. I-i ona jest w lepszym miejscu. Wyrwałam już jedną osobę z nieba i nie mogę tego zrobić ponownie.

„Nie. To wymówka, Willow. Dlaczego? Bo była tutaj tysiąc lat, to to był jej czas? Zasłużyła na normalne życie, Willow. Zasłużyła na swoją szansę”

„Miała tą szansę” powiedziała Willow i wstała. „Miała też drugą szansę kiedy D’Hoffryn zgodził się uczynic ją człowiekiem po raz drugi”

“Ah, więc to tak. Tylko jedna szansa od Willow Wspaniałej?”

„To nie tak!” Willow poddała się w końcu gniewowi. „Przyjęłabym cios za Anyę, i dobrze o tym wiesz, Xander. Każde z nas umarło by za drugie. Ale to Anya umarła za nas. Już jej nie ma, Xander. To nie fair, to nie w porządku i to będzie bolało jeszcze długo”

Xander załamał się i usiadł, opuszczając głowę „To boli, Willow” jęknął. „Boli tak bardzo”

Willow usiadła obok I objęła go zanim się nie uspokoił.

„Przepraszam” powiedział wycierając twarz „Zmęczyło mnie płakanie, Willow”

„Twój sekret jest bezpieczny” powiedziała i uśmiechnęła się przez łzy. „Zajmę się tym żeby Andrew się nie dowiedział że masz uczucia bo uszy zwiędną od słuchania o tym. Kiedy moja pogromczyni zwinęła jego wideo o twoich zdolnościach w naprawianiu okien tylko udawałam że ją strofuje”

Xander zaśmiał się gorzko “Moje dni chwały w naprawianiu okien minęły. Próbowałem znaleźć pracę ale nie ma zatrudnienia dla cyklopów. Mój palec boli od uderzeń młotka. Wiesz, budowałem szkołę, inwestycja warta miliony, a teraz nie mogę zrobić karmnika. Powiedz mi jak żałosne to jest, Willow? Szczerze?”

„Xander” powiedziała odsuwając się by spojrzeć mu w oczy „Przykro mi że nie mogę ci przywrócić Anyi ale jest coś co mogę zrobić”

„Willow, wiem że zawsze będę tu miał dom i pracę, ale rozmawialiśmy już o tym, ja nie...”

„Nie, Xander. Nie pracę, nie dom, ale cieszę się że wiesz że te drzwi są zawsze otwarte. Nie, miałam na myśli... mogę ci pomóc, Xander”

„Pomóc? Willow, dałas mi już więcej pieniędzy niż mógłbym wydac przez trzy żywoty.

„Nie!” powiedziała bardziej zirytowana swoją niemożliwością wypowiedzenia się niż jego niezrozumieniem. „Mogę cie uleczyć, Xander. Mogę przywrócić ci oko”

Xander zamrugał zdrowym okiem „Co? Możesz? Oh! Czekaj. Nie, nie ma mowy. Nie, dzięki”

“Dlaczego nie? Xander…”

„Nie chcę znowu widzieć czarnookiej Willow. Nie chcę żebyś znowu wybrała tą ścieżkę.

“Nie, Xander” potrząsnęła głową. „To nie czarna magia. Wręcz przeciwnie. To bardziej rytuał niż zaklęcie. Ale zaklęcie uzdrawiające jest częścią rytuału.”

„Dlaczegu rytuał?”

„Żeby prosić o błogosławieństwo boga i bogini.” Wyjaśniła „Nie ma błogosławieństwa, nie ma uzdrowienia.”

„Ale nadal zaklęcie? I bez węży pod skórą, tak?”

Willow uśmiechnęła się „Bez węży” obiecała. I to bardziej ty rzucasz zaklęcie. Ja tylko pomagam wytworzyć i skierowac energię potrzebną twojemu ciału do wyleczenia się”

„Okej, ale jak tworzymy ta energię?”

„No... tak, tu jest haczyk”

„Haczyk? Już mi się nie podoba”

„Um.. pamiętasz jak żartowałeś ze mnie i Tary na temat „Zaklęć”? No, to nie były tylko żarty. O wiele więcej. Ale nigdy w czasie rytuału. Tara była bardzo poważna jeśli o to chodziło i – i taką magię wykonywałyśmy tylko kiedy było to absolutnie konieczne... Tak jak konieczne jest wyleczenie twojego oka i...i...”

“Will, stop,” powiedział. O czym ty mówisz? Jaki rodzaj magi?”

„Seks” odpowiedziała miękko „To zaklęcie wymaga ziemskiej energii w twoim ciele żebym mogła ją skierować do wyleczenia twojego oka. Seks jest jedyną metodą na tyle potężną by taką energię wytworzyć a my.. my potrzebujemy połączenia żebym mogła kierować energię. Okej?” powiedziała uśmiechając się nieśmiało.

„Czekaj chwilkę” powiedział zamykając oko. „Musze sobie poradzić z tym obrazem”

Willow uśmiechnęła się obserwując zmieniające się na jego twarzy uczucia. W końcu otworzył oko. „Oh, chłopie, nie wydaje mi się”

Willow westchnęła „Zabawne. To samo powiedziała Kennedy”

„Zawsze wiedziałem że to mądrz dziewczyna, Will” wstał. „Więc, zapomnę o tym i rusze dalej. Dzięki za lunch, będę...”

„Xander, czekaj” powiedziała zatrzymując go zanim dotarł do drzwi.

„Słuchaj, Willow, jestem zaszczycony że tak o mnie myślisz, ale...”

„Odłuż ego na bok, Xanderze Harris” powiedziała. „Gdybym cię chciała zrobiłabym to inaczej i wierz mi, nie miał byś żadnych szans. Nie jestem już tym molem książkowym jakim byłam.

“Nie” zgodził się całując ją w czoło. „Jestes piękną i wspaniałą kobietą, ale nadal jesteś moją Willow i nie mógłbym...”

„Dlaczego faceci i Pogromcy myślą tylko o jednym?” zapytała z uśmeichem

„Oczekujesz odpowiedzi?

“Nie” przwróciła oczami I chwyciła go za rękę, prowadząc z powrotem na kanapę. „Siadaj” nakazała. „Niech zgadnę. Boisz się że to zrujnuje naszą przyjaźń I odzyskanie oka nie jest tego warte, tak?”

„Widzisz? Piekna, wspaniała i jeszcze mądra do tego”

„Nie będę cię okłamywać, Xander” powiedziała „To zmieni rzeczy między nami, ale nas nie zrujnuje. Gdybym tak myślała to nie proponowała bym ci tego”

“Ale jak powiedziałaś, coś się zmieni, a ja chcę żeby zostało jak jest”

„Nie musi się zmienić w negatywnym sensie, Xander. To nas zbliży, przeniesie nasza przyjaźń na inny poziom, tak, ale nie zmini naszego związku. Nie będziemy kochankami, bo, hej, lesbijka.”

„Okej, tu jest problem” powiedział. „Jesteś lesbijką. Tak, wiem, Oz i ty...” uniosła brew na to “Oh! Nie! Oz nic nie mowił, był gentlemenem, okej? Mam na myśli to że odkąd zmieniłaś strony to nawet się nie obejrzałaś.”

„Masz rację. Wierz mi, jestem pewna i zadowolona ze swojej orientacji. Nie zagrażasz jej”

„Ale... Ale czy to nie znaczy że my... ty i ja... ty z mężxzyzną... to nie będzie.. no wiesz?

“Znowu myślisz czymś innym niz mózg, Xander” westchnęła Willow I poszukała właściwego sposobo wyrażenia tego co chciała powiedzieć. „Nie mam z tym problemu. To częśc tego kim jestem jako kapłanka Wicca. Prawo Bogini mówi „Wszystkie akty miłosci i przyjemności są moimi rytuałami” Jeśli zaklęcie byłoby czymś innym to byłoby... jakby zniewaga dla bogów i nie dali by swojego błogosławieństwa.”

Więc… Nawet jeśli to tylko… sposób na uzdrowienie mojego oka... to nadal akt miłości? I ty będziesz...? I ja będę...? I my....?

„Tak”

Przetarł twarz dłonią. „O chłopie. Myślałam że to ty powiedziałaś że koniec z tym”

„Tak. I skończyliśmy to. To co innego. A skoro tamto przetrwaliśmy... to będzie bułka z masłem”

Xander uniósł brew

„No, może nie bułka. Ale nie będzie burzy hormonów i opery mydlanej”

„Jesteś pewna że to zadziałą, Willow? To znaczy, moje oko... wow, ale jakim kosztem? Magia zawsze ma cenę, nie?”

“Jeszcze raz, nie będę cię okłamywać.” Powiedziała. „Nie ma gwarancji że to zadziała. Ale jeśli tak, to wtedy… tak, prezenty zwykle mają cene, ale zrobiłes dla świata tyle że sądzę że nie będzie to zbyt wysoka cena”

„To nie tylko magia, prawda?”

„Nie” przyznała „To coś tak potężnego jak zaklęcie wskrzeszające Buffy, ale... bardziej naturalne, nie wymuszone i bez obrzydlistw. Więc, żadnych węży”

“Wow” westchnął patrząc na swoje dłonie. „Ja.. nie wiem, Will. To znaczy, zrozumiałem co mówisz, ale...”

„Może powinieneś z kimś o tym porozmawiać?” zapytała „Z Gilesem, na przykład”

„On o tym wie?” zapytał.

„Taa” powiedziała. „Pomagał mi szukać zaklęć. Zajmuję się tym odkąd wyjechaliśmy z L.A.”

Xander uścisnął jej ręce i wyglądał jakby znowu miał się rozkleić ale się powstrzymał. „A co z Kennedy? Jestem wdzięczny że chcesz mi pomóc, ale nie chcę wam przyprawiać trosk”

“Jej reakcja była nieco mnie entuzjastyczna ale ona nie rozumie o co chodzi. Porozmawiam z nią i wszystko będzie dobrze”

Xander potrząsnął głową „Nie wydaje mi się. Nie chcę tego spieprzyć, Will. Pamiętam jaka byłaś zanim zjawiła się Kennedy. Sądziłaś że się nie pozbierasz ale ona...”

“Nie. Miałam złudzenie że kiedyś Tara wróci. Ale tak, masz rację, Kenedy przbiła się przez ten mur i pomogła mi się pozbierać. Będę jej za to wdzięczna na zawsze i- i za jakiś czas zrozumie dlaczego to robię”

„Tego nie wiesz”

„Proszę, Xander. Kennedy to moje zmartwienie, nie twoje. Cokolwiek zdecydujesz nie będzie miało wpływu na mój związek z nią”

„Nie. Ale może mieć wpływ na jej związek z tobą”

“Zaryzykuję” nalegała. “Wiem gdzie stoję z tobą I z nią. I wiem że rozumiesz że ten rytuał to tylko rytuał. Więc to twoja decyzja”

„Moja decyzja?”

“Oczywiście! Dni rzucania zaklęć bez pytania o zgodę mam już za sobą/ No, jeśli chodzi o rzucanie zaklęc na przyjaciół. Ale porozmawiaj z Gilesem. Da ci... męski punkt widzenia.”

Xander skinął głową.

 

Ciecie do
Wnętrze
Salon Rady Obserwatorów – Późne popołudnie

Willow I Xander weszli do salonu by znaleźć Gilesa I Rowenę odpoczywających na kanapie przed ekranem telewizora.

„Wow, Will” mruknął Xander „teraz wiem że stoję na Wrotach Piekieł gdzie dzieja się dziwne rzeczy. Giles ogląda telewizję”

„Oh, proszę” przewrócił oczami Giles. „Gdybys się przyjrzał zobaczyłbyś że oglądamy dokument o rytuałach godowych afrykańskiego szczepu Sam”

„Tak” skinęła głową Rowena. „I tylko dziesięć minut zajęło mu znalezienie czegoś mniej wstydliwego żeby zmienić kanał jeśli ktoś wejdzie” chwyciła pilot i wcisnęła przycisk. Obraz zmienił się na „Sędzinę Judy”

„Kabel” mruknął Giles.

„Trzeba go było widzieć dziesięć minut temu kiedy zarządziła alimenty. Prawie dopingował” dodała Ro kiwając głową w jego stronę.

“Wcale nie” zaprotestował. „bardzo”

Xander parsknął śmiechem „Lubię ją. Skąd ją wytrzasnęliście?” zapytał Willow.

„Sama się wytrzasnęła. Pojawiła się na wycieraczce i odtąd nie możemy się jej poddać”

„Przyznaję się” uśmiechnęła się szeroko Rowena.

Willow także się uśmiechnęła zanim skrzyżowała ręcę poprawiając trzymaną pod pachą zieloną teczkę i popatrzyła na Gilesa.

‘Giles, twoja kolej’ zasygnalizowała telepatycznie.

Obrócił się do niej szybko z zaskoczonym wyrazem twarzy. Willow skinęła głową w stronę Xandera.

„Ah, tak” powiedział wstając. „Zabieraj kurtkę, Xander. Jedziemy na przejażdżkę. Musze ci pokazać mój samochód”

„Nie kolejny czerwony, błyszczący sprowadzany z zagranicy złom w kształcie penisa?” zapytał Xander

„Er, nie”

“Ten jest srebrny” mruknęła Willow zasłaniając usta ręką.

„Słyszałem to!” syknął Giles kiedy wychodził z Xanderem. Usmiechnęła się blado.

Rowena patrzyła uważnie jak rudowłosa niewidzącym wzrokiem patrzy w telwizor.

„Coś mnie ominęło? Zapytała w końcu.

„Hmm?” zapytała zdezorientowana Willow. „Oh! Nie, tylko mała sztuczka której nauczyliśmy się walcząc w Sunnydale. Xander musi porozmawiać z Gilesem i pomyślałam że niepewnie czułby się pytając kiedy...”

„Jest tu nieznajoma” dokończyła Rowena. „Sorry, pójdę...” wstała i skierowała się ku drzwiom.

“Nie! Nie, nie o to chodzi. A poza tym, chciałam cię prosic o przysługę”

„Oh?” zapytała gdy Willow podała jej teczkę. Ro siadła na oparciu kanapy i otworzyła ją, po czym zaczęła kartkować zawartość.

„Xander jeszcze się nie zgodził ale jeśli to zrobi to wykonamy rytuał jutro”

“Oko, jak sądzę?” zapytała Ro a Willow skinęła głową „Fascynujące! Zmodyfikowałaś kodeks Halderanne i połączyłaś to z rytuałem kowenu Lonwyth Gael żeby stworzyć coś całkiem nowego.”

„Tak” w głosie Willow pobrzmiał ton dumy „To było konieczne bo w przypadku Xandera to nie tylko rana. Cały organ musi być zregenerowany. Xander nie jest Wiccaninem ale czasem pokazuje magiczne zdolności” uśmiechnęła się „Kiedys przeczytał inkantację i podpalił książkę” parsknęła śmiechem.

Rowena wydawała się pochłonięta notatkami ale uśmiechnęła się. „Imponujące” powiedziała zamykając teczkę i oddając ją Willow. „A co to za przysługa?”

„W pierwszej części rytuały Giles będzie tam by wspierać Xandera” wyjaśniła. „Zastanawiałam się czy mogłabyś mi asystować? Chce zrównoważyć męski i żeński element, no i Andrew nie ma twojej wiedzy. Chcę się upewnić że wszystko pójdzie dobrze”

“Jesteś pewna że Xander nie będzie miał nic przeciwko? Dopiero co się poznaliśmy i chociaż Giles i ja będziemy tam tylko przez chwilę...”

„Nie sądze żeby miał coś przeciw” powiedziała Willow „Żartowaniem z Gilesa zarobiłaś dużo punktów. Może jest przybity ale nadal szanuje poczucie humoru”

„Rozumiem” uśmiechnęła się. „Będę zaszczycona mogac ci asystować, Willow. Przestudiują to uważniej i zacznę się przygotowywać. Kiedy będzie rytuał?”

„Koło południa, chyba. To da nam czas żeby się przygotować.”

„Powiedziałaś że jeszcze się nie zgodził. Chodzi o seks?

“Częściowo. Boi się że zrujnuje nasza przyjaźń”

„Dopiero co go poznałam, Willow, ale z tego co widzę macie silny związek. Ale musze zapytać... co z Kennedy?”

„Nadal ma z tym problem” przyznała Willow. „Musze ją znaleźć i spróbować z nią porozmawiać. Ona.. nie była zbyt szczęśliwa”

“Na pewno się ztym pogodzi, Willow.” Zapewniła ją jasnowłosa obserwatorka. „Jest młoda, i uparta jak wszystkie pogromczynie, ale, popraw mnie jeśli się mylę, nie wie wiele na temat Wicca”

“Wiem” zgodziła się Willow. „I nie, nie mylisz się. Dlatego potrzebuję twojej pomocy. Masz wiedze której potrzebuje. Więc, dzięki, Ro. Za wszystko”

Rowena skinęła głową i patrzyła jak Willow odchodzi.

 

Cięcie do
Na zewnątrz
Ulica Cleveland – Wieczór

Seward oparł się o ścianę budynku. Patrzyl cierpliwie jak Gretz rozmawia z młodym uciekinierem. Skrawki konwersacji docierały do Sewarda, jego usta wygięły się w uśmiechu na kłamstwa i obietnice Gretza. W końcu para podeszła do niego.

Nastolatek przyjrzał mu się uważnie „Ty kowboj czy co?”

“Ty kucyk?” mruknął Seward.

„Ta, nieważne” powiedział. „Musze zniknąć z ulicy dziś wieczorem.”

„Oczywiście” powiedział wampir kojąco „Potrzebuję tylko czegoś w zamian.” Objął chłopca i poprowadził w ciemność.

Gretz postawił kołnierz i zapalił papierosa. Kiedy tak stał czekając na swojego pana usłyszał ciche kroki.

“Gretz” powiedziała kobieta stając w świetle dochodzacym z budynku.

„Hej” powiedział „Co.. co się dzieje?” rozejrzał się nerwowo.

Agentka nieruchomości zignorowała pytanie. Wampir zaciągnął się nerwowo. W koncu usłyszał jak ciało chłopca uderza o ziemię i pojawił się Seward.

“Bonnie” powiedział radośnie, ocierając usta czerwoną bandaną. „Czemu zawdzięczamy tę przyjemność?”

„Upewniam się że przestrzegasz zasad, Seward” odpowiedziała.

„Oczywiście. W taką noc powinienem żywić się śmietanką Cleveland a zamiast tego zniżam się do picia z wyrzutków społeczeństwa.”

 

“Jasne, I chciałam jeszcze przypomnieć ci żebyś siedział cicho. Zwłaszcza przez następne kilka tygodni. Inżynier ma ważny test do przeprowadzenia i nie chcemy żeby tłum głodnych wampirów sprawiał nam kłopoty”

„A co mamy robić?” prychnął Seward „Siedzieć i zagłodzić się na śmierć kiedy Presidium radośnie pracuje nad swoimi celami?”

“Będziecie wynagrodzeni” powiedziała. „Załatwię dostawę krwi na jutro. To wam wystarczy na jakiś czas”

„Paczkowana krew? Nazywasz to wynagrodzeniem? Może chciałabyś wrócić z nami żebyśmy mogli sie najeść? Może i jesteś ważna, ale jestes człowiekiem”

„Nawet ty się nie odważysz, Seward” prychnęła cofając się. „Bądź dobrym chłopcem i rób co każą” Odwróciła się na obcasie i wymaszerowała z alejki.

Oczy Sewarda zwęziły się. Skinął głową w stronę zwłok „Zajmij się tym” nakazał Gretzowi i odszedł.

Part II