AKT III

 

Wnętrze

Salon Willow - Następnego ranka

Nieważne że Willow naciskała tylko czerwony, wyłączający przycisk na pilocie - każne kliknięcie przynosiło nową niespodziankę. Kilk - zmiana kanału. Klik - telewizor sie wyłączył i od razu ponownie włączył. Klik - nie ma dźwięku a obraz miga. Kilk - dzwięk normalny ale obraz zielony. Klik - pomarancowy i przerywany dzwięk.

Willow podniosła dłon do zabandazowanej głowy kiedy weszla Kennedy.

"Hej!" krzyknęła przekrzykują tv. "Wszystko w porządku?"

Willow odkrzyknęła "Ja tak, ale tv...."

telewizor wyłączył się.

"... działa właściwie"

"Nic nie działa" powiedziała jej Kennedy. "Giles dał wszystkim dzień wolny żeby móc wszystko sprawdzić. Nikt się nie skarży, bądź pewna. Ale skoro Robina i Faith nie ma nie ma kim rządzić. A Rowena nie wróciła jeszcze z Nowej Szkocji. Co znaczy że nie ma na kim robić wrażenia.

Giles pojawił się w drzwiach i obserwował Kennedy.

"Więc po prtostu wtyka nos w co tylko może"

"Ken..." zaczęła Willow starając się dać jej znak żeby się odwróciła.

"Co? To prawda"

Willow chciała cos powiedzieć ale Giles lekko zastukał we framugę.

Kennedy odwróciła się.

"Giles!" wykrzykneła Willow. "Co za niespodzianka! Co cię sprowadza... do mojego pokoju... żeby odwiedzić... mnie...."

"Oh, pomyślałem że skoro nie ma nikogo kim mógłbym rządzić albo robić na nim wrażenie postanowiłem wetknąć nos i sprawdzić jak się czujesz.

Willow widziała na twarzy Kennedy chęć odpowiedzi.

"Ken! Uh, wiesz co? Ja... chciałabym....uh...." spojrzała na Gilesa i powiedziała to co pierwsze wpadło jej do głowy "Herbata! Herbata byłaby miła. Prawda?" zapytała Gilesa.

Kennedy przewróciła oczami. "Łapię żaluzję. poproszę Andrew żeby ją zrobił. A ty?" zapytała Gilesa.

"Tak, szczerze mówiąc, herbata byłaby miła. Dziękuję"

"Taa" Kennedy wybiegła z pokoju. "Hej" odwróciła się na progu "nie przyprawiaj jej większego bólu głowy"

"Nie mógłbym" odpowiedział.

Kennedy prychnęła i wyszła. Giles obserwował ją.

"Giles, ona tego nie miała na myśli" zaczęła przepraszająco Willow.

"Nie ma sprawy" uśmiechnął się do czarownicy. "Kennedy to pełna zycia młoda dama która ma dar łatwego formułowania myśli, co jest pewną niespodzianką"

:Jak to?"

"Cóż, zawsze wydawałaś się skłaniać ku delikatrnym osobom. A Kennedy jest od tego daleka. Mówiąc szczerze, jest bardzo żywiołowa. Czasami przypomina mi..." przerwał i jego uśmiech przybladł.

"Buffy" zakończyła za niego.

Uśmiechnął się ale widziała smutek w jego oczach. "Tak, ją też, tak sądzę. Ale głównie, Jenny"

Willow spojrzała na koc.

"Jenny może nie była idealną kobietą dla mnie, ale bardzo ją kochałem. Nie mogę tego wyjaśnić ale czasami nie możesz wyjaśnić dlaczego kogoś kochasz." Giles zdjął okulary i zaczął je czyścić. Usiadł na skraju sofy, obok Willow.

Rudowłosa poruszyła się niepewnie i poprawiła swoją poduszkę.

"Jak się czujesz? Zmęczona i obolała jak sądzę"

"Taa" powiedziała cicho Willow.

Giles spojrzał na jej twarz i położył swoją dłoń na jej "Cóż, jestem tu żeby być Panem Pocieszycielem" - uśmiechnął się.

Spojrzała na niego w górę "Giles, jesteś straszny w naśladowaniu Xandera"

"A propos..."

"Znaleźliśmy go?" zapytała z nadzieją.

"Niestety nie - ale miałem dzisiaj telefon." westchnął Giles. "Miałem nadzieję że nasze kontakty w FBI na coś się przydadzą ale nawet Federalni nie mogli go znaleźć"

"Może naprawdę powinnam zacząć szukać tego zaklęcia "znajdź pomocnika". Jeśli agenci się nie przydali nie wiem co jeszcze możemy zrobić. To takie denerwujące. Potężna czarownica ze mnie, co? Nie mogę nawet odnaleźć najlepszego przyjaciela. Ani schodów, najwyraźniej"

"Willow, wiem że jesteś... zawstydzona swoim upadkiem. Ale wypadki chopdzą po ludziach, nawet tych twardo stąpających po ziemi."

"Taa, ale to nie tylko to że byłam niezdarna. Nie jestem pewna że to co sie dzieje to tylko przypadek, albo problemy techniczne"

"Dzieje się kilka dziwnych rzeczy, przyznaję" stwierdził Giles.

"Jak zimna i ciepła woda w złych kranach? Moje krzesło odlatujące ode mnie? Andrew opowiadał o utracie kontroli nad mikserem i rozchlapaniu kremu po całej kuchni, migoczące światła, eksplozje, telewizja..."

"Cóż, biorąc pod uwage problemy z prądem w sierpniu..."

"...komputery Giles, które szaleją, i to nie zwykłe szaleństwo, tylko całkowite szaleństwo.. i...i schody..." Willow odetchnęła. "Giles, te schody może i się rozpadają ale nigdy dotą d nie zamieniły się w gumę"

Giles wyglądał bardzo poważnie.

"Co się dzieje?" zapytała.

"Dobry boże, sądzę... to-to-to znaczy po tym wszystkim co przeszliśmy to może zabrzmieć smiesznie..."

"Coś śmiesznego? No, mów. Lubię śmieszne. śmieszne jest dobre. Śmieszne jest mi teraz bardzo potrzebne"

Giles potrząsnął głową "Za-zastanawiam się czy to może być poltergeist. Bóg wie że z tyloma nastolatkami tutaj, w wieku wystarczającym żeby jakiś się pokazał... Kiedy pomyślisz o tych wszystkich nadprzyrpdzonych zdolnościach i tym że w klasach - i poza nimi - igrają z mistycznymi siłami... no, musisz przyznać że sam Jeffrey ma dość gwałtowną naturę i spory potencjał..."

Willow przemyślała to i zadrżała. "Poltergeist może poruszać rzeczami. Może nimi rzucać. Nauczyliśmy się tego kiedy się sprowadziliśmy. Ale czy może przemienić klatkę schodową w gumę? Czy może sprawidź że poręcz stanie sie miękka i plastyczna?"

"Herbata gotowa" powiedziała Kennedy niosąc tacę z ciasteczkami zbożowymi, dzbankiem i kubkami. Zauważyła wyraz na twarzy Willow.

"Wiedziałam" powiedziała odkładając tacę. Przyjęła postawe pogromczyni przed Gilesem i oparła dłonie na biodrach. :Sio" powiedziała zaczepnie. "Nie denerwuj mnie nawet"

Giles skinął głową, uśmiechając się lekko "Później porozmawiamy" powiedział klepiąc ją pocieszająco po ręcę.

"Taa" powiedziała cicho. "Dzięki" uśmiechnęła się lekko i patrzyła jak wychodzi.

"O co do diabła chodziło?" zapytała Kennedy"

"Nie chcesz wiedzieć"

"Masz rację, nie chcę. Co jest w tv?"

Kennedy chwyciła pilot i wcisnęła przycisk. Telewizor uruchomił się bez problemów.

"... pozostałości po awarii zasilania jaka miała miejsce w połowie Sierpnia" powiedział prezenter. "Wygląda na to że dzisiaj wcześnie rano zaczęły sie problemy których nie mogą rozwiązać siły Przedsiębiorstwa Elektrycznego. Oświtelenie uliczne jest niesprawne. Spowodowało to sporo wypadków i policja i siły porządkowe zostały wezwane do kierowania ruchem ulicznym dopóki problem nie zostanie zlikwidowany. Połączmy się z Mattem Lannerem..."

Kennedy wsunęła się w ramiona Willow całując ją ale nie uzyskując odpowiedzi. Spojrząła na telewizor który pochłaniał uwagę Willow.

"To nie tylko my" mruknęła.

Wnętrze

Pokój Ethana - Wczesny wieczór

Ethan wyłączył telewizor. Nie potrzebował oglądać dalszego raportu - tego samego który oglądała Willow - na temat dziwnych zjawisk w mieście.

"Cholera. Mamy za zadanie rzucać zaklęcie na Radę miejską miasta Cleveland, nie na miasto Cleveland. Jak mamy to zrobic skoro powodujesz to zamieszanie?"

"I ty nazywasz siebie wyznawcą Chaosu?"

"Ja nie tylko go wyznaję, ja go sprawiam. Ale dobry chaos wymaga dobrego planowania, a to" wskazał na tv. "to nie jest plan.

"Nie miałam planu. Tylko zaklęcia. Dla zabawy. Skończy się za jakiś czas, skończymy zadanie i wyjedziemy."

"Powinniśmy wyjeżdżać dzisiaj! Z tym wszystkim będziemy szczęściarzami jeżeli wyjedziemy w przyszłym tygodniu!"

"Wiesz co myślę? Nie, jak mógłbyś wiedzieć... Czysta wanilia, żadnych przypraw Powiem ci co myslę, Ethan.

"Nie nazywaj mnie Ethan. Edward A ty jesteś..."

"Amy. Amy Madison, czarownica. Lepsza niż z ciebie magik. Ale wiedziałeś to gdy tylko mnie poznałeś 'Pracuje sam' "przedrzeźniała go. "Tak, bo praca z kimś kto wie co robi przeraża cię, prawda?"

Wsta ła i podeszła do niego mówiąc cicho "Wiedziałeś, od początku. Myślałam że jesteś zazdrosny. Ale teraz już łapię. "Byłeś przerażony że Cyril to zauważy i zatrudni mnie zamiast ciebie. Zastanawiam się co Cyril i Organizacja robi z ludźmi którzy... nie są juz przydatni"

"Na pewno się dowiesz"

"O tak, dowiem się. I mam nadzieję że nie będzie cie bardzo bolało" usmiechnęła się do Ethana paskudnie i zostawiła go na środku pokoju.

Ethan przygryzł wargę "Cholera"

Wnętrze

Salon Willow - Ten sam wieczór

"Giles! Giles, pośpiesz się!" Kennedy krzyknęła wskazując na sofę.

Dawn i Kennedy siedziały obok Willow, wpatrując sie w ekran.

"Jakby awaria prądu, mechaniczne uszkodzenia i homary odpełzające z talerzy nie wystarczyły wygląda na to że ciągle są tacy którzy chcą skorzystać z zamieszania. Matt Laner..."

"Dziękuję, Claire" zaczął. "Wygląda na to że Muzeum sztuki Cleveland miało dzisiaj niezapowiedzianą wizytę amatorów sztuki którym spodobała się rzeźba "Głowa Prozerpiny", autorstwa Giana Lorenzo Berniniego pochodząca z 1621 roku. Ochrona muzeum została zaskoczona przez zwiedzającego który zwrócił uwagę na pusty piedestał.

Poszukiwania trwały trzy godziny zanim jeden z robotników pracujących nad remontem muzeum zgłosił w panice że "złe oczy" patrą na niego z hełmu zbroi należącej do kolekcji muzeum. "Zbroja dla mężczyzny i konia", pełna średniowieczna zbroja, właśnie tam odnaleziono głowę Prozerpiny.

Ktoś zabrał delikatną rzeźbę i umieścił je w hełmie.Nie wiadomo jak tego dokonał. Jeden z kustoszy poinformował mnie że jest fizycznie niemożliwe usunięcie rzeżby z piedestału, nie mówiąc juz o umieszczeniu jej w hełmie. Ale jak widać ze zdjęć, to właśnie się stało. Zostały tylko dwa pytania: kto jest oidpowiedzialny i jak wyjąć głowę Prozerpiny z hełmu. Matta Lerner, Muzeum Cleveland"

Willow spojrzała na Gilesa.

:"Rozumiesz?"

"Cóż, sądzę, że to może byc zabawne, ale..."

"Giles, pomyśl. Kim była Prozerpina?"

"Rzymska bogini wiosny, porwana przez Plutona, sprowadzona do Tartaru i uwolniona na rozkaz Jupitera, ale po tym kiedy zjadła sześć owoców granatu sprawiając że będzie musiała wracać do podziemi na sześć miesięcy co roku i nie rozumiem co to ma wspólnego z rzeźbą i jakimś szkolnym dowcipem więc może mnie oświecisz?"

"A gdyby to głowa Hecate była w zbroi co byś powiedział? zapytała Willow.

"Ale nie była. Jakkolwiek, powiedziałbym wtedy że to aluzja do użycia magii"

"A w magii, imie jakiej bogini - poza Hecate - jest często używane?"

Zrozumienie pojawiło się na jego twarzy.

"To nie szkolny dowcip" powiedziała "Głowa Prozerpiny była użyta przez naprawdę utalentowaną czarownicę"

"Ależ to świetnie!" krzyknęła Dawn. Trzy pary oczy spojrzały na nią uważnie.

"To znaczy...." kontynuowała radośni. "To całe "rzeczy-wyskakuja-na-ciebie-z-ciemnosci:, magia, zamieszanie w miescie, martwe skorupiaki wylazace z talerzy, Pogromczynie na patrolu, ciasto na scianach kuchni... a martwiliscie się ze się zanudzę. Nie miałam tyle zabawy odkąd Sunnyd-"

Zauważyła ich spojrzenia "Co?"

Pokój Ethana - Hyatt Regency Hotel

Tej samej nocy

"Oczywiście że wiem co sie dzieje! To było w BBC. Cleveland pogrązone w Chaosie na pierwszej stronie Timesa. Nie wspominając o The Telegraph i te wszystkie okolicznosci"

"Cyril, mogę cię zapewnić ze to nie ja..."

"Oczywiście że nie. To chaos, zdecydowanie, ale znam twoja prace Ethan, i wiem ze nie jestes na tyle głupi żeby ryzykować gniew Organizacji ani tych przed którymi odpowiada. Teraz, powiedz mi prawdę, jakby twoje życie od tego zależało - bo zależy.

-Cyril, nie bądź palantem, nie cierpię kiedy..."

"Wystarczy. Powiedz mi"

"Wiem że moja mała pomocnica, którą mi wcisnąłeś z dobroci serca - rzuciła zaklęcie przebudzenia. Nie wiem co dokładnie chciała przebudzić, ale znam to zaklęcie. Budzi, poza innymi rzeczami, Wrotya Piekieł, z których jedne są w Cleveland. Wiem też że się z tobą kontaktowała. I wiem że to ona stoi za - jak to nazwałeś? - okolicznościami."

"Powstrzymaj ją" polecił "Powstrzymasz ją i załatwię możliwość jej teleportacji. Porzuć pracę. Organizacja nie chce zwracać więcej uwagi na Cleveland ani Hellmouth. Ta kobieta zrujnowała całą misję."

"I zrujnowała moją pensję, jak sądzę?"

"Dostaniesz pieniądze. Ale kiedy Amy Madison będzie w moim biurze - i zanim coś jeszcze się stanie"

"Znajdę sposób"

"Ethan" ton głosu był poważny "Nie będziesz wiedział co sie uderzyło jeśli ci się nie uda"

"Doprawdy, Cyril, musisz panować nad tymi emocjami"

Ethan usłyszał trzask odkładanej słuchawki. Dopierwo wtedy pozwolił sobie na niepokoj.

"Co u Cyrila?"

Ethan odwrócił się. Amy stała przed nim, złowrogi wyraz na jej twarzy.

Czego chciał?" zapytała zimno

Ethan wyczuł ją i uniósł rękę.

Za późno.

Amy uderzyła prosto w jego pierś masą złej energii posyłając go przez cały pokój. Uderzył w biurko i jęknął z bólu.

Wstał próbując uciec przed następnym ciosem. Ale Amy była przygotowana. Rzuciła w jego twarz mieszaninę ziół i korzeni. Rozpoznał zapach waleriany zanim zemdlał.

Na zewnątrz.

Siedziba Rady Obserwatorów - Tej samej nocy

Kennedy i Vi właśnie sprawdziły swój teren i podążały do środka żeby sprawdzić pokoje. Nie zauważyły zaparkowanej na ulicy taksówki.

Amy poleciła kierowcy zaczekać a on zaofiarował się pomóc jej pijanemu ukochanemu dotrzeć do drzwi.

Odrzuciła ofertę "Chodź, kotku" pwoiedziała do niezbyt przytomnego Ethana pomagając mu wysiąść z taksówkiZatrzasnęła drzwiczki i pomogła mu iść, ujmując go pod ramię. Kierowca patrzył za nimi potrząsając głową i wyłączył silnik.

Kiedy zbliżyli sie Amy cicho zaintonowała. Dosięgnęli budynku kiedy Ethan stracił przytomność całkowicie.

Amy pozwoliła mu opaść w krzaki, ukryty ale mozliwy do odnalezienia. Pobiegła do taksówki małymi kroczkami rozglądając sie uważnie.

Wnętrze.

Salon Willow - W tym samym czasie

Nie działa" powiedziała Willow.

"To są złe książki" dodała Dawn. "Musimy rpzejść do biblioteki"

"Ja pójdę" zaofiarował się Jeff. "Nudzę się"

Willow zapisała mu tytuły książek. Poszedł do biblioteki i zebrał potrzene książki.

"Mam wszystkie poza "Pieśniami Satyra i innymi zaklęciamI" powiedział "Ale wiem gdzie jest"

"No.. nie chcę żebyś wychodził..."

"za późno" powiedział wychodząc.

Cięcie do:

Wnętrze

Siedziba Obserwatorów - Chwilę później

Jeff przeszedł do frontowych drzwi szkoły i skierował się do kwater nauczycieli. Ze środka dochodziło światło kiedy pojawiły się Willow i Kennedy. Jeff zamarzł. Vi odwróciła się w jego kierunku i nieomal go zauważyła gdy zanurkował w krzaki.

Nagle wyczuł cos ciepłego i miękkiego.

Zawachał się kiedy jego mózg zarejestrował to co wyczuł. Potem jęknął.

Kennedy i Vi spojrzały po sobie i wybiegły z budynku by zobczyć Jeffa opartego o ścianę. Wpatrywał sie w krzaki.

Kennedy spojrzała na niego z satysfakcją "Mamy cię" krzyknęła. "Więc, ty jesteś Wielki i Zły?" prychnęła.

"Nie sądzę" Vi zauważyła strach na jego twarzy. Pogromczynie podążyły za jego spojrzeniem.

Vi przytknęła kusze do czubka nosa Ethana. Kennedy kopnęła go pod żebra.

Jęknął lekko i obie spojrzały zaskoczone.

"Czy to wampir?" zapyta ł Jeff.

"Nie" rozesmiała się Kennedy. "Kimkolwiek jest chyba nie musimy się martwić. Jeff, zawiadom Gilesa że kogos znalazłyśmy."

Cięcie do:

Wnętrze

Lobby Siedziby Rady - Chwilę później.

Giles wszedł do pokoju. Vi i Kennedy z wycelowanymi kuszami i Dawn zebrane były wokół kogoś siedzącego na sofie tyłem do niego.

"Jeff powiedział że znalazłyście..." Giles zamarł gdy Ethan odwrócił się do niego.

"Hal-lo, Ripper. Daj buzi"

Giles ruszył sie tak szybko że Kennedy i Vi nie zdążyły nawet zareagować. Zanim się zorientowały ich więzień był na podłodze, miotany przez Obserwatora ze złowrogim wyrazem twarzy.

Ethan przyjął kilka ciosów zanim zwinął się i zasłonił ramionami. Giles puścił go.

"Co ty robisz, Ethan?"

"Nie pamiętam" powiedział tylko żeby dostać kolejny cios.

"Odpowiedz, do cholery!" Giles uderzył go mocniej w twarz, przewracając go na podłogę.

Dźwięk Ethana uderzającego o parkiet sprawił że Dawn aż jęknęła. Kennedy i Vi z niedowierzaniem wpatrywały sie w Gilesa.

"Giles, przestan!" krzyknęła Willow pojawiajac się za nim.

"Nie, dopóki nie powie mi co chcę wiedzieć"

"Chciałem tylko zaznaczyc że to nie był mój pomysł.

Giles uniósł rękę do kolejnego ciosu. Zaczął opuszczać pięść ale coś go zatrzymało. Odwrócił się. Willow trzymała jego zakrwawioną dłoń.

"Giles" powiedziała cicho patrząc w jego zimne oczy "proszę, przestań. To nie jest rozwiązanie"

 

Na jego twarzy nie było zadnych oznak tego, że ja usłyszał. Po chwili jednak rozluźnił ramiona i wycofał się nieco. Puściła go i usiadł. Nadal miał twardy wyraz twarzy ale był gotowy ją wysłuchać.

"Giles, to nie jak Ethan"

"Ależ tak" mruknął. "I jak zwykl;e dał się złapać bo lubi się chwalić"

"Może i jest troche dopowiedzialny" powiedziała "Ale... ta magie tutaj.. nie jest...Ethanowa"

Ethan podniósł się pocierając obolałą szczękę i słuchając jak rudowłosa czarownica analizuje jego styl.

"To znaczy, to za oczywiscte jak na Ethana. Wszystko... zbyt dużo tego. Homary? Bankomaty wydające banknoty z Monopoly? Rzeźba w zbroi? Giles, to sa żarty, nie robota mistrza magii. Tej magii brakuje... stulu, wyrafinowania..."

"Nie zapominaj o uroku" mruknął Ethan przez opuchnięte wargi.

Giles spojrzał na niego, nieprzekonany :Styl! Ha! Ten człowiek sprowadził na-na na nas Eyghona, zamienił was w... Halloweenowe stworzenia, przeistoczył mnie w demona Fyarl i zamienił Sunnydale w miasteczko z lat siedemdziesiątych używając czeoklady."

"Tak" mruknał Ethan "To było dobre, musze sobie to przyznać"

Giles rzucił mu spojrzenie.

Ethan uniósł dłoń "To tylko dygresja"

Willow uśmiechnęła się lekko, ale Giles zauważył to.

"Przestań" powiedział. "Nie zachęcaj go"

"Ale on jest dobry, Giles"

Oczy Obserwatora rozszerzyły się.

"To znaczy zły, tak, ale w ten dziwny, niesamowity czarnoksięski sposób jest jednym z najlepszych"

"Mała Ruda Czarownica ma trochę racji, wiesz?" wtrącił Ethan. "Jestem najlepszy. Byłem przez więcej lat niż te dzieciaki mają razem. No, może nie aż przez tyle. Ale wystarczająco długo żeby wyszlifować moją sztukę - nie jak pewni Obserwatorzy którzy się od swojej odwrócili. I nie jak mali magicy którzy myślą że trochę błysku sprawi że będą Mistrzami Magii"

Giles znowu zaatakował. Ścisnął gardło czarnoksiężnika prawą ręką i uniósł lewą do ciosu :Dla kogo pracujesz, Ethan. Kto ci pomaga? Kto dla ciebie pracuje?

"Spokojnie, spokojnie, zanim sobie krzywdę zrobisz" mruknął Ethan

Giles swolnił uścisk ale nie puścił.

"Jestem na kontrakcie"

"U kogo?"

Ethan zawachał się i Giles uniósł pięść ponownie.

"Cyril! Cyril Rodham"

Giles skrzywił się. "A dla kogo Cyril teraz pracuje?"

"Nie wiem. Naprawdę! Naprawdę nie wiem. Wszystko co wiem to że dobrze płaci ale ta praca nie wlicza dziecięcych dowcipów"

Giles jęknął.

"Słuchaj, stary, to że piję mleko nie znaczy że znam krowę. Cyril wynajął mnie do kilku zadań - nic poważnego - i ma jakiś poważnych zleceniodawców, i jeszcze większych nad nimi. Ale nie wiem kim są i o co im chodzi. Nie pytałem, nie mówili."

"Więc powiedz mi co ty miałeś zrobić"

Ethan spojrzał w twarde oblicze starego przyjaciela "Miałem rzucić małe zaklęcie na... wspólników Cyrila. Cała reszta to robótka asystentkli którą przydzielił mi Cyril. To ona sprawia kłopoty. Znasz mnie, Ripper. Szybko, czysto i już mnie nie ma-"

Spojrzenie Gilesa uciszyło go.

Na twarzy Willow pojawiło się zrozumienie - i bladość.

"Wszystko z nia w porządku?" zapytał Ethan.

"Wyczuwam szczura" powiedziała Willow. "Znajomego szczura"

Giles zamrugał "Nie masz chyba na myśli..."

"Amy"

Ethan spojrzał na nich "Widze że znacie uroczą pannę Madison"

Giles odwrócił się do niego.

"Nie, chwileczkę" powiedzial Ethan odgradzając sie od spodziewanego ciosu. :Pomyślmy jak dorośli, dobrze? Obaj chcemy jak najlepiej - panna Madison sprawia kłopoty nam obojgu. Ja nie moge pracować, ty nie możesz... cokolwiek tu robisz, więc dlaczego nie..."

"Pracowac razem" powiedziała Willow.

"Właśnie! Au!" Ethan uśmiechnął się i go zabolało.

"Cóż..." Giles pomyślał przez chwilę "Nie. NIE! Zdecydowanie nie!

"To może być interesujące" powiedziałEthan udając że nie słyszał Gilesa. "I zabawne' dodał uwodzicielsko do Willow.

"Nie pozwolę na to" powiedział Giles.

Willow spojrzała na pogromczynie i Dawn "Możecie odnaleźć Amy i zając ją kiedy ja i Ethan będziemy rzucać zaklęcie"

"To nie podlega dyskusji!" Giles podniósł głos.

"To potrzebuje dużo mocy" Willow planowała mówiąc bardzo szybko "Amy jest bardzo silna, jkak zapewne wiesz" powiedziała do Ethana "i jest..."

"Wredną złośliwą manipulantką?" zasugerował.

"Chciałam powiedzieć przebiegła, ale, tak"

"Żądne z nas nie będzie współpracowało z Ethanem..."

"Więc postanowione, tak?" Willow spojrzała na grupę.

".. w żadnych okolicznościach..."

"W porządku" powiedziała Kennedy

"Zgadzam się" dodała Vi.

"Jestem z tobą" uśmiechnęła się Dawn.

"A ja z Dawn" mruknął Jeff"

"To będzie przyjemność" uśmiechnął się Ethan

"Taa tak myślę" powiedziała Willow.

"...i koniec dyskusji" podniesiony głos Gilesa wreszcie zwrócił ich uwagę. Ethan uśmiechnął się niewinnie.

"Kurwa" mruknął Giles.

"Załatwione" rozpromieniła się Willow. "Jeff, zawiadom Andrew że mamy pacjenta"

Giles sppjrzał na zakrwawione palce "Nie trzeba. Wszystko w po-"

"A jak już cie zabandażują, Ethan" powiedziała Willow. "Dowiemy się jakie zaklęcia sa potrzebne żeby pokonać Amy. Potrzebujemy solidnej biblioteki"

Kennedy pomogła Ethanowi wstać.

"Ethan" ostrzegł go Giles "Zachowuj się albo..."

"Dostane lanie?"

"Ethan..."

"Chodźcie, dzieciaki" powiedziała Willow. "Potrem się pobawicie. Obowiązki."

Zachwiała się a Ethan podtrzymał ją.

"Dzięki. Nadal trochę się kręci. Upadłam wczoraj"

"Tak, bandaże cię wydały. Co się stało?

Giles patyrzył jak wychodzą dyskutując.

"Giles?

"Tak, Kennedy?"

"Na ile możemy zaufać Ethanowi?"

"Nie możemy. Ale on wie że może ufać mnie że go zabije jak to spieprzy"

Wnętrze.

Salon Gilesa.

Gilesa pił herbatę przygotowaną przez Andrew. Przyciszone głosy Willow i Ethana dobiegały jego uszu.

"Mam troche czekoladowych ciasteczek prosto z pieca" powiedzaił Andrew starając się go pocieszyć.

Obaj usłyszeli głos Willow "Co za suka"

Giles łyknął herbaty.

"Wiesz.." Andrew zawachal się łapiąc spojrzenie Gilesa. "Wiesz, może potrzebujesz drugiego mężczyzny do pomocy z Ethanem"

"Nie radzisz sobie z mikserem, Andrew"

Dobiegł ich dźwięk śmiechu Willow.

Andrew wydął wargi widząc jak drga żyłka na skroni Gilesa. Kolejne dźwieki wskazały na to że Willow i Ethan chichoczą.

 

"Palant" powiedział Giles. Podszedł do wieży i włączył pierwszą płytę. Nie spojrzał na nią nawet tylko podkręcił glos.

"What’ll you do when you get lonely
And nobody’s waiting by your side?
You’ve been running and hiding much too long.
You know it’s just your foolish pride..."


"Oh, cudownie" jęknął Giles

"...Layla..."

Ale muzyka nie zagłuszała śmiechu. Poddając się ruszył na dół.

Ethan i Willow spojrzeli na niego.

"Wiesz, stary, masz doskonały gust jak na takiego palanta" Ethan wskazał na Willow.

"Hej!" zachichotała Willow na widok twarzy Gilesa.

"Zignoruje ten komentarz i przejdę do rzeczy" mruknął. "Osiągnęliście cokolwiek?"

"Giles, praca z Ethanem jesy... wspaniała! Jest mistrzem. L:epszy niż myślałam. Dlaczego nigdy nie powiedziałeś...?

"Willow" zatrzymał ją ethan patrzac na Gilesa. :Ripper doskonale wie co potrafie zrobic. Wszystko. Teraz sadze ze bardziej interesuje go nasz plan.

""Oh, plan jest doskonaly. Jesli istnieje cos takiego jak doskonaly plan--"

"Zastawimy mala pulapke na panne Madison" podjal Ethan. "Zagram z nia mala gre"

"Twoja specjalność"

".. i sprowadzimy ja tutaj zeby mierzyla sssssię z twoimi pogromczyniami"

"Przemowa godna węża"

Mała Ruda Czrownica i ja rzucimy zaklecie pętające. Mam załatwiona jej teleportacje do Londynu. Jest tam ktos kto chciałby z nią porozmawiac o jej malej zabawie"

Willow zachichotała ponownie. Ethan uśmiechnął się i odwrócił sie do Gilesa uśmiechając sie jeszcze szerzej.

Giles posłał mu mordercze spojrzenie.

"Rupert, prosze" powiedział Ethan podchodząc i kładąc mu rękę na ramieniu.

Willow zamarła czekając na gwałtowną reakcję.

"Dlaczego nie pójdziesz do swojego popkoju zabaw, czy gdziekolwiek, zdejmiesz te eleganckie buciki i nie ulzysz sobie?"

Giles spojrzał na niego

"Nie napijesz sie, mialem na mysli. Poza tym Ruda i ja potrzebujemy zebrac skladniki do zaklecia.

Giles poslal mu jeszcze jedno mordercze spojrzenie, rzucil okem na Willow i wyszedł.

"Nie probuj niczego" ostrzegł jeszcze

Ethan spojrzał na Willow "Dlacego, Ripper, wszystkiego nauczylem się od ciebie"

Giles [atrzył jak Ethan podchodzi do Willow i jak zaxczynają rozmawiać.

"Kiedy wrocimy" mruknął do niej Ethan "przypomnij mi żebym ci pokazał zdjecie Rippera z dawnych dobrych czasów"

Giles westchnął "Cholera jasna"

 

 

AKT IV

Wnętrze

Pokój Amy, Hyatt Regency - Następnego dnia.

Amy wyszla z łazienki owinięta w ręcznik. Podszkoczył, zaskoczona.

Ethan siedział an krześle pod oknem. Jego twarz była poobijana, jedno oko otoczone purpurą.

"Gardzę tobą" powiedział "Ale mężczyzną który to zrobił" wskazał na swoją twarz "Gardzę jeszcze bardziej. I zabiję go z twoją pomocą"

"Wuynoś się"

"nie. Posłuchaj mnie, Amy, moja droga. Ripper chce mnie zabić Cyril chce zabić ciebie. Ripper chce zastawić pułapkę. Oczekuję że cię wydam. Nie powiem żebyśmy sobie ufali, ale wybieram mniejsze zło.

Amy zawachała się "Dlaczego miałabym ci ufac?"

"Nie powinnaś" uśmiechnął się. "Ale przemyśl to: Co Cyril powiedział ci o mnie wczoraj przez telefon?"

Jej oczy zablysly.

"Nir rozmawiałas z nim, prawda?"

Amy odwróciła wzrok "nie odkąd.... nie" Otworzyła szafke i wyjęła ubtania. Wrociła do łazienki żeby się przebrać.

"Słucham cię" powiedziała. "Mów dalej"

"mam plan. Plan ktory zniszczy Radę i sprawi że pozbędę się Rippera na zawsze. Pomóż mi a pomogę ci z Ripperem i Organizacją."

"Co chcesz zrobić Gilesowi?"

"Nauczyc go lekcjji ktora zapamieta na całe życie - czyli na krotko"

"A inni?"

"Nie zostanhą długo bez Obserwatora. Pobiegną do mamusi i tatusia, do domku"

":Willow zostanie. Sprawi że oni zostaną"

"Nie jesli tez zniknie"

Amy wyszła z lazienki, ubrana "Powiedz mi wiecej"

"Mozemy ja zabic. Albo po prostu wyeliminować. Ona to twoj problem wiec tobie to zostaiwe. Niewazne, bez czaronicy i Obserwatora mozemy zrobic co zechhce Organizacja. Beda zadowoleni, moja droga, i nawet nie pomysla o skrzywdzeniu cie. Albo mnie. Wiec?

Wnętrze.

Lobby Rady - Wczesne popołudnie

"Jeśli mogę cos powiedzieć, to nie podoba mi się tyen plan"

"Giles, wyluzuj. Ethan i ja mamy wszystko pod kontrolą"

"Właśnie to mi sie nie podoba"

"Dawnie! Widzisz cos?" zawołała Willow.

"Jeszcze nie"

"Ken, Vi, gotowe?

"Taa, od godziny"

"Na pewno wiesz co robisz?" zapytała Jeffa

"Wymiekasz, co?

"KIedy wszystko się zacznie Dawn tez bedzie mogla pomos"

"Nie potrafi. Nie może. A co jesli cos sie stanie..."

"Wymiekasz, co? Dawn jest weteranem. Ostatnia z wielkich Scooby. Wie jak sie soba zaopiekować. Jesli cos pojdzie nie tak, sluchasz moich rozkacow, albo sluchasz jej. Jasne?

"Sa tu!" krzyknęła Dawn. "Willow, sa tu!"

"Dlaczego juz tego zaluje?" mruknął Giles.

Na zewnatrz.

Rada Obserwatorów.

"Chyba żartujesz" powiedziała Amy. "Masz zamiar podejsc od frontu i zapukac? Jakby nas oczekiwali?"

"O to chodzi że nie oczekuja" odparł Ethan. "Zaskoczymy ich"

Amy potrzasnela glowa ale wydawala sie zadowolona ze Ethan wiedzial co robi. Ethan podniosł kolatke i zastukał.

Po chwili uslyszali halas i po jeszcze kiilku sekundach drzwi się otowrzyły zeby pokazać Jeffa.

"Tak?"

"Witaj, młodzieńcze. Czy jest dyrektor?"

Jeff zawachał się patrząc na Ethana "Huh? Oh, chodzi o pana Gilesa?" zapytał.

"Bystry chłopak. Tak, chodzi o pana Gilesa. Muszę z nim natychmiast porozmawiać.

"Proszę zaczekać. Zawołam go."

"A nie ma bardziej wygodnego miejsca? Przebylismy dosc dluga droge i jestesmy zmeczeni"

"Nie wolno mi wpuszczac obcych"

"Moj chlopcze! Jak masz na imie?"

"Jeff"

"Mocne imie. Ja jestem Edward a to Adele. Teraz juz nie jestesmy obcymi. Ja i Adele jestesmy starymi przyjaciolmi pana Gilesa. Z Londynu. Teraz, czy mozemy wejsc kiedy go bedziesz szukac? Jak widzisz nie czuje sie zbyt dobrze.

Jeff popatrzyl na nich i westchnął "Cóż..." wzruszyl ramionami i wpucił ich do holu. Zamnkęli drzwi i weszli do pokoju.

Willow wychynęła zza sofy "Non Motio!" jej głos rozbrzmiał echem kiedy rzuciła zioła w stronę Amy

Ręka Amy uniosła się w obronnym gescie "Eosan!" krzyknęła i zioła zatrzymały się w powietrzu i opadły.

Jeff zorientował się że Ethan i Amy zagradzają jego drogę ucieczki. Odwrócił się i wpatrzyl w stolik.

Stolik ruszył w stronę Amy. Słysząc hałas odwróciła się i i machnęła ręką. Stolik zatrzymał się

Uniosła obie ręce i krzyknęła "Hekate, niech moja wola będzie twoją" i dwie błyskawice energii podążyły ku Willow i Jeffowi.

Jeff był już w ruchu i z łatowścią uniknął ataku. Willow odskoczyła ale zawroty głowy wróciły i opadła na kolana. Jeff rzucił doniczką w Amy uderzając ją w plecy.

Amy krzyknęła gniewnie i odwróciła sie posyłając kolejne błyskawice ku Jeffowi, jedna z nich uderzyła w Willow, która upadła na ścianą uderzając się w tył głowy.

Słysząc zamieszanie Vi i Kennedy zbiegły na dół by znaleźć zadowolonego Ethana.

"Ty zdradziecki wężu!" krzyknęła Kennedy.

Ruchem dłoni Ethan zatrzymał pogromczynie. Vi wpadła na krzesło które przewróciło się na nią.

Kennedy upadła i przejechała po podłodze. Zauważyła leżącego bez ruchu Jeffa.

"Nie taki był plan!" krzyknęła.

"Pierwsza zasada Chaosu, Pogromczyni. Zasady się zmieniają"

"Giles!" krzyknęła Kennedy. Zaszrżowała i uderzyla trafiając w szczękę Ethana.

Vi wstała i ruszyła na Amy by zostać odrzucona prze kulę energii. Uderzyła w drzwi tak że framgua i okna aż się zatrżesły.

Willow starała się skupić spojrzenie na Amy.

Amy wycelowała kolejny pocisk w Kennedy, obracając Pogromczynię która straciła równowage i ponownie wylądowała na podlodze.

Amy odwróciła się do Ethana "To zabawniejsze niz myślałam"

"Oczywiście, moje droga. Wreszcie sie uczysz. Śmierć siest prosta ale desktrukcja to zabawa"

"Zaraz będzie destrukcja"

Poczuła dotyk na ramieniu. Odwróciła się ale nie zdołała powstrzymać pięści która trafiła ją w nos.

"To za czar na Willow" poinformowała ją Kennedy


Amy uniosła rękę ale Kennedy uderzyła ją raz jeszcze

"To za czar na mnie: poiwezdziała wyprowadzając kolejny cios i posyłając Amy na podlodze

"A to bo to zabawne"

Giles pojawił się w drzwiach. Dawn wbiegła za nim kierując sie prosto do Jeffa. Kennedy skorzystała z okazji i podeszła do Willow.

"Skrzywdź nas, zwłaszcza Dawn a będziesz mieć Buffy na karku" ostrzegł podnoszącą się powoli Amy Giles.

"Nie martwię się Buffy" powiedziała spluewając krwią. "Niech przyujdzie i spróbbuje mnie zatrzymać. Zaskoczę ją"

"A mówiądz o zaskoczeniu, stary przyjacielu" Ethan odwrócił Gilesa :To dla ciebie"

Ethan przytknął dłoń do piersi Gilesa. Amy patrzyła z szeroko optwartymi oczami jak Ethan zaczyna wysysać siłę życiową Obserwatora. Giles wzdrygnął się.

Ethan spojrzał na zniszczone drzwi "Sigillum" powiedział cicho. Szare pole siłowe pojawiło sie we framudze odgradzając ich od świata zewnętrznego. Nikt nie mógł uciec.

"Ethan" powiedział Giles opadając na podlogę.

Ethan klęknął przy nim

"Oh, Ripper, nie patrz tak na mnie. Chyba nie sądziłeś że naprawdę pomogę wam pozbyć się Amy, co? Sądziłeś? To takie typowe... Zawsz eszuka dobra w ludziach, zawsze się rozczarowuje..."

Giles uniósł drżącą rękę ale nie zdołał go dosięgnąć.

"No już, juz" mruknął miękko Ethan. "Nie walcz z tym. Łatwiej będzie jak dasz spokój"

Po tym ciało Gilesa zadrżało raz jeszcze. Jego głowa opadła.

Ethan spojrzał na niego ze smutkiem. "Co za szkoda. Rupert byłby niezłym czarnoksiężnikiem gdyby się do tego przekonał. Kiedys stanowiliśmy niezłą drużynę.... ale pracuję sam"

Amy opadła na kolana przy Gilesie gdy Ethan wstawał. Sięgnęła by zbadać puls. Nie było go.

"Ty- on- on nie żyje" szepnęła. Nagle wydawała się niepewna siebie i zaczęła sie rozglądać.

Ethan spojrzał na Gilesa "Tak sądzę" powiedział cicho. "Mogłabyś pyśleć że podobało mi się zabijanie go... no, przyznam że wyraz jego twarzy był nawet zabawny, ale teraz nie ma nikogo kto by mnie bawił."

Willow jęknęła.

"Oh! Obudziła się Ruda Czarownica!" uśmiechnął się Ethan idąc w jej kierunku. "Ona ze mną zagra, jestem pewien"

Kennedy skoczyła na nogi żeby bronić Willow ale Etha odesłał ją ruchem ręki.

"Nie!" krzyknęła Amy. Podbiegła stając między Ethanem a Willow. "Ja się nią zajmę. Jest moja. Giles był twój. Taka była umowa"

"A, więc sama chcesz ją zabić"

"Nie! Jeszcze nie."

"Dlaczego, Amy" powiedziała Willow wstając całkowicie przytomna. "Nie wiem czemu się przejmujesz"

Trzy tyknięcia zegara rozległy się w pokoju i Ethan uśmiechnął się.

Amy zdała sobie sprawę że ją wystawiono. Machnęła ręką wysyłając zieloną kulę energii. Ethan poleciał na Kennedy która właśnie starała się wstać.

Willow wysłała energię która rzuciła Amy na kolana. Wylądował obok Gilesa ale wstała szybko patrząc na drugą czarownicę. Amy próbowała tego samego zaklęcia ale Willow była przygotowana i łatwo je odbiła. Przeleciało nad Dawn i Jeffem. Dawn instynktownie pochyliła głowę.

Willow zaczęła ogień maszynowy - wysyłając zaklecie za zaklęcią. Blokowanie ich było trudne i zbliżały się do Amy coraz bardziej. W końcu jedno z nich uderzyło ja w pierś i upadła obok Gilesa.

Giles wstał i uniósł rękę "Non oxys!" powiedział i zielone światło wystrzeliło od niego do Amy"

"Retourmen!"jęknęła odbijając je.

Giles próbował uniknąć ale uderzyło go. Zaczął się krztusić.

"Doprawy" powiedział Ethan do nikogo właściwie. "Dlacego wszyscy używają antycznych języków przy zaklęciach? Mucisz być pieprzonym poliglotą żeby rzucić jedno proste zaklęcie"

Willow podbiegła do Amy, klucząc jak zawodnik.

"Pozwólcie mi uzywać angielskiego" mruczał Ethan. :Szybko, łatwo i działa tak samo jak pierdolona łacina, średniowieczny francuski, niemiecki, sumeryjski, egipski..."

Giles pojawił się przed Ethanem wskazując na swoje gardło i machając dłonią.

"Oh, przepraszam. Release" powiedział Ethan po angielsku.

Giles upadł na podłogę wreszcie łapiąc oddech

Po drugiej stronie pokoju Amy chwyciła nadgarstek Willow i pokój wypełnił się zapachem palonego ciała. Willow krzyknęła.

Zielony blask i małe eksplozje białej energii pojawiły się wokół nich. Wiatr zawył wokół czarownic.

"Ripper, wstawaj, przegapisz fenomenalną walkę. Brakuje tylko bikini i trochę oliwki" powiedział Ethan wpatrując się w czarownice. "Szczerze mówiąc..." uniósł rękę ale Giles chwycił ją i potrząsnął głową. "Psujesz zabawę"

Kennedy ruszył aby pomóc Willow ignorując jęk Gilesa "Nie!" ethan wyciągnął rękę zatrzymując ją.

"Zabiłabyś się" powiedział.

Odpowiedziała spojrzeniem. Ethan wycofał się ale Giles ujął jej ramiona. Kennedy chciała sie wyrwać.

"Nie pomożesz" powiedzia,ł Giles. "To ich walka. Przeszkodzić to jak rozpocząć..."

"Masakrę" mruknął Ethan. Odskoczył przed boltami energii.

Ammy i Willow kopały i drapały, zatopione w walce. Krzyczały razem bardziej z gniewu niż z bólu.

Ethan wyglądał na zaniepokojonego "Zniszczą wszystko jeśli to jeszcze chwile potrwa"

"Zdołasz rzucić wiążące zaklęcie?"

"Spróbuję. Ale nie mogę zrobić tego sam, Rupert. To robota dla dwóch.

Wiatr rozwiał jego włosy a jasna energia sprawiła że nic nie widział, ale poczuł dłoń Gilesa zaciskającą się na jego.

"Zrób to"

Ethan uśmiechnął się i zacieśnił uścisk, czerpiąc energię od Gilesa. Nie próbował przekrzyczeć wiatru, po prostu recytował.

Przez chwilę był hałas tak wielki że pochłonął wszystkie inne dźwięki. Potem dało sie słyszeć stuknięcie. Zaklęcie Ethana wystrzeliłą w stronę walczących czarownic.

Ethan opadł na podłogę ciągnąc za sobą Gilesa. Energia uderzyła w Kennedy tnąc ją boleśnie.

Willow spojrzała na nią i zorientowała sie że jej ukochana jest ranna. Przerwala walkę.

Naokoło Willow pojawiło się światło. Otoczyło ją polem. Ciosy Amy zatrzymywały się na niej.

"Wkurzona"

Było tak ciche że Amy nie była pewna czy dobrz usłyszała.

Willow zaczęła się unosić. Jej stopy opuściły podłogę. Amy patrzyła w jej oczy. Szczęka Ethana opadła. Patrzył zafascynowany na zdenerwowaną czarowicę.

Kennedy wyprostowała sie patrząc na Willow, której włosy unosiły się jakby rozwiwane magicznym wiatrem.

"Nie przestraszysz mnie" powiedziala przerażona Amy"

"Nie. Nie straszę. Działam"

"Willow" powiedział Giles "Nie rób tego"

:Nic nie zrobi" powiedziała Amy z fałszywą pewnością seibie. "Nie przede mną"

Usłyszała straszliwy krzyk i poczuła falę energii która odwróciła się kilka razy zanim uniosła ją pod sufit. Amy została tam przez chwilę po czym upadła.

"Vinciri!" krzyknęła Willow. Amy została uwięzionaw zielonym polu.

"Nie powstrzymasz mnie" powiedziaął Amy otwierając usta by wypowiedziueć zaklęcie. Al enie mogła.

Willow zaczęła powoli opadać gdy Giles uniósł Amy i posadził ją na sofie.

"Nie masz nikogo" powiedziała cicho. "Nie masz Oza, nie masz Buffy, małej Tary, nawet Xandera Harrisa. Gdzie twoi przyjaciele, Willow?

Willow rozejrzała się dookoła "Tu" powiedziała i położyła rękę na sercu "I tu. Ale ty tego nie zrozumiesz.

"Jest gotowa" powiedział Ethan. Wszyscy na niego spojrzeli. Odkładał słuchawkę

Na twarzy Amy pojawiła się panika kiedy jej skóra zajaśniała. Po chwili już jej nie było.

Kiedy zniknęła Ethan usunął pole silowe.

Jeff, chwiejąca się Vi i Dawn rozejrzali się po zniszczeniach. Dawn pokiwała głową.

"Dawnie? wszystko okej?" zapytała Willow.

Nastolatka spojrzała na nią i uśmiechnęła się. "Yaha. Najlepsze ziękczynienie w moim życiu. Kiedy jemy?

Wnętrze.

Jadalnia - święto Dziękczynienia

Podajcie dressing, proszę"

"Co?" zapytała Dawn.

"Sorry. Przybranie, jak mówicie wy, amerykanie" powiedzial Ethan wskazując

Oh" Dawn podała mu miskę "Proszę bardzo"

Giles nachylił się do Willow "Jeśli wszyscy jutro obudzą się jako demony będę winił ciebie, bo to ty go zaprosiłaś.

"Jest świetne" Ethan pochwalił Andrew. "Miękkie. A to dobrze, bo moja szczęka nadal boli" prychnął w stronę Gilesa.

Giles nie odpowiedział jedząc indyka.

"Ależ dziękuje" odpowiedział młodzieniec siadając. "Sekret to sos. Czy ktoś ma ochotę na więcej sosu?"

Kennedy machnęła ręką żeby jej podać.

"Więc" powiedziała Dawn do Ethana" Może opoeiwsz nam coś o Gilesie czego nie wiemy?

Giles pil właśnie wino i o mało się nie zadławił. Ethan sięgnął, prcyhając i klepnął go po plecach. "W porządku, stary?" zapytał. Giles wziął głęboki oddech i spojrzał na niego.

"Oh, mógłbym opowiedzieć jak raz w zachodnim Berlinie... nie, to nie jest historyjka dla dzieci"

Giles zignorował zaczepkę Ethana"

"Nie jestem dzieckiem" powiedziała Dawn.

"Moja droga" powiedzial Ethan "są historie o Ripperze których nie opowiadał bym dorosłym, co dopiero nastolatkom. Daj mi chwilę...Oh, tak - nie, jednak nie... A, jest ta jedna jak byliśmy jeszcze w Akademii"

"Cholera" westchnął Giles.

"Czekaj, w Akademii?" zapytała Willow. "Mówisz o Oxfordzie, nie o Akademii Obserwatorów, tak? NIe byłeś.... Obserwatorem?

"Nie bądź tak zaskoczona, kochanie" prychnął na nią Ethan "Rupert i ja mamy wspólnego coś więcej niż to że obaj jesteśmy niesamowicie przystojni"

Giles przewrócił oczami.

"I tak, obaj byliśmy w Akademii Obserwatorów. Ale, jak mówiłem, dyrektor był trochę wkurzony na naszego Ruperta za łamanie zasad. On i jego kumple mieli trochę za dużo seansów "spirytystycznych" Wtedy Ripper mógł przepić każdego"

"Cholera jasna" powtórzył Giles i łyknął więcej wina.

Ethan zignorował go "Dyrektor będąc dupkiem jakich mało zagroził że go wyrzuci. Oczywiście ja byłem w domu i się uczyłem więc nie byłem rpzy tym"

Giles upuścił widelec "Uczyłeś? Ha! Dostałeś nową książkę o czarnej magii i szukałeś zaklęcia żeby dostać się do majtek Helen Morington!"

Wszystkie głowy odwróciły się na ten wybuch. Giles odchrząknął i spuścił wzrok.

"Jak mówiłem" powiedział Ethan "Uczyłem się. Chodzi o to, że Giles stwierdził że nie chce więcej kłopotów ze staruszkiem a ponieważ wieść niosła że dyrektor pieprzy pielęgniarkę, to Ripper śledził go przez trzy dni mając zamiar zrobić zdjęcia żeby go szantażować."

"Giles!" krzyknęła Willow.

"ale to, jakby przestępstwo" powiedziała z przerażeniem Dawn.

"To nie jkakby przestępstwo, moje dziecko. To zdecydowanie przestepstwo"

Dawn uśmiechnęła sie gdy pojawił się pewien pomysł "Nie mogę sie doczekać kiedy opowiem to Buffy"

Giles jęknął i nalał sobie kolejny kieliszek.

"W końcu, trzeciej nocy Ripper ich przyłapał. Nie może zobaczyc bo okno jest za wysoko. Więc podnoci ręce i robi jak najwięcej zdjęć możę. Błyska flesz i zauważają. Rupert wie że jest spalony, nie? Więc ucieka, całkiem po męsku.

"Pieprzona cholera jasne" Giles opróżnił nową szklankę w kilku łykach.

Ethan parsknął śmiechem "A teraz najlepsze. Rupert gubi legitymację a dyrektor ją znajduje. Ripper wbiega do mojego pokoju i opowiada co się stało. Pokazuje mi aparat a ja się pytam kiedy miał czas zasłonić obiektyw"

Willow zrozumiała "Nie miał" prychnęła.

Ethan skinął głową ze śmiechem "Piętnaście spitolonych zdjęć. No to dyrektor przychodzi do mojego pokoju wiedząc że znajdzie tam Rippera. A zamiast przyznać sie jakim jest palantem Rupert rozgrywa to na zimno. Odgrywa scenkę ze ma zdjęcia i że jeśli zostanie wyrzucony to wyśle dwa zestawy - jeden do prasy, drugi do jego żony"

"Giles szantażował kogoś żeby tylko móc pić?" zapytała Willow, zaszokowana.

"I poskutkowało. Nigdy nie miał więcej szlabanu" zaśmiał się. "Rupert był zdolny a z czasem zrobił się coraz lepszy. Innym razem..."

Giles zamknął oczy i potarł nasadę nosa "To jest dowód. Umarłem i jestem w piekle. I to sie nigdy nie skończy. Będę siedział przy tym stole na wieczność"

"Shh..." powiedziała Willow z przekornym uśmiechem "Chcę tego posłuchać"

Giles westchnął "Kurwa. Kurwa mać"

Hopkins Airport, Cleveland

Security checkpoint

Willow i Dawn uściskały się po raz trzeci.

"Proszę" Willow podała jej pudełko "To dla Buffy"

Dawn skinęła głową i rozejrzała się "Chciałabym tu zostać" powiedziała. "Będę tęsknić. No i Jeff. Nie jest taki sztywny jak się wydaje. To jak Riley i Buffy"

Willow przyjęła swój najlepszy "głos Rileya" Masz na myśli "pozwól że ci pomogę, młoda damo"... i zorientowanie się że Buffy pokonałaby jego, wampira i polowę Initiative?"

 

"taa. Tylko z Jeffem jest gorzej. Buffy była Pogromczyni.ą. A Jeff jest przez nie otoczony, wiekszość młodsza od niego.

"Rozmumiem..." powiedziała Willow.

Dawn spojrząła z nadzieją ":Obiecaj że się nim zajmiesz"

Willow uśmiechnęła się Oczywiście, dawnie. Jeffrey będzie okej"

"Jeff" poprawiła.

Dobiegł ich głośny śmiech i obie się oswróciły. Ethan i Giles stali w kącie, odgrodzeni od tłumu.

Giles stał z rękami w kieszeniach i spuszczonym wzrokiem. Ethanm przyglądał mu się.

Gails powiedział coś do podłogi. Ethan skinął głową z chłopięcym wyrazem twarzy, pełnym uroku, przekory i chyba prawdziwego przywiązania.

"Sądziszże to dobry pomysł żeby puściś Ethana?" zapytała Dawn.

Willow uśmiechnęła się patrząc na nich - jeden niepewny i zdenerwowany, drugi prychający i zdenerwowany.

"Chrupiące i miękkie" powiedziała Willow przypominając sobie pierwsze słowa jakie powiedział Ethan kiedy go spotkała. Nie mówił wtedy tylko o maśle orzechowym i chaose, sdała sobie sprawę widząc jak Giles przerwaca oczami na coś z czego śmial się Ethan

"Co?" przerwała jej myśli Dawn

"he? Oh. Oh, tak. Ethan... dotrzymał słowa, pomógł z Amy. Więc Giles się odwdzięcza. Ethan może odejść"

"lot 7410 z przystankiem w Nowym Jorku do Londynu będzie kołował..." rozległo się ogloszenie.

"Więc" powiedział Giles patrząc na Ethana. Ethan odwzajemnił spojrzenie i Giles spuścił wzrok.

Ethan zamrugał i prychnął "Wiesz że wrócę..." powiedział "Prawda" To nie było pytanie. "Doskonale wiesz że wrócę jak cholera"

Giles spojrzał mu w oczy "Tak, zły z ciebie szeląg"

Ethan zawachał się i sięgnął do torby. Giles cofnął się lekko i Ethan roześmiał się.

"Wyluzuj, stary. Żadnych sztuczek." Wyjął teczkę i podał mu ją. "Coś sie zbliża" poiwedział. "Albo raczej, coś już tu jest.

"tak, wrota piekieł. Wiem.

"Nie, coś niebezpiecznego"

"Bardziej niż ty?" Wyzwał go Giles.

Ethan paused a moment and reached into his flight bag. "I have something for you."

Ethan spojrzał mu w oczy "Tak"

Giles spojrzał na jego poważną twarz i otworzył folder. Zaczłą czytac kiedy Ethan kontynuował.

"Znalazłem to u Amy. Nie pracowała tylko dla Cyrila ale także dla nich. Nie wiem kim są, ale..."

"Presidium" mruknął Giles.

Ethan potarł swój kark :Tak, cóż, całe rano zastanawiałem się czy ci to dać"

"I co przeważyło?" zapytał Giles szczerze.

Ethan zatrzasnął torbę.

"Jak powiedziałem Amy, nikt mnie tak nie bawi. Świat byłby nudny gdybym nie miał Rippera którego mógłbym odwiedzić od czasu do czasu" zaśmiał się ale spoważniał. "Zajmij się Rudą Czarownicą, Rupert, przyjacielu. Jest bardzo potężna" powiedział idąc do bramki, nadal z uśmiechem "Do następnego razu" zniknął w tłumie

Giles patrzył za nim przez chwilę

"Do zobaczenia" powiedział cicho i podszedł do dwóch dziewcząt.

Willow westchnęła gdy ludzie przed Dawn ruszyli dalej.

Dawn przygryzła wargę czekając aż ktoeś z nimch się odezwie. Żadne nie miało zamiaru. Więc odezwali się naraz. Roześmieli się i Dawn I Willow uściskały się ponownie.

"Pozdrów Buffy"

Dawn odwróciła się do Gilesa.

"Wiesz że jeśli będziesz czegoś potrzebowała jesteśmy tylko jeden telefon od ciebie.

"Wiem" powiedziała patrząc na odchodzących ostatnich pasażerów. "Cóż" wzruszyła rmionami. Odwróciła się i skierowała do przejścia.

"Dawn" zawołał Giles "Obiecaj mi że porozmawiasz z Buffy jak tylko dotrzesz do domu. Możęsz?

Podbiegła i uściskała go, wtulajac sie w jego sweter.

"Obiecuję. Dzięki."

Odeszła bez ceremonii do samolotu. Odwróciła się, uśmiechnęła i pomachała.

"Dostałam dzisiaj kartkę" powiedziała Willow zmieniając temat. "Przyniosłam żeby nie zapomnieć"

"Xander?"

"Niestety nie. Buffy. Nie to, że źle że pisze - ale.... wiesz o co mi chodzi"

 

Giles uśmiechnął się i wziął kartkę"

"Oh, jest w nowym Jorku. A raczej była, wnioskując z daty."

"Giles?

"Hm?"

"Dawn dużo nie mówiła, ale coś ją martwiło. Mają problemy?"

:Chyba mogę ci powiedzieć. Dawn widuje się z kimś... romantycznie..."

Na twarzy Willow pojawił się alarm "O bogini, nie wampir..."

"Nie, nie. Seniorka z jej szkoły, Skye"

Willow opadła szczęka. Szedł dalej zanim nie zauważył że nie idze za nim.

"Nic nie powiedziała! Nie myślałam że Dawnie jest lesbijką. Nie myślałam że ja jestem, ale... dlaczego mi nie powiedziała?"

Giles podszedł do niej. "Miała zamiar" powiedział "Ale ma problem z Buffy, nie ze swoimi uczuciami. Sądziła że ja powinienem porozmawiać o tym z Buffy. I okazało się że nie chodziło o Skye, tylko o to że Dawn sie z kimś widywała a nie powiedziala o tym Buffy"

Willow skinęła głową "Popatrz, popatrz. nieważne jak dorosła jest Buffy, czasem potrzebuje Obserwatora.

"Tak, tak" uśmiechnął się "Cóż, założę się że wkrótce zadzwoni do ciebie Dawn szukając tylko twojej rady.

"Ludzie potrafią zaskakiwać"dodał.

"Jak Ethan. Giles, on jest wielkim magikiem. Mogłam czuć jego moc. I to nie jakby naprwdę się starał.

Spojrzała na niego i zobaczyła że skinął głową. "Ethan jest utalentowany na wiele sposobów. I cóż, nie można przeoczyć jego oddania chaosowi.

"Dobry chaos wymaga dobrego plany" zayctowała. "A on potrafi planowac, Giles"

"Byłbym wdzięczny gdybyś więcej niz cytowała go w mojej obecności. W niczyjej"

Willow uśmeichnęła się "Nie zmieni się, prawda?

"Nie zmienił się od trzydziestu lat"

"Mógł pozwolić Amy nas zniszczyć, wiesz?"

"Tak"

"A co z toba? Mogłeś przekazać go władzom"

"Tak"

"Ale nie zrobił tego. Ani ty"

Giles otworzył usta ale zmienił zdanie. Spojrzal tylko na Willow.

"Tak"powiedziała wkładając ręcę do kieszeni i uśmiechając się "Ludzie mogą cię zaskoczyć"

Wzruszyła ramionami a Giles spojrzał na teczkę którą niósł "Zdecydowanie"

Koniec