Samhain

 

 

Scenariusz Rob Morton, CN Winters i Susan Carr

 

Spisane przez Rob Morton i CN Winters


Reżyseria: CN Winters i Susan Carr

Produkcja: CN Winters i Susan Carr

Edycja: Kate

Wydział dźwięku: Steff

Dyrektor artystyczny: Chris Cook

Artyści: Chris Cook, David Zahir, Mytryk, Cynthia Taz, i CN Winters

 

Dla Emily Sinclair. Masz naprawdę chore poczucie humoru, Emma.

 

Zapowiedź

 

Wnętrze

Ulica miejska- Noc Halloween

 

Andrew poprawił swój uniform Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych. Spojrzał na grupę małych Pogromczyń, w wieku mniej więcej 10 do 13, które wyruszyły z nim na zbieranie słodyczy. Jedna z nich, blondynka mniej więcej dwunastoletnia ubrana w koci kostium podbiegła do niego.

-Hej, Andrew. Gdzie idziemy teraz? - zapytała.

-Cóż, Marsha - powiedział po czym zawachał się i dodał w swojej najlepszej imitacji Jana Brady'ego - Marsha! Marsha! Marsha!

Dziewczę wyglądało na totalnie zdziwione więc kontynuował.

-Nieważne, sądzę że spróbujemy w tym kompleksie apartamentów - wskazał. - Potem w sąsiedztwie. A potem wracamy do Rady.

-Okej - odpowiedziała cienkim głosikiem.

Patrzył jak wróciła do pozostałych. Zauważył dwie dziewczyny szepczące do siebie i chichoczące. Podszedł do nich.

-Hej, wy! Co się dzieje?

Obróciły się. Jedna z nich, Azjatka, podeszła do niego.

-Andrew, zastanawiałyśmy się za kogo sie przebrałeś - powiedziała.

Andrew przygrabił się i westchnął. Po chwili wyprostował się i odpowiedział nieco jęczącym głosem.

-No hej, już wam mówiłem - powiedział po czym znowu zmienił ton i zasalutował. - Jestem pułkownik Jack O'Neil, dowódca SG-1, specjalnego oddziału wysłanego przez rząd przez Starg - zatrzymał się widząc że Pogromczynie zaczęły chichotać - Co jest takie zabawne?

Azjatka odparła z lekko teksańskim akcentem.

-Już to wiemy. Po prostu zabawny jesteś kiedy to tłumaczysz - oddalały się nadal chchocząc. - Nie żeby 20 latek bawiący się w "słodycze albo psikusy" nie był zabawny sam w sobie - dodała.

Andrew zaczekał aż będą na tyle daleko że nie usłyszą jego słów i mruknął pod nosem - Przekonamy się kto sie będzie śmiał ostatni, Pogromczynie. Kiedy zobaczycie jak wiele słodyczy zebrałem, przekonamy się.

Poczuł klepnięcie w ramię i odwrócił się chwytając oddech. Stała za nim blondynka.

-Nie przejmuj się, Andrew. Twój kostium jest świetny.

Na jego twarzy pojawił się uśmiech od ucha do ucha.

-Oh, dzięki, Marsha - powiedział.

Poklepała go po ramieniu przyjacielsko i pobiegła za innymi.

Andrew zaczął iść za nimi ale zatrzymał się. Kątem oka zauważył ruch na cmentarzu po drugiej stronie ulicy. Przyjrzał się uważniej i zauważył Faith i Kennedy.

-Ciekawe co one tu robię dziś w nocy - mruknął - To przecież jest...

Cięcie do

Wnętrze

Cmentarz - Noc

-Halloween - powiedziała Kennedy do Faith. - Giles powiedział że demony i wampiry się dzisiaj nie pojawią. To co tu robimy?

Faith zatrzymała się i odwróciła do młodszej Pogromczyni.

-Z trzech powodów, Mała. Raz, pomyślałam że powinnyśmy lepiej poznać teren. Dwa, ja ci tak kazałam. Trzy, nigdy nie wiesz czy nie postanowią olać wakacji - kiedy kończyła dwa człekokształtne cienie przemknęły obok. Wskaząła w ich kierunku - Jak te dwa wampiry co nas właśnie minęły - powiedziała wzdychając.

Puściły się zanimi biegiem. Po jakiś stu metrach wampiry rozdzieliły się. Faith pobiegła za jednym w prawo więc Kennedy, przeskakując nad dużym grobowcem ruszyła za drugim.

Faith dość szybko dogoniła swój cel. Skoczyła na niego przewracając go. Przetoczyli się kawałek równocześnie wstając z powrotem.

W międzyczasie Kennedy przyśpieszyła i wyprzedziła wampira. Zatoczyła koło więc nawet jej nie zauważył. Kiedy minął mausoleum zauważył ją, stojącą ze skrzyżowanymi ramionami. Zatrzymał się i chciał zawrócić. Odepchnęła sie od ściany i zagrodziła mu drogę, nie zmieniając pozycji ramion.

-Najwyraźniej przegapiłeś informację - powiedziała. - Albo to, albo nie umiesz korzystać z kalendarza. Dzisiaj jest Halloween. Powinieneś mieć wolne.

-Odejdź ode mnie - powiedział głosem przepełnionym strachem. - Nie chcesz mnie zabić.

Kennedy po prostu wyjęła kołek z kieszeni kurtki. Wampir rzucił się ucieczki. Nie ścigała go. Zamiast tego rzuciła kołkiem. Wbił się w jego plecy zaraz za sercem. Podeszła gdy rozpadł się w proch. Schyliła się po kołek.

-Zawsze chciałam to tak zrobić - powiedziała oglądając kołek.

Odwróciła się by zobaczyć nadal walczącą Faith i podbiegła do niej.

Faith stała naprzeciw wampira. Wyjęła kołek gdy zaczęli zataczać koła wokół siebie.

-Jeśli mnie zabijesz, ona powstanie - powiedział wampir enigmatycznie.

Faith parsknęła - No to ją też zabiję - odparła.

Bez ostrzeżenia skoczyła i zatopiła kołek w jego sercu. Rozpadł się w pył.

-Nieźle - pochwaliła ją Kennedy.

-Tak sądzę - powiedziała odwracając się. - Ale nie ma zabawy jeśli nie walczą. Załatwiłaś swojego?

Kennedy skinęła w stronę z której przyszła.

-Ta. Próbował uciekać. Dostał kołkiem w plecy.

-I dobrze - uśmiechnęła się Faith.

-Sądzę że wracamy teraz do Rady? - zapytała Kennedy.

-Dlaczego? Chcesz się zająć swoją dziewczyną? - prychnęła Faith.

Zaczęły iść w stronę kwater.

-Ta, tylko że ostatnio nie zajmowałam się zajmowaniem nią - powiedziała ze złością Kennedy. Faith uniosła brew w zdumieniu gdy druga kontynuowała - Willow ostatnio wyczuwa wezwania z zaświatów, tak od tygodnia. Powiedziała że dzisiaj spróbuje wykonać jakiś rytuał żeby się z tą osobą skontaktować. Najwyraźniej dzisiaj jest jakieś Wiccańskie święto, nazwała je Sowben, Sohen, Samheen, coś tam, i najwyraźniej jest to noc, cytuję "kiedy mistyczne bariery pomiedzy światami są najcieńsze" Sądzi że dzisiaj jej się uda.

-Ma jakies pojęcia kto dzwoni tym psychicznym dzwonkiem? - zapytała Faith.

Kennedy zawachała się i przygryzła nerwowo wargę zanim odpowiedziała - Myśli że to Tara.

Faith parsknęła śmiechem i Kennedy posłała jej urażone spojrzenie.

-Wiesz, Mała, to naprawdę cholernie smutne że jesteś zazdrosna o martwą - odpowiedziała Faith klepiąc ją pocieszająco po plecach.

Kennedy rzuciła jej tylko szybkie spojrzenie.

W czasie gdy rozmawiały żadna z nich nie zauważyła hałasu z miejsca gdzie Faith zgromiła wampira. Duża demonia ręka wychynęła z ziemi i złapała za korzeń.

Cięcie do

Wnętrze

Kwatery Obserwatorów - Sala kowenu Willow - Noc

Willow siedziała w zakreślonym przez athame kole. Patrzyła prosto w niewielki płomień w kociołku który przygotowała do wykonywanego rytuału. System wentylacyjny z łatwością oczyszczał pomieszczenie z dymu. Podniosła torbę z ziołami i wzięła głęboki oddech. Przesypała trochę do dłoni recytując.

-Duchu z Krainy Lata, przybądź. Ukaż się.

Rzuciła zioła do ognia. Płomień buchnął w górę niemal osmalając sufit. Zakreślony krąg rozbłysł światłem. Zaczęło po chwili przybierać ludzki kształt ale przychodziło to z trudem. Wsypała więcej ziół na dłoń.

-Hadesie, panie zaświatów, proszę cię, pozwól tej duszy przyjść do mnie. Pozwól jej przekazać wiadomość.

Wrzuciła zioła do kociołka. Ponownie buchnął płomień, ale już nie tak wysoko. Spojrzała w światło. Zaczęło przybierać bardziej ludzkie kształty. Wyłaniały się szczegóły.

Noc.

Usta.

Oczy.

Blond włosy.

Duch który się pojawił wreszcie mógł być rozpoznany. Na twarzy Willow pojawiło się rozczarowanie.

To zdecydowanie nie była Tara.

-Ty? - zapytała niezadowolona Willow.

-Też za tobą tęskniłam, Willow - westchnęła Anya nie ukrywając irytacji.

 

 

Koniec Zapowiedzi

Akt Pierwszy

 

Z udziałem:

Yancy Butler jako Eemii i Carly Schroeder jako Marshy

 

Cięcie do

Wnetrze

Kwatery Obserwatorów - Sala Kowenu Willow - Noc

-Dlaczego Anya - zapytała głośno Willow. - A raczej, dlaczego ja? Zrobiłam wszystko jak powinnam. Włąściwe zioła. Właściwe metody. Silne uczucie do zmarłego. Wszystko zaznaczone na liście. Oczywiście, nie pomyślałam że silnym uczuciem może być niechęć.

Anya nie czekała aż Willow skończy. Była zajęta mówieniem do siebie.

-Oczywiście to musiałaś być ty - mruknęła zirytowana Anya wskazując na Willow.- Żadna inna z milionów czarownic na świecie. To nie mógł być ten słodki facet z Teksasu który przypomina mi Xandrea, ani ta dziewczyna z Bostonu. To musiała być Willow. I do tego w Cleveland.

Zatrzymały się kiedy zorientowały się że obie mówią ale żadna nie słucha. Po chwili ciszy twarz Willow złagodniała.

-Więc, Anya, co mogę dla ciebie zrobić? - zapytała nieco wzburzona.

Anya równie zdenerwowana odparła - A dlaczego miałabym ci mówić? Nie słuchałaś mnie kiedy żyłam, dlaczego miałabyś słuchać kiedy jestem martwa?

-Gdybyś...

Anya spokojnie kontynuowała.

-I nie zapominajmy że kiedy małe świecidełko Spike'a zniszczyło Sunnydale co znaczy że z nim koniec bo raczej nikt nie chce mieszkać w wielkiej dziurze. Wiedziałaś, że tam jest teraz wielka dziura i że moje ciało jest gdzieś pod tą dziurą? Bez nagrobka, musze dodać. Tara I Joyce przynajmniej dostały nagrobki kiedy umarły. Czy to nie jest część tradycji i żalu? A co z centrum handlowym? Już go nie ma, a było najlepsze w Californi, moim skromnym zdaniem.

-Co? - zapytała Willow starając się nadążyć za jej tokiem rozumowania. - Anya, nie żyjesz. Nie potrzebujesz robić zakupów.

-Wiem. Ale jestem duchem. Moge iść i pooglądać towar - powiedziała Anya.

-Dokładnie - Willow wskazała na drzwi. - Możesz iść do każdego sklepu na świecie, Rodeo Drive w Beverly Hills, Piata Aleja w Nowym Jorku, Oh, Miracle Mile w Chicago i... i na Boginię, nie wierzę że się z toba o to sprzeczam.

Anya milczała przez chwilę zanim znowu się odezwała.

-To nie ma znaczenia. A to nie jest jedyna z moich skarg.

Willow skrzyżowała ramiona i spojrzała na Anyę - Naprawdę? To musi byc coś.

Reagując na zachowaniew Willow Anya przyjęła podobną pozę.

-Tak, Naprawdę. Zostawiliście moje ciało żeby zostało pochłonięte razem ze wszystkim innymi, jak już mówiłam, ale miło by było żebyście zrobili mi pogrzeb, wiesz, bo macie takie kiedy ktoś umiera.

Willow spojrzała na Anyę, zaskoczona - Była ceremonia wspominkowa. Nie cieszy cie to?

Anya uśmiechnęła się smutno "Wiem, byłam tam. Było miłe, ale nie tylko dla mnie. Było dla wszystkich, a cholera, myślałam że jestem kimś ważnym.

Wyraz twarzy Willow ponownie złagodniał i wstała przesuwając sie bliżej Anyi.

-Nie myślałam przedtem że wszystko się zmieni. Myslałam tylko że wszyscy będą tęsknić. Nawet ty, Willow, pomimo naszych kłótni.

Willow wyglądała jakby się miała rozpłakać - Tęsknię za tobą, Anya - przyznała. Podeszła by ją uściskać ale przeniknęła przez nię i potknęła się, prawie przerywając krąg.

-Ostrożnie, nie jestem namacalna - powiedziała Anya. - I ostrożnie z kręgiem. Jeśli je złamiesz zanim właściwie mnie pożegnasz nie będę mogła wrócić.

Willow przyjrzała jej się zagadkowo - Naprawdę?

-Ta, i nie pytaj skąd to wiem, po prostu wiem. To chyba coś co po prostu wiesz kiedy jesteś martwa - wzruszyła ramionami Anya. - Wszystko się po prostu pojawia i lepiej rozumiesz jak życie, śmierć i to co jest po życiu działa. Śmierć jest naprawdę świetna. Wiem że nadal jesteś żywa i nie zrozumiesz dopóki nie umrzesz, więc zaufaj mi. Śmierć jest straszna tylko dla żyjących.

Willow przemyślała jej słowa a potem cofnęła się do swoich ziół. Pochyliła się żeby wziąść trochę innych niż używała wcześniej. Zwróciła się do Anyi.

-Jeśli to wszystko to sądzę... - zaczęła ale Anya przerwała jej.

Jej głos nie był już ironiczny ani sarkastyczny, ale miękki i pełen niepokoju "Nie wszystko. Nie to chciałam ci powiedzieć. Musisz znaleźć Xandera.

Willow zauważyła jej niepokój i upuściła zioła patrząc na nią - Co z Xanderem? - zapytała.

 

Cięcie do

Wnętrze

Siedziba Obserwatorów - Biblioteka - Noc

Na końcu długiego stołu leżała sterta książek. Rowena szła z otwartą książką pomiędzy rzędami półek kiedy zauważyła Gilesa z drugiej strony.

-Czego dokładnie szukamy? - zapytała zerkając na niego sponad grzbietów książek.

-Ogólna historia Cleveland - odpowiedział nie podnosząc wzroku znad książki.

-No, to zawęzilismy temat - uśmiechnęła się żartobliwie.

-To miasto ma historię dziwnych wydarzeń - powiedział jej gdy oboje dotarli do stołu. Chciałbym wiedzieć o nich na wypadek gdybyśmy musieli znowu się z nimi zmierzyć. Przybywa coraz więcej Obserwatorów i Pogromcówi wię musimy ułożyć plan zajęć.

Rowena wyglądała jakby miała odpowiedzieć ale przerwały jej otwierające się drzwi. Wszedł Robin za którym podążały Faith i Kennedy.

-Hej, Giles - powiedziała Faith. - Powinieneś jeszcze raz przemyśleć to czy demony i wampy naprawdę tak nienawidzą Halloween. Ken i ja właśnie zgromiłyśmy dwa.

Giles i Rowena odwrócili się do Faith, zwracając na nią całą uwagę.

-Naprawdę? - zapytał Giles siadając, co po chwili zrobiła też Rowena. - Co.. co się stało?

Faith i Kennedy popatrzyły po sobie i z powrotem na Gilesa.

-Właściwie nic ciekawego.

-Taa, standardowe, bum, kop, plask, puff! - dokończyła Kennedy.

Robin odezwał się spokojnie - opowiedz resztę.

Faith odwróciła się, zaskoczona.

-Że co... - zaczęła. - Oh, racja! Jeden wamp powiedział coś takiego zanim go załatwiłam "Jeśli mnie zabijesz, ona powstanie" czy coś takiego.

Giles zeszkoczył z krzesła. Podszedł do półki za stołem i wziął książkę.

-Co to jest? -zapytał Robin.

Giles położył otwartą książkę na stercie innych.

-Dzisiaj jest bardzo wyjątkowa noc... - zaczął.

Kennedy przeszkodziła mu "Taa, Willow mi mówiła. - Powiedziała. - Coś nazywanego Samwise.

-Samhain - poprawił ją Giles wymawiając poprawnę Sow-en. I tak, jest wyjątkowe z powodu skurczenia barier międzywymiarowych. Ale mam na myśli właśnie dzisiejszą noc.

(Nota od tłumaczki. Zachowałam oryginalną pisownię wymawianych słów angielskich. Samhain, celtyckie i Wiccańskie święto wymawia się poprawnie z gaelickiego "Sow-en" czyli po polsku "Sał-łen". Amerykanie i większość Polaków odczytuje je jednak "Sam-hane" czyli "Sam-hejn". Nie ma w tym błędu, ale jeśli chcemy mówić poprawnie powinniśmy jednak używać pierwszej wersji. Samwise, jak nazywa Samhain Kennedy jest wymawiane "Sam-łajz" (and, btw, jest to pełne imie tolkienowskiego hobbita, Sama)

Kiedy Kennedy rozmawia z Faith nieco wcześniej podaje kilka innych nazw nie trafiając we właściwą. "Sowben", wymawiane "Soł-ben", Sohenm wymawiane prawie dokładnie jak pisane i wreszcie "Samheen" - "Samhin".

Dziękuję za uwagę ;))

Przerucił kilka kartek książki. Zatrzymał się nagle i zaczął wodzić palcem po jednej z nich. Zatrzymał się mniej więcej w połowie strony.

-Tak! - wykrzyknął i odwrócił książkę w stronę Roweny. - Tutaj, widzisz?

Rowena wzięła książkę. Przeczytała fragment wskazany przez Gilesa.

-Tu jest powiedziane że co tysiąc lat, właśnie tej nocy bariery są naprawdę cienkie, pozwalając pewnym demonom przenikać do naszego świata z pewnych wymiarów - wyjaśniła. - Tylko że nic nie mówią o jakiego demona i jaki wymiar chodzi.

Giles wziął od niej książkę i przeczytał to sobie jeszcze raz.

-Co z tą książką Opus jakośtam którą przyniosłaś? Czy ona to wyjaśni? - zapytała Faith.

-Cóż, ta książka zawiera historię najważniejszych walk Pogromców i historię linii Obserwatorów. Jeśli ta o której mówicie była często spotykana przez Pogromców może tam być, ale jeśli nie to...

-Czyli szukamy w innych książkach? - zapytał Robin.

Rowena uśmiechnęła się - a myślałeś że dni nauki minęły, co, Panie Dyrektorze?

Giles zamknął książkę i odwrócił się do Faith i Kennedy.

-Musimy natychmiast zobaczyć to miejsce w którym walczyłyście z wampirami - powiedział kierując się w stronę drzwi. Wszyscy wyglądali na zdziwionych ale ruszyli za nim.

Cięcie do

Wnętrze

Cmentarz - Noc

Grupa przybyła na cmentarz i Faith wskazała im miejsce. Znaleźli dziurę w ziemi a Faith podeszła bliżej.

-Okej, tego tu wcześniej nie było - powiedziała.

Kennedy podeszła bliżej. Podniosła kamień i wrzuciła go do dziury. Nie usłyszeli jak upadł.

-Wow - powiedziała Kennedy. - To naprawdę głęboka dziura.

Robin podszedł do nich - Jaki wampir wstałby z tak głębokiego grobu?

Zza nich odezwał się Giles - Cholera jasna!

Obrócili się by zobaczyć Gilesa i Rowenę pochylonych nad książką. Na twarzy obojga pojawił się szok i przerażenie.

-Co to jest? - zapytał Robin.

-To nie jest grób - odpowiedział Giles. - To portal międzywymiarowy. Wyszło stąd coś znacznie, znacznie gorszego niż wampir.

Spojrzał na dziurę.

-No, co to jest? - zapytała niecierpliwie Faith.

Głos który jej odpowiedział nie należał do Gilesa. Nie był też ludzkim głosem.

-Ja.

Odwrócili sie wszyscy. Demon miał prawie dwa metry. Wyglądała podobnie do wampirów ale przypominała trochę nietoperza, z wyjątkiem gęstych włosów. Była ubrane w poszarpane resztki czegoś co wyglądało na rzymską togę.

Giles podał książkę Rowenie i stanął pomiędzy demonem a grupą.

-Wiem kim jesteś - powiedział. - Eemia, Zwodzicielka.

-Oh, świetnie - odpowiedziała. - Cieszę się że ktoś wie. Nie było mnie tu tak długo, myślałam że myślałam że może wszyscy już o mnie zapomnieli.

Eemia przysunęła się bliżej grupy i Faith i Kennedy przygotowały się do ataku.

-Dużo się zmieniło od ostatniego razu kiedy tu byłaś - powiedział Giles. - Nie ma już jednego Pogromcy.

-Nawet lepiej - roześmiała się.

-Wtedy pokonała cię jedna, teraz jest ich setki - powiedział.

-Tak, wiem. Obserwowałam ten świat przez ostatni tysiąc lat. Całkiem interesujące - zatrzymała się i parsknęła na Faith i Kennedy. - Mogę wyczuć ich moc. Nie pomoże wam to jednak. Jestem teraz silna. Dużo bardziej silna.

To była ostatnia kropla. Faith do tej pory zachowywała spokój. Teraz ruszyła na demona - Jeszcze zobczymy!

-Faith, nie! - krzyknął Giles.

Ale nie zdołał nic osiągnąć. Uderzyła w demona ale Eemia odepchneła ją jak natrętne dziecko. Faith wylądowała na ziemi, ale to jej nie powstrzymało. Skoczyła na równe nogi i zaatakowała. Posłała prawy sierpowy. Demon wykorzystał moment i obrócił się uderzając ją pięścią i posyłając z powrotem na ziemię.

Faith nie ruszała się przez chwilę i Robin podbiegł do niej i uklęknął obok.

-Wszystko okej? - zapytał

-W porządku - odpowiedziała próbując wstać. - Ale teraz ta suka mnie wkurzyła.

Kennedy skoczyła ale zamiast zaatakowac rękami wślizgnęła się dołem. Udało jej się kopnąć Eemię w nogi i demon wylądował na ziemi. Kennedy przewróciła się i skoczyła na nią.

-Hmm - parsknął demon - wyglądasz na taką co lubi być na górze.

Kennedy nie została jednak długo w tej pozycji. Eemia chwyciła ją za ramiona i zrzuciła na ziemię. Przytrzymała ją i sięgnęła dłonią po jej ramieniu do szyi, i pogładziła ją delikatnie po twarzy. Kennedy ogarnęła furia.

-Musimy się wycofać - powiedziała Rowena do Gilesa. - Teraz.

Zanim zdążyli nakazać to innym Faith wróciła do bitwy. Skoczyła i kopnęła demona w ramię. Kopniak nie odniósł żadnego efektu poza zmęczeniem Faith która wylądowała ciężko na plecach. Demon odwrócił się by na nią spojrzeć i rozaśmiał się gdy zobaczył grymas bólo na jej twarzy.

Nie mogąc już stać spokojnie, Robin, Giles I Rowena podbiegli i połączyli siły by uwolnić Kennedy, tak by Faith mogła wytoczyć jeszcze jeden kopniak. Dwóch Obserwatorów podniosło Kennedy podczas gdy Robin odciągnął Faith zanim mogła kontynuować walkę.

Grupa cofnęła się.

-To wszystko co macie? Dwie małe dziewczynki i zdolność uciekania? - wyzwała ich Eemia, złośliwie, ale nadal jakby od niechcenia. - Myślałam że przez te milenia kiedy byłam uśpiona ludzkość się rozwinie. Zamiast tego staliście się tłuści, głupi i słabi. Nie wiem dlaczego się wami wogóle zajmuję, no, może nie licząc ciebie - wskazała na Kennedy. - Wyglądasz na smaczną, dziewczynko, więc nie przejmuj się ukochaną która woli rozpaczać za zmarłą kochanką.

Szczęka Kennedy opadła, a jej stopy wryły się w ziemię. Gdy Eemia zaczęła ku nim iść odwrócili się i zaczęli uciekać, z wyjątkiem Kennedy. Rowena obejrzała i zobaczyła nieruchomą dziewczynę. Podbiegła do niej i pociągnęła ją za sobą.

-Chodźże! - powiedziała uderzając ją w ramię żeby zwrócić jej uwagę. Pobiegły do auta.

Eemia zaczęła się śmiać ale nie ścigała ich - To może być całkiem zabawne - prychnęła.

Cięcie do

Wnętrze

Kwatery Obserwatorów - Pokój Kowenu Willow - Noc

-Coś złego u Xandera? - zapytała Willow. - Jest w niebezpieczeństwie?

Anya rzuciła jej zaszokowane spojrzenie - Oczywiście że jest w niebezpieczeństwie, Willow! - krzyknęła gniewnie Anya. - Inaczej by mnie tu nie było.

Willow zaczęła chodzić dookoła kręgu, starając się to przyswoić.

-No, a w jakim niebezpieczeństwie?

-Najgorszym.

-Śmiertelnym? - zapytała Willow.

Anya westchnęła - Tak, ale jeszcze gorzej. W duchowym też, wiesz?

Willow potarła szczękę w irytacji - Słuchaj, Anya, to że jesteś martwa i jesteś błąkającą się duszą nie znaczy że masz się zachowywać jak jakaś siła wyższa i rzucać zagadkami i odpowiadać pytaniem na pytanie - Willow zatrzymała się. - Możesz to przeliterować dla tych z nas którzy nie są martwi?

Anya westchnęła ponownie i uspokoiła się. Powoli, ale naglącym tonem powiedziała - Jeśli nie znajdziecie Xandera szybko, i mówię tu tygodniowo szybko będzie dla nas stracony. Włączając w to mnie. Nie będę mogła odnaleźć jego duszy.

Wllow spojrzała na nią uważnie - Anya, muszę wiedzieć więcej. O co ci dokładnie chodzi?

-Chodzi mi o to, że on będzie martwy, Willow.

Koniec Aktu Pierwszego

Akt Drugi

 

 

Cięcie do

Wnętrze

Kwatera Obserwatorów - Pokój kowenu Willow - Noc

 

-Martwy? - zapytała Willow. - Dlaczego martwy?

-A jak myślisz? Zagubił duszę i z każdym dniem jest gorzej. Musisz go znaleźć - powiedziała Anya.

Willow przewróciła oczami - Oczywiście - powiedziała. - Nie wiem nawet gdzie zacząć ale chyba ty wiesz, skoro wiesz co się z nim dzieje.

Anya wzięła głęboki oddech, bardziej dla efektu uspokajanie siebie niż z powodu potrzeby tleniu. - Nie jestem pewnia. Pomyślałam że ty wiesz, skoro jesteś jego najlepszą przyjaciółką.

-Tak, jestem, ale on chciał odpocząć. Nie chciał więcej takiego życia - odparła Willow. - Jesteś duchem. Chyba możesz go znaleźć?

-Cóż - zaczęła druga z kobiet, poirytowana - Najwyraźniej to nie takie proste. Cytując siły wyższe, jeśli jego uczucia i myśli są oddalone ode mnie nie mogę go znaleźć, nawetr jeśli tak bardzo chcę. To jakby wznosił barierę - zawachała się. - To jak w tym głupim serialu który oglądaliście. Martwi mogą słyszeć żyjących ale tylko wtedy kiedy do nas mowicie. On nie mówi.

-Xena nie jest głupim serialem! - krzyknęła Willow. - To serial o historii i mitologii. Może nie całkiem prawdziwych, ale...

-I nie zapominajmy o półnagich kobietach - przerwała jej Anya. - Co bylo prawdziwym powodem dla którego ty i Xander przyklejaliście się do tv co tydzień.

Willow poczerwieniała. Wzięła głęboki oddech i podjęła próbę zmiany tematu. - Nieważne, ostatni raz kiedy o nim słyszałam jechał na to swoje "pojednanie się z naturą". Wtedy go widziałaś?

-Tak - odparła Anya. - Był w pieknych górach, ale bardzo przygnębiony. Miał brodę i długie włosy, potargane ale nie w ten seksowny, męski sposób. A wcześniej chcial dostać pracę gdzieć w zadnim Waszyngtonie, Seattle, jak sądzę, ale nie zatrudnili go z powodu brakującego oka. Nikt nie chce go zatrudnić. Dlatego zaczął żyć jak ten wariat co wysyła bomby takim jak ty co czczą technologię. I chociaż nie sądzę by Xander mógł kogoś skrzywdzić, krzywdzi siebie. Stracił wiarę we wszystko.

Anya zawachała się i Willow wyglądała na lekko zaskoczoną natłokiem informacji.

-Willow - przerwała jej przemyślenia Anya. - Jeśli Xander się zabije stracę go na zawsze.

-Jak to? To znaczy, nie zrozum mnie źle, nie chcę żeby Xander umarł ale skoro mówisz że śmierć jest taka fajna to myślałam że będziesz chciała szybko go mieć po tamtej stronie, nie?

Anya potrząsnęła głową - Nie, to musi być naturalna śmierć, kiedy nadejdzie jego czas. Ale jeśli wyruszy wcześniej bo nie radzi sobie z życiem - Anya zawachała się. - Jak to wyjaśnieć żyjącej? - mruknęła pod nosem. Podniosła głowę a jej oczy rozszerzyły się - Karma! To jak cykl, a jeśli nie zamkniesz cyklu to jak przerwanie nagrania. Zostajesz w jednym miejscu i nie możesz ruszyć dalej. To znaczy...

-Że miną wieki zanim znowu będziecie mieć szansę żeby się spotkać.

-Dokładnie! - powiedziała Anya. - Naprawdę szybko łapiesz, Willow. Muszę przyznać że jestem pod wielkim wrażeniem - powiedziała. - Ale faktem jest że się martwię i kiedy teraz o tym myślę to wiem dlaczego jestem właśnie tu. Tylko ty możesz mu pomóc.

Willow chciała dotknąć ramienia Anyi żeby ją pocieszyć ale jej dłoń przeniknęła przez jej ciało.- Przepraszam - powiedziała. - Zapominam.

-Wszystko okej - powiedziała cicho Anya. - Staram się do tego przyzwyczaić. To ciekawa umiejętność, przenikanie przez rzeczy.

Willow nie mogła powstrzymać się od śmiechu - Wiem. Pamiętam tę noc kiedy byłam duchem.

Anya spojrzała na nią zdziwiona ale zrozumiała i skinęła głową z uśmiechem. Willow spoważniała.

-Słuchaj - powiedziała. - Jeśli mam go znaleźć musisz mi powiedzieć gdzie szukać.

Anya wzruszyła ramionami - Nie jestem pewna. Takie górskie góry.

-No, są zaśnieżone i skaliste? Czy zamglone? Pomóż mi trochę, Anya.

Anya wyglądała jakby starała się coś sobie przypomnieć. Na jej twarzy pojawił się wyraz jakby w jej umyśle zapaliła się żarówka.

-Wiem.... to były duże góry - powiedziała starając się być pomocna.

Willow westchnęła - Cóż, skoro był w Waszyngtonie to wiemy od czego zacząć. - powiedziała. - Może jest w Cascade Range, ale w listopadzie są tam straszne śnieżyce. To znaczy że albo mamy bardzo mało czasu albo jest gdzie indziej. To będzie naprawdę trudne.

Spojrzały na siebie, troska widoczna na ich twarzach.

Cięcie do

Wnętrze

Kwatery Obserwatorów, LOBBY - Noc

Grupa wróciła wyczerpana z cmentarza. Faith i Kennedy siadły na kanapie. Robin stanął za nimi podczas gdy Rowena i Giles przed kanapą. Faith odezwała się pierwsza.

-Okej, co to do cholery było? - powiedziała nie zwracając się właściwie do nikogo.

-Eemia - powiedział spokojnie Giles.

-E-mail? - zapytała zaskoczona Kennedy. - Dziwne imię dla demona.

-Eemia - poprawił ją Giles.

-Oh - powiedziała Kennedy.

-Żeński demon. Nieczęsto to widzimy. Ale hej, nasienie piekielne musi mieć mamusię, nie? - parsknęła Faith - I jestem pewna że faceci z Demonowa muszą raz na jakiś czas opróżnić piłeczki.

Wszyscy spojrzeli na nią z wyrazem obrzydzenia.

-Okej, wolałbym o tym nie myśleć, dziękuję ci bardzo - powiedział Robin. - Giles, co o niej wiemy?

-Kiedy człowiek zamienia się w wampira demon zajmuje miejsce duszy tego człowieka - zaczął Giles. - Demony te pochodzą z piekielnego wymiaru który jest blisko naszego świata. Kiedy wampir jest zabity, demon wraca do tego wymiaru.

Chciał kontynuować ale Faith mu przerwała - Fascynujące i wogóle, ale co to ma wspólnego z naszą panną?

-Miałem zamiar właśnie o tym powiedzieć, Faith. Eemia żyje właśnie w tamtym wymiarze. Potrafi wytworzyć coś w rodzaju sieci żeby łapać te demony. Pożera je przejmując ich siłę i wiedzę.

-Wow - powiedziała Kennedy. - To prawie tak jak w Nieśmiertelnym

Wszyscy spojrzeli na nią zaskoczeni.

-Co? - zapytała niewinnie. - Tylko Andrew może porównywać te rzeczy do science-fiction? Każdy z nas może być trochę zbzikowany.

Giles potrząsnął głową - Cóż, ryzykując że też okażę się zbzikowany, analogia Kennedy jest niewłaściwa. Pożerając więcej i więcej wampirycznych demonów Eemia staje się coraz silniejsza. Kiedy ma wystarczająco dużo sił musi tylko poczekać aż bariery między światami będą wystarczająco cienkie.

-Jak dziś w nocy? - zapytała Rowena.

-Tak. Samhain jest nocą gdy są bardzo cienkie, ale w tym roku są najcieńsze od tysiąca lat.

-Ale mówiłeś że potrzebuje jeszcze tych wampirycznych demonów - mruknął Robin. - Do niedawno były tylko dwie Pogromczynie. I jedna z nich w więzieniu - został nagrodzony kuksańcem od Faith. - Au! Z pewnością z dwoma Pogromcami, plus wypadki, plus czasami normalny człowiek zabijający wampa, Eemia nie mogła dostać wystarczająco dużo demonów.

Giles zdjął okulary i potarł nasadę nosa. Założył je z powrotem i spojrzał na byłego dyrektora.

-Sądzę że była blisko - powiedział. - Ale z jednym Pogromcą, potem z dwoma - wskazał na Faith - Eemia musiałaby poczekać następne tysiąc lat na ponowne osłabienie barier. Teraz kiedy mamy Pogromczynie na całym świecie liczba demonów które pożerała Eemia musiała się drastycznie powiększyć.

-Więc to nasza wina - powiedziała Kennedy.

-Nie mogliśmy w żaden sposób tego przewidzieć - powiedział uspokajająco Giles. - Ale musimy być przygotowani na więcej takich zdarzeń. Tak potężne zaklęcie musi mieć także poważne konsekwencje.

-Nie żebym był melodramatyczny, ale, z całym szacunkiem, miło by było wiedzieć to zanim to zrobiliśmy.

-Ostrzegałem o konsekwencjach - odparł Giles.

-Giles, wydaje mi się że to była jedyna okazja przy której tego nie zrobiłeś - powiedziała Faith.

-Nie - sprzeciwił się - wyraźnie pamiętam że powiedziałem Buffy że yo może spowodować tyleż samo złego co dobrego.

-Nie, dosłowny cytat to - powiedziała przyjmując jego akcent - "To jest cholernie genialne"

Giles spojrzał najpierw na nią a potem na Robina który skinął głową.

-Hmmm, przysiągłbym że ją ostrzegałem - mruknął Giles.

Faith odwróciła się do Kennedy - Starzeje się nam.

Kennedy zaśmiała się cicho.

Giles wzruszył ramionami i zaczął poważniej:

-Nieważne, musimy się tym teraz zająć. Rowena, sprawdź policyjne raporty z ostatniej godziny. Sądzę że nieważne jak silna Eemia jest będzie chciała zdobyć broń. Robin, idź na górę i zbierz dziewczęta. Potrzebujemy wszystkich Pogromczyń. Faith, Kennedy, zbierzcie broń. Eemia nie jest tak łatwo zwyciężalna drewnem jak inne wampiry, więc skupcie się na mieczach i podobnych.

Ruszyli do swoich zajęć ale Rowena zawachała się.

-A co z Andrew? - zapytała.

-Co z nim?

-Myśląc że nie będzie dzisiaj demonów powiedziałam mu żeby zabrał młodsze dziewczęta na łowy słodyczy.

Giles pomyślał przez chwilę - Zabrał telefon, tak?

-Tak - odpowiedziała Rowena.

-Zajmę się tym - powiedział Robin idąc do telefonu.

Cięcie do

Na zewnątrz

Ulica - Noc

 

Andrew obserwował dziewczęta wracające ścieżką od jednego z domów. Komórka zadzwoniła w jego torbie na slodycze, ale nawet jej nie zauważył.

Cięcie do

Wnętrze

Kwatera Obserwatorów, LOBBY - Noc

Robin odwiecił słuchawkę i podszedł do Gilesa.

-Andrew nie odbiera - powiedział.

Giles spojrzał na niego znad książki, zaniepokojony.

-To dziwne - powiedział - Zostań i postaraj się go złapać. Chcę najmłodsze Pogromczynie tutaj, gdzie będą bezpiecznę.

Robin skinął głową i wrócił do telefonu.

-Właśnie zaraportowano że było włamanie do sklepu z bronią kolekcjonerską, jakies dziesięć minut temu - powiedziała Rowena wchodząc do pokoju. - Jedyny świadek zdolny zeznawać powiedział że napastnicy byli "niesamowicie zniekształceni i okropni"

Giles zamyślił się - zbiera broń. Wiadomo co wzięła?

-Miecze. Akcent na liczbie mnogiej - odpowiedziała.

_Dobrze. Musimy się pospieszyć - odwrócił się do Robina. - Nadal próbuj go złapać.

Robin potwierdził i znowu wybrał numer. Kennedy podeszła do nich z mieczem i podała go Gilesowi.

-Proszę - powiedziała cicho.

Giles odwrócił się i zobaczył jej zmartwienie. Zanim zdążyła odejść położył jej dłoń na ramieniu.

-Kennedy, odkąd wyjaśniłem wszystko o Eemi wyglądasz na bardzo przejętą. Możesz mi powiedzieć co się dzieje? - zapytał z troską.

Przygryzłą wargę i westchnęła, chowając ręcę do tylnych kieszeni.

-Nie mogę... nie mogę nie myśleć że nie jestem za to odpowiedzialna.

-Kennedy, nie możesz się obwiniać - zaprotestował. - Ten demon nie ma z tobą nic wspólnego.

-Jak możesz tak mówić? Odkąd Willow aktywowała Pogromczynie wzrosła liczba zabitych demonów - powiedziała. - Tak, mamy siłę i moc stawiania im czoła, ale jaka jest cena? Czy nie sprawiamy że to wszystko jest jeszcze gorsze? Nie stawiamy ludzi w niebezpieczeństwie?

Giles delikatnie położył dłonie na jej ramionach i przytrzymał ja tak żeby spojrzeć jej w oczy.

-W żaden sposób nie mogliśmy wiedzieć - powiedzial jej uspokajająco. - Nie możesz się winić, nie mogą się winić inne dziewczęta które dostały ten dar. To była decyzja podjęta przez całą grupe w desperackiej chwili. I wierzę że więcej przyjdzie z tego dobrego niż złego.

Kennedy spojrzała na niego i uśmiechnęła się lekko - Dzięki, Giles.

-Coś jeszcze cię martwi, Kennedy? - zapytał puszczając jej ramiona.

-Co masz na myśli? - zapytała znowu przyjmując obronną postawę.

-Wyglądałaś na rozproszoną na cmentarzu - powiedział. - Wiem że antyczny demon który na ciebie skacze może zaniepokoić, ale...

-To nic - powiedziała. - Dowiedzmy się jak zabić to coś, dobra?

Giles przyjrzał jej się jeszcze raz uważnie i odwrócił się ku książce. Przysunęła się by też spojrzeć.

-Dowiedziałem się czegoś nowego. Powinniśmy się też zaopatrzyć w kusze i kołki.

Cięcie do

Na zwęwnątrz

Ulica - Noc

 

Eemia szła ulicą nie tak daleko od Rady. Skręciła w zaułek gdy wskoczył na nią nastolatek w masce demona chcąc ją przestraszyć. Eemia złapała go i odwróciła. Obnażyła ostre kły i wgryzła się w jego szyję. Stało się to tak sybko że nie zdążył nawet jęknąć.

Odwróciła go znowu i nacięła swój nadgarstek. Odchyliła jego głowę i pozwoliła krwi opaść do jego ust. Zadowolona kiedy zaczął pić odrzuciła go na ziemię.

Położyła rękę na jego piersi. Wokół ciała rozbłysło pomarańczowe światło. Zaczęło pełzać po jej dłoni. Wstała i przytrzymała kulę energii. Przyjrzała jej się i wepchnęła ją w siebie. Jęknęła z zadowoleniem.

U jej stóp ciało nastolatka zadrżało.

-Powstań - rozkazała.

Chłopiec wstał. Spojrzał na nią niewidzącymi martwymi oczami. Jego twarz przybrała wygląd wampira. Uśmiechnęła się do niego.

-Dobry chłopczyk - pogłaskała go po głowie. - Najpierw obowiązek, a potem przyjemność.

Odwróciła się i nakazała mu iść za nią.

Cięcie do

Wnętrze

Kwatery Obserwatorów, LOBBY - Noc

Pogromczynie które zostały w domu zeszły na dół. Zajęły pozycje na kanapach i krzesłach, albo po prostu stały, słuchając Gilesa.

-... jakkolwiek Eemia nie może być zabita kołkiem jak wampir, może tworzyć zwykłe wampiry, które mogą - zakończył.

Rona odezwała się pierwsza - Czyli te wampy są takie jak normalne które zabijamy codziennie?

Rowena odpowiedziała jej

-Nie do konca - powiedziała. - Nie są zamieszkane przez demony jak normalne wampiry. Tworzy je normalnie, ale kiedy demon zamieszkuje ich ciało pożera go. W ten sposób ma nad nimi telepatyczną kontrolę.

-Wampiry zombie - podsumowała Faith - Bezmózgie, ale pod kontrolą z zewnątrz.

-Mniej więcej - potwierdziłą Rowena. - Ale telepatia to nie jej jedyna umiejętność. Może zaglądać to umysłów wrogów. Zna ich obawy, nawet jeśli sami nie zdają sobie z nich sprawy i wykorzystuje je żeby ich rozproszyć. Nie jest tylko silna fizycznie, ale i może psychicznie zmiażdżyć każdego przeciwnika.

-Więc dlatego mówiła to o Willow. Wiedziała co czuje - mruknęła Kennedy. - A to suka - dodała.

-Kluczem jest - powiedziała Rowena po chwili przerwy - nie pozwolić jej do was dotrzeć. Wiem, że łatwo mówić.

Giles chciał kontynuować ale przeszkodził mu odgłos braw dochodzących od wjeścia. Wszyscy odwrócili sie w tym kierunku. W drzwiach stała Eemia. Nie miała już potarganych resztek togi, ale parę wojskowych spodni i podkoszulkę z napisem "Nunquam Lamiae Morde Me Dice" (Nigdy nie mów "ugryź mnie" do wampira). Przy pasie miała umocowany miecz.

-No, to było wyjątkowo nudne przemówienie - zaśmiała się. - Oczywiście jak pamiętam to właśnie w tym wy Obserwatorzy jesteście najlepsi, w komentowaniu tego co robią Wybrane.

-Zaraz się do wiesz czemu ja jestem Wybrana - powiedziała Faith wychodząc przed grupę.

Eemia tylko się roześmiała.

-Tak, albo mogłabym cię rozgnieść tak jak to zrobił Kakistos, mała zdziro. Oh, i nie muszę chyba przypominać jak się zabawiał z twoją Obserwatorką? - prychnęła.

-Taa, mogłabyś go o to zapytać, ale.... czekaj, chyba go załatwiłam. I zgadnij kto jest następny w kolejce? - odparła Faith.

Wszystkie pogromczyni uśmiechnęły się na ten komentarz gotowe stanąc do walki, ale Giles powstrzymał je ruchem dłoni.

-Robin - powiedział - Zabierz je stąd.

Robin zaczął zaganiać je do wyjścia. Zostały tylko Faith i Kennedy. Rowena I Giles stanęli obok.

Eemia zawachała się ale po chwili uśmiechnęła się szeroko - Ale nie to cię najbardziej martwi, co? - zaczęła. - Pogromiłaś tyle demonów, ale masz swoje własne tej ładnej główce. Oh, gdzie by tu zacząć? - zapytała kładąc pomarszczony palec na podbródku.

-Ignorujcie ją - powiedziała Rowena obserwując zdenerwowaną Faith zaciskającą pięści.

-To on - prychnęła Eemia wskazując na wychodzącego Robina. - Oh, błagam - zaśmiała się. - Nie oszukuj się. On tylko dostarcza ci usług, których potrzebuję pracująca Pogromczyni. No, i masz rację, jesteś tylko wspomnieniem matki którą stracił, nic więcej. Nie ma dla was szczęśliwego zakończenia. Nigdy nie będzie bo za bardzo sie go boisz.

-Zamknij się! - wykrzyknęła Kennedy.

-Oh, patrzcie, moja ulubienica chciałaby coś dodać - powiedziała przysuwając się. - Patrzcie na nią. Taaaka silna. I zarazem taka delikatna. Podoba mi się to. Ale ciebie to martwi, prawda? Czy to wystarczy twojej ukochanej? Powiem ci... nie wystarczy - odwróciła się do pozostałych.

To była opstatnia kropla. Kennedy zaszarżowała.

-Ken, nie! - krzyknęła Rowena.

Kennedy była już przy niej i wyprowdziła cios w szczękę demona. Eemia szybko doszła do siebie i odrzuciła ją. Demon zbliżył się do niej chcąc z nią skończyć ale Giles podniósł miecz leżący obok i wyprowadził cis w jej szyję. Eemia jednak szybko sięgnęła po własny i zablokowała.

-Ładnie - zauważyła. - Naprawdę mogłeś mnie tym zabić.

Odepchnęła go, a Giles wykorzystał to by obrócić się i zaatakować ponownie, ale ona znowu zablokowała.

-Hmm, z takimi ruchami, sądzę że powinnam bardziej martwić się nim niż wami, Pogromczynie - powiedziała do Kennedy która starała się stanąc na nogi.

Eemia nie zauważyła Faith obchodzącej ją ostrożnie. Poczuła klepnięcie w ramię i odwróciła się. Zanim dokończyła ten ruch dostała cios który posłał ją na ziemię.

-A mówiłam że zobaczysz dlaczego jestem Wybraną - prychnęła Faith. - Potrzebujesz porządnego skopania tyłka.

Eemia tylko parsknęła. Wstała i strzepnęła trochę krwi na podłogę - Oh, co ja biedna zrobię.

 

Podniosła swój miecz nad głowę i ruszyła do Faith. Faith unikała każdego cięcia, które mijały ją dosłownie o milimetry. W końcu wykorzystała okazję i kopnęła Eemię w głowę. Prawie jej się udało ale demon chwycił jej stopę i obrócił ją. Faith straciła równowagę i wylądowała na plecach. Eemia uniosła miecz do finalnego ciosu. Ostrze świsnęło. I miecz zatrzymał się z metalicznym chrzęstem. Spojrzała by zobaczyć trzymającego miecz Gilesa.

-Miałam to teraz zakończyć, ale im więcej o tym myślę - powiedziała. Zaczęła cofać się ku drzwiom, Giles za nią. Oboje mieli uniesione miecze, gotowi atakować albo bronić się. - Bawicie mnie, więc trochę was jeszcze zatrzymam. Czym byłoby zycie i śmierć bez odrobiny zabawy?

Eemia zasalutowała mieczem i spokojnie wyszła. Giles opuścił ostrze i poszedł za nią.

-O Boże - westchnął a wszyscy podeszli do niego.

Na zewnątrz 20 popleczników szło za Eemią.

-Okej, o co właściwie chodziło? - zapytała Rowena. - Dlaczego nas po prostu nie zabić?

-Jest pewna zwycięstwa więc może się troche pobawić. Lubi sprawiać ból, a szybkie zabójstwo jej tego nie da.

Rowena podeszła bliżej - Dlatego kazałeś Robinowi zabrać dziewczęta? Wiedziałeś że nas jeszcze nie zabije.

-Tak sądziłem, tak. Musimy postępować mądrze. Mam nadzieję że zanim nadejdzie finałowa bitwa Willow skończy swoje zaklęcie.

-Może powinniśmy ją zawiadomić? - zaproponowała Rowena.

-Nie - powiedział pewnie Giles. - Musi się tym zająć. Poradzimy sobie dopóki nie skończy i nie będzie gotowa nam pomóc.

-Ale jak Willow może nam pomóc?

-Jest bronią o której Eemia nie wie.

Cięcie

Koniec Aktu Drugiego

 

Akt Trzeci


Cięcie do
Wnętrze
Kwatery Obserwatorów- Pokój kowenu Willow - Noc


Willow siedziała na podłodze patrząc na Anyę. Anya skrzyżowała ramiona.

-Przykro mi Willow - powiedziała Anya ze szczerym żalem w głosie - ale to wszystko co mogę ci powiedzieć.

-Jesteś pewna? - zapytała czarownica.

-Taa. Spędziłam mnóstwo czasu tutaj i i tak pewnie juz za dużo ci powiedziałam... Zaopiekuj się nim.

Willow skoczyła na nogi z wyciągniętymi rękami - zaczekaj!

-Co jeszcze? - zapytała niecierpliwie Anya a Willow zawachała się.

-Anya, ja.. um... myślałam... dzisiaj, kiedy zaczęłam ten rytuał, myślałam że to Tara chce się przedostać.... skoro ty tu jesteś, czy mogłabyś.... widziałaś ją? - zapytała w końcu.

-Tak, widziałam Tarę - powiedziała Anya z uśmiechem. - Ostatnio miałyśmy pożegnalne spotkanie z Joyce... wszystko z nią dobrze. Z oboma.

-Pożegnalne spotkanie? - zapytała Willow.

-Joyce idzie dalej - oznajmila Anya. - Może się przenieść na następny poziom i odrodzić się. Sądzę żę tego nie rozumiesz, ale kiedyś zrozumiesz. Obiecuję.

Willow skinęła głową - To tylko, wtedy kiedy pojawił się Pierwszy i wszyscy zmarli pojawili się Tara nigdy...

-Nie pojawiła się żeby cię torturować mimo że marzyłaś o tym żeby ją znowu zobaczyć nawet jeśli miałoby to być kłamstwem?

Willow uśmiechnęła się lekko - Tak, to bardzo dosłowny, ale szczery opis. Po prostu... martwiłam się że mogła być gdzieś uwięziona i dlatego Pierwszy nie mógł przyjąć jej kształtu i może....

-Posłuchaj - przerwała jej Anya. - Pamiętasz kamienie które położyłaś na grobie Tary kiedy wróciłaś z tego wiedźmowatego centrum odwykowego? - Willow posłała jej nieprzyjazne spojrzenie ale skinęła głową. - To tradycja żydowska, ma chronić duszę, prawda?

-Tak, ale skąd...

Anya przewróciła oczami - Mówiłam ci, wiedza sił wyższych. Chodzi o to że Pierwszy nie mógł jej kontrolować bo chroniłaś jej duszę tymi kamieniami.

-Ale nie jestem już wyznawczynią tradycji żydowskiej. Wybrałam złą ścieżkę? Czy powinnam...

-Willow - przerwała jej Anya. - Nie ma właściwej drogi jeśli chodzi o życie po życiu. Naprawdę liczy sie twoja pomoc ludzkości. Umarłam robiąc to i dlatego tu jestem

Willow skinęła głową - Więc wszystko okay? Jesteście tam szczęśliwe?

-No, jest miło, choć nieco inaczej niż się spodziewałam. Wiesz, myślałam o perłowych wrotach, i obłokach. Myślałam że dostanę harfę i zestaw skrzydeł. I naprawdę myślałam że będę za wami tęsknić, nawet za tobą, ale nie tęsknię.

-Jej, dzięki - prychnęła Willow.

-Widzisz? Żyjesz więc tego nie rozumiesz. Nie ma straty bo wiem że jeśli przeżyjecie swoje życie jak powinniście, życie w zgodzie ze sobą, to znowu się spotkamy. Śmierć nie jest końcem, tylko nowym początkiem. Ale dusze takie jak ja muszą zostać tu dopóki nie rozwiąrzą problemów tych których kochają.

Willow miała łzy w oczach. Przełknęła ślinę i zadała najtrudniejsz pytanie.

-Tara jest tu nadal?

Anya zawachała się zanim odpowiedziała.

-Jest szczęśliwa. Patrzy na ciebie codziennie. Kiedy tu dotarłam powiedziała że zaraz po swojej śmierci była smutna bo... no wiesz. Ale jest z ciebie dumna, że tak daleko doszłaś - dodała wesoło Anya.

Willow nie mogła już powstrzymać łez i rozpłakała się.

Anya nadal mówiła - To nie jest beznadziejne, ale musisz sobie radzić, Willow. Za bardzo się jej trzymasz i dopóki będziesz ona nie może przejść dalej.


Willow siąknęła i otarła łzy z policzków.

-Więc co? Mam ją przestać kochać bo jest martwa? Bo jesli o to chodzi, Anya, to nie mogę. Będzie tak uwięziona na zawsze i to moja wina. Więc teraz...

-Nie, Willow. Możesz ją kochać. Możesz ją pamiętać. Ale musisz zaakceptować jej śmierć, pozbyć się winy i żyć dalej.

-Ale.. żyję dalej i wogóle. Kennedy...

Anya spojrzała na swoją dłoń która stawała się przezroczysta i przerwała jej - Przykro mi, Willow, ale nie mogę dłużej zostać - powiedziała rozwiewając się - Znajdziesz odpowiedzi. Proszę, znajdź Xandera. Uratuj go.

-Zrobię to. Obiecuję - krzyknęła za nią Willow.

Willow wzięła głęboki oddech i spokojnie wypuściła powietrze. Stała jescze chwilę w okręgu zanim podniosła athame i zaczęła rozwiązywać krąg. Po chwili usłyszała szczęk metalu i ruszyła w jego kierunku wychodząc z sali.

Cięcie do

Wnętrze

Siedziba Obserwatorów - Chwilę później

Willow otworzyła drzwi by znaleźć wszystkich w lobby.

-Co sie dzieje? - zapytała dołączając do nich.

Giles spojrzał uważnie na jej zapłakaną twarz - Wszystko w porządku?

-Świetnie. No, nie świetnie, ale porozmawiamy później - powiedziała. - Co się dzieje? - powtórzyła pokazując na zamieszanie w pokoju.

-Wściekły wampir łamane zombie łamane demon na wolności - poinformował ją Robin ze słuchawką przy uchu. - Cholera! - powiedził odwieszając ją i wybierając numer ponownie naśladując głos operatora sieci - "Użytkownik z którym próbujesz się połączyć nie odbiera". - Westchnął i spróbował raz jeszcze - Bez żartów - mruknął.

-Giles? - zapytała Willow wskazując na Robina.

- Stara się złapać Andrew. Zabrał dziewczęta na wieczór myśląc że nie będzie problemów.

-Więc mamy problemy?

Faith podała jej miecz - czas sprawdzić czy na coś ci sie przydały te lekcje szermierki. Wyjaśnimy po drodze.

Willow spojrzała za nią i zobaczyła Rowenę mówiącą do niedawno przybyłych 6 Obserwatorów. Po drugiej stronie sali Kennedy dzieliła pozostałe 20 pogromczyń na grupy po 5. Ciemnowłosa Pogromczyni zauważyła nadejście ukochanej i powiedziała coś do Rony.

Szybko podeszla do Willow.

-Płakałaś

To nie było pytanie.

-Taa - powiedziała Willow. - To nie do końca było to czego się spodziewałam.

Kennedy czekała ale Willow nie powiedziała nic więcej.

-Okej - powiedziała Pogromczyni, zdenerwowana, przeczesując długie włosy palcami. - No, kiedy się zdecydujesz podzielić, daj mi znać - dodała odbiegając.

-Kennedy! - zawołała Willow ale ona nawet się nie odwróciła.

Giles i Faith którzy obserwowali rozmowę podeszli bliżej.

-Jesteś pewna że wszystko gra? - zapytał Giles. - Możesz zostać tu z Robinem.

Willow zacisnęła ręcę na mieczu i wskazała na drzwi - Chodźmy zabić to coś i wróćmy do życia - powiedziała i wyszła dołączając do Pogromczyń.

-Faith... - zaczął Giles.

-Nie martw się - powiedziała zanim dokończył. - Ruda nie jest jeszcze sobą. Będę miała na nią oko.

Giles skinął głową i ruszyli na zewnątrz za innnymi.

Cięcie do

Na zewnątrz

Ulica miejska - Noc

Dzieci i nieliczni dorośli w kostiumach przebiegali po zatloczonych ulicach powodując niemałe zdezorientowanie wśród Pogromców. W tłumie wampirów demonów i zombiech starali się odróżnić te prawdziwe od iluzji.

-Świetna zabawa - mruknęła Willow.

-Może załatwiajmy pierwszych z brzegu i miejmy nadzieję że będziemy mieć rację? - zapytała Kennedy.

-Zdecydowanie - odpowiedziała Rowena - A potem kiedy zabijemy przypadkowo pół miasta powiemy że zrobiliśmy to dla dobra ludzkości.

-Cicho - powiedziała Faith kładąc palec na ustach i zamykając oczy.

Obserwowali ją kiedy się koncetrowała. Jej oczy otworzyły się szeroko i spojrzała za siebie. Podbiegła do mężczyzny idącego za nastolatkiem i dwoma maluchami.

Przyśpieszyła a inni poszli jej śladem. Złapała go i odwróciła.

-Miła noc, co? - zapytała od niechcenia.

Obnażył kły i parsknął. Chciał się wyrwać ale Faith wbiła w niego kołek. Dzieci patrzyły na to w przerażeniu po czym ruszyły przed siebie krzycząc.

-Wszyscy załapali? - Faith odwróciła się do pozostałych.

-Jasne - powiedziała Rowena. - Pogromcy, teraz czas na prawdziwy test. Wyczuwajcie demona waszymi zmysłami, nie oczami. Zrozumiano?

Grupa potwierdziła.

-I postępujcie jak Faith. - dodała. - Zobaczcie czy zrobi pierwszy ruch i dopiero wtedy atakujcie. Człowiek będzie przerażony a demon zacznie was atakować.

Dziewczyna w tyle podniosła nieśmiało rękę - Um, pytanie? - Rowena skinełą do niej by kontynuowała. - Jak możemy być pewne?

-Wszystkie spotykałyście wcześniej demony. Słuchajcie swoich zmysłów a rozpoznacie czy macie do czynienia z człowiekiem czy też nie.

-A jeśli się pomylimy? - zapytała inna dziewczyna.

-To proste. Nie mylcie się - ostrzegła je. - Rozdzielmy się i zacznijmy poszukiwania.

-W porządku - zaczął Giles. - Każdy Obserwator zabierze grupę 5 dziewcząt. Wiemy że niektórzy z was dopiero co przybyli ale wasz trening był intensywny. Nie mogą być zbyt daleko a rozdzieleni szybko przeszukamy miasto. Jeśli spotkacie pana Wellsa i najmłodszych powiedzcie mu żeby natychmiast wracał do domu. Panna Allister wyznaczy wam ulice. Działajcie jak najszybciej możecie.

Rowena zaczęła wydawać rozkazy a Willow podeszła do Gilesa.

-Nasz pierwszy prawdziwy test - powiedziała. - Zdamy?

-Rowena i ja idziemy z najbardziej niedoświadczonymi grupami a Rona i Vi także będą pilnować grup - powiedział. - Nikt nie idzie całkowicie bezbronny więc nasze szanse są całkiem niezłe - powiedział pewnie.

-To nie jest tylko wydumana gadanina Obserwatora, co? - zapytała kpiąco.

-Więc przejrzałaś moją zasłonę niepewności i zmartwienia?

Willow uśmiechnęła się - Miałam przeczucie.

Giles także się uśmiechnął - Poradzimy sobie, ale chcę żebyś została z grupą Faith.

-Dlaczego? - zapytała Willow. - Giles, lepiej żebyśmy się rozdzielili, będę mogła pomóc.

-W innych okolicznościach, tak. Ale dzisiaj powinnyście zostać razem.

-Sądzisz że sobie nie poradzę? - zapytała, urażona.

-Szczerze mówiąc sądzę że twoje spotkanie z Tarą zostawiło cię nieco roztrzęsioną, nie wspominając o kłótni z Kennedy.

-To nie była Tara - powiedziała mu. Uniósł głowę z zainteresowaniem. - To była Anya. Xander ma kłopoty i ona chce żebym go znalazła, co zrobię, ale potrzebuję najpierw zająć się tym. Ratowanie Xandera żeby żył w świecie zombiech nie ma sensu, nie? Poradzę sobie, Giles. Obserwatorka nie może pozwolić sprawom osobistym wpływać na wykonywane obowiązki - powiedziała tonem jakby recytowała wykład.

-Powiedziałem "nie powinna", nie "nie może"

-Giles... - westchnęła Willow.

Giles nie dał jej szansy na kontynuowanie sprzeczki. - Wiem że jesteś silną kobietą, Willow. Masz zadatki na wyjątkowego Obserwatora. Ale nie chcę żeby twoje myśli cię rozproszyły. Proszę, zrób to dla mnie i zostań z Faith.

Willow westchnęła i uśmiechnęła się lekko - Czemu tak trudno jest mi ci odmawiać?

Giles uśmiechnął się ale Willow patrzyła ponad jego ramieniem na Kennedy która zaczęła prowadzić swoją grupę. Brunetka obejrzała się ale bez mrugnienia okiem szła dalej z dziewczętami i przydzielonym Obserwatorem.

Willow poczuła klepnięcie w ramię i odwróciła się by zobaczyć Faith.

-Co powiesz, Ruda? - zapytała. - Gotowa wyruszyć?

Willow wzięła głęboki oddech i wyprostowała się - Tak, zróbmy to. - Odwróciła się do Gilesa - Bądź ostrożny.

-Ty też - odpowiedział.

Willow i Faith zaczęły iść w ciszy kiedy Willow znowu poczuła klepnięcie. Zaskoczona zobaczyła Kennedy.

-Przepraszam - zaczęła Pogromczyni. - Nie powinnam tak odchodzić. Wiem że nie mamy czaasu, ale nie mogłam tak iść bez powiedzenia tego, na wypadek...

-Rozumiem - uśmiechnęła się Willow. - Ale nie martw się. Obie wrócimy i będziemy mogły porozmawiać i.. i to nie tak jak myślisz, Kennedy. To była Anya, okej? Potem ci wszystko wyjaśnię, obiecuję.

-Kocham cię - powiedziała Kennedy ujmując jej twarz w dłonie i całując ją delikatnie - Bądź ostrożna.

Willow uśmiechnęła się - Ty też, kochanie. Zobaczymy się później.

Z uśmiechem na ustach Kennedy pobiegła do swojej grupy.

Cięcie do

Na zewnątrz

Ulica - Noc

Wydaje mi się że idziemy w złą strone - mruknęła Faith do Willow kiedy szły razem z przydzielonymi im Pogromcami.

Kiedy tylko to powiedziała grupa krzyczących dorosłych i dzieci przebiegła obok, niemal zwalając je z nóg.

-A może jednak nie - mruknęła Faith i pobiegła za róg przez uciekający tłum.

Zatrzymala się widząc dwa wampiry przyssane do szyi kobiety w drzwiach mieszkania. Faith wkroczyła do akcji załatwiając jednego od razu. Zwróciło to uwagę drugiego i Feith odepchnęła od niego kobietę.

-Nie pokonasz armii Zwodzicielki - wampiryczny zombie powiedział głuchym głosem.

Faith wzruszyła ramionami - Ale całkiekm nieźle mi idzie.

Zamachnęła się kołkiem ale złapał jej nadgarstek blokując śmiertelny cios. Wywinęła jego rękę do tyłu i uwolniła dłoń. Nie tracąc ani chwili wbiła kołek w jego serce sprawiając że eksplodował.

Nagle Faith poczuła rękę na ramieniu i odwróciła się unosząc kołek. Zatrzymala się sekundę przed zabiciem napastnika i potrząsnęła głową.

-Chłopie! Życie ci niemiłe? - krzyknęła.

-Niedotykalscy dzisiaj jesteśmy, co? - zapytał Andrew.

Cięcie

Koniec Aktu Trzeciego

 

Akt czwarty

Cięcie

Na zewnątrz

Ulica - Ulica miejska

-Hej - powiedział Andrew widząc całą grupę - Spacerek?

-Gdzie twój telefon? - zapytała Willow nie kryjąc zdenerwowania.

Andrew zawachał się i zaczął przeszukiwać swoją torbę przekopując się przez słodycze - O, kulki kukurydziane! Moje ulubione! - po chwili poczuł wibracje - Oh - powiedział wyjmując komórkę.

Spojrzał na Willow z zaniepokojeniem kiedy wyciągnęła rękę. Ostrożnie podał go jej zanim szybko się wycofał. Przycisnęła guzik i nie bawiła się w uprzejmości.

-Znaleźliśmy go, Robin... Wszyscy w porządku, odsyłamy dziewczęta... Okej."

Wszyscy patrzyli na niego z dezaprobatą kiedy Willow oddawała telefon.

-Wnioskuję że coś się dzieje - powiedział ostrożnie.

Willow potrząsnęła głową i odwróciła się do Pogromczyń stojących za nią - Mogę to wziąć? - zapytała wskazując na trzymany przez jedną z nich topór.

Bez słowa podała go jej.

-O boże, nie zabijaj mnie - jęknął Andrew.

-Nie chcę ciebie zabić - parsknęła odwracając się do Faith. - Przeszukujcie teren a ja odprowadzę Majora Patałacha z powrotem do Rady.

-Nie jestem Majorem. Jestem Pułkownik Jack - Andrew przerwał widząc grymas na twarzy Willow. - Prowadź.

 

Cięcie do

Na zewnątrz

Cmentarz - Chwilę później

-Sądzisz że to mądre? - zapytał Andrew Willow.

-To najszybsza droga do domu - odparła.

-Ale, cmentarz?

-Teraz wszystkie potwory są na ulicach szukając ofiar - mruknęła.

Ich rozmowę przerwał nowy głos - nie powiedziałabym..

Odwrócili sie by zobaczyć Eemię. Grupka dziewcząt i Andrew pisnęli i schowali się za Willow.

-Idź, Andrew - szepnęła nie spuszczając oczu z Eemii. - Zabierz je do domu, Już!

Andrew wyglądał na niezdecydowanego ale po chwili nakazał dziewczętom - Chodźcie, biegniemy.

-Więcej uciekania? - zapytała Eemia. - Czy wy się nigdy nie zmęczycie?

-Aradia, nuoc il mio nemico - krzyknęła czarownica. Upuszczając topór posłała w stronę Eemii wielką kulę energii.

Eemia podniosła miecz i odbiła kulę jak kijem baseball'owym. Willow zobaczyła jak nadlatuje ale nie była w stanie jej uniknąć.

Uderzyła ją w pierś i dziewczyna jęknęła kiedy posłała ją na pobliski nagrobek. Uderzyła głową w kamień i wylądowała na plecach, nieprzytomna. Eemia zaczeła iść w jej kierunku.

Słysząc jęk Willow Andrew odwrócił się i patrzył na wydarzenia. Szybko chwycił jasnowłosą Pogromczynię za rękę.

-Marsha, zabierz jed do domu. Dwa bloki prosto, dwa bloki w lewo, jasne? - zarządził Andrew.

-Nie możesz z nią walczyć sam - nalegała Marsha.

-Może i nie, ale nie zostawię Willow. Teraz idź!

Andrew podbiegł do nich i chwycił topór biegnąc ku Eemii. Marsha i pozostałe stałe patrząc jak chce zaatakować plecy demona. Eemia usłyszała jego kroki i odepchnęła go jak natrętnego robala.

-Głupi człowiek - powiedziała który wylądował jakieś 10 metrów od niej. - Nie będzie z ciebie pożytku. Ale ona... - powiedziała odwracając się do Willow - Ona ma moc z której mogę skorzystać.

Marsha patrzyła jak Andrew próbuje wstać ale mu się nie udaje. Eemia pochyliła się nad nieprzytomną.

-Dobra, ten demon jest już historią - obwieściła Marsha zdecydowanym tonem - Kto jest ze mna? - zapytała odwracając się do grupy.

Nie czekała na odpowiedź. Podbiegła na miejsce walki i dziewięć dziewcząt poszło za nią. Zatrzymując się za Eemią Marsha podniosła porzucony topór.

-Hej! Duża zła i brzydka! - zawołała. Demon odwrócił się i zobaczył dziesięć małych dziewczynek. Zaczęła się śmiać.

-Chyba żartujesz.

-Dlaczego nam nie pokażesz co potrafisz? - zapytała Marsha. - Boisz się grupy małych dziewczynek?

Eemia obnażyła kły i ruszyła do nich - pokażę ci co to obawa, moja mała.

-Rozdzielcie się - poleciła Marsha cicho. - Potem ją otoczcie - rozakazała grupie.

Eemia skoncentrowała się na Marshy a pozostałe dziewczęta zaczęły ją otaczać szybko zataczając koło. Andrew podpełzł do Willow by zobaczyć że stara się otrząsnąć.

-Sądzisz że mnie powstrzymasz? - roześmiała się Anya.

-Tak - powiedziała pewnie Marsha. - Ale najpierw, trochę się pobawimy.

Eemia roześmiała się - Co ty masz na myśli?

Marsha uśmiechnęła się miło - Może w małpkę w kole? I zgadnij kto jest małpką?

Marsha rzuciła topór obracając go tak że Eemia nie mogła zareagować. Pogromczyni za Eemią zdołała to zrobić i złapała z łatwością.

-Nieźle - powiedziała Eemia do Marshy. Ale wtedy spojrzała na swoją rękę i zawachała się. Nie było dłoni. Spojrzała na trawę gdzie leżała - Ty mała...

Nagle usłyszała jak coś upada i spojrzała pod stopy widząc swoją drogą dłoń i spojrzała na kolejną Pogromczynię trzymającą topór i uśmiechającą się szeroko.Odwróciła się do Marshy ale słysząc lecący topór skoczyła by go uniknąć.

-Głowa - mruknęła Willow opierając się o nagrobek.

Andrew odwrócił się do niej - Co?

-Jej głowa - powtórzyła.

-Ohhhh - zrozumiał Andrew i krzyknął do Marshy - Głowa!

Marsha skinęła głową do Andrew i Pogromczynie zaczęły zacieśniać krąg po każdym rzucie. Eemia machała desperacko rękami ale Pogromczynie z łatwością jej unikały i swobodnie rzucały do siebie toporem upewniając się że trafiają ją co jakiś czas.

Szybko Eemia nie była w stanie nadążyć i stanęła rozglądając się.

-Ligare - powiedziała Willow wskazując na Eemię. Demon zastygł a topór wrócił do Marshy.

-Kto się teraz śmieje? - zapytała Marsha.

Dziewczyna wyskoczyła w powietrze osiągając wysokość Eemii i wyprowadziła potężny cios. Dziewczęta jęknęły z obrzydzeniem kiedy ciało Eemi upadło na ziemie i rozpadło sie w pył.

Cięcie do

Na zewnątrz

Ulica - Noc

Kennedy i trzy inne Pogromczynie walczyły z trzema wampirami zombie. Ciemnowłosa pogromczyni zamachnęła się by wyprowadzić cios w serce ale wampir rozpadł się całkiem sam.

Zaskoczone spojrzały po sobie i równocześnie wzruszyły ramionami.

Ciecie do

Wnętrze

Pokój Pogromców - Noc

-To było cool - Pogromczyni z Teksasu mówiła podekscytowana gdy Faith, Kennedy i Rona słuchały jej z uśmiechami. - To było jak bum, bam, bum, bam i puf! Został z niej tylko pył.

-Nigdy nie zapomne tego Halloween - dodała mała Azjatka.

-Bez wątpienia - dodała inna dziewczynka.

-No, poza całą tą adrenaliną i podekscytowaniem czas na dobranockę, dzieciaki - powiedziała Faith. Odpowiedział jej zbiorowy protest. - No, już - dodała z uśmiechem. - Nie każcie mi pokazywać wam jaki ból może spowodować doświadczona Pogromczyni. Na górę.

Wszystkie wstały, ale Faith zatrzymała jedną z nich - Marsha, podejdź no tu.

Pozostałe zażartowały że Marsha ma kłopoty ale opuściły pokój - Tak, proszę pani - powiedziała formalnie.

-To co zrobiłaś było bardzo odważne - zaczęła Faith.

Dziewczynka uśmiechnęła się.

-Było też piekielnie głupie.

Uśmiech zniknął.

-Nie chcę żebyś myślała że możesz zmierzyc się ze wszystkim bo załatwiłaś jednego wampira. Nie zapominaj że musisz się jeszcze wiele nauczyć, dzieciaku. Nie zrozum mnie źle, to co zrobiłaś było niezwykłe. Ale nie przyzwyczajaj się do tego. Rozumiesz?

-Ta jest - skinęła głową.

-Świetnie - odpowiedziała Faith. - Skoro to wyjaśniłyśmy, awansujesz. Zaczniemy cię zabierać na patrole i otrzymałam informację z Rady że Willow Rosenberg zostaje ci przydzielona jako oficjalny Obserwator i zaczniecie wspólne treningi, obok twoich zwykłych. Zrozumiano?

Marsha starała się powstrzymać uśmiech - Ta jest.

-W porządku, a teraz do spania - Faith wskazała na drzwi.

Dziewczynka wybiegła z pokoju a Kennedy odwróciła się do Faith.

-Jak sądzisz? Ma to w sobie?

-Wszystkie mają - powiedziała Faith. - Ale ta mała ma podejście.

-Podejście jest ważne - mruknęła żartobliwie Rona.

-Dokładnie, siostro.

Cięcie do

Wnętrze

Sypialnia Faith - Noc

-Jak mała bohaterka? - zapytał Robin gdy Faith weszła zdejmując płaszcz.

-Okej - odpowiedziała nieobecnym tonem.

-Nie ma już zombiech? - dodał.

Faith spojrzała na niego jakby powtarzając sobie pytanie - Taa, zabicie demona załatwiło je wszystkie.

-Czyli dobra noc - powiedział podchodząc do niej z tyłu i calując jej kark. Jej ramiona zesztywniały - wszystko w porządku?

-Tak, okej - powiedziała.

-Serio? Bo widziałem cięciwy łuków bardziej rozluźnione niż ty.

Odwróciła się w jego ramionach i spojrzała mu w oczy, po czym westchnęła.

-Dlaczego jesteś ze mną? I nie dawaj mi tej gadki w stylu "jesteś wyjątkowa, piekna, silna". Pytam serio. Dlaczego jesteś ze mną?

-Mam zrobić listę? - zapytał z Uśmiechem. Nie wygladała na zadowoloną i uśmiech znikł. - Co się dzieje, Faith? Zmieniasz zdanie?

-Cholera - wescthnęła. - Co chwilę zmieniam zdanie. Za dużo myślę ostatnio - zawachała się i obizała wargi. - Jestem przerażona. Naprawdę przerażona.

-Zrobiłem coś? - zapytał.

-Nie - powiedziała. - I to właśnie jest problem. Jesteś... doskonały. I to jest przerażający.

-Więc co? Powinienem cie pobić i zwyzywać?

-Do tego jestem przyzwyczajona - odparła. - Ale nie, tego też nie chcę.

-Więc czego chcesz?

Faith usiadła na łózku a Robin usiadł obok - Po prostu, chcę wiedzieć dlaczego nadal tu jesteś? Sex jest wspaniały, jasne, i nie próbuj twierdzić że nie.

Robin roześmiał się - nie będę się kłócił, wierz mi.

-Po prostu... Wiem co ja do ciebie czuję i chyba chcę wiedzieć co ty czujesz do mnie.

-Szczerze?

Skinęła głową.

-No, czasami mnie naprawdę wkurzasz - powiedział. - Jesteś irytująca, denerwująca i kłótliwa.

-Więc pytam. Dlaczego ze mną jesteś? - nalegała.

-Bo nawet biorąc to pod uwagę za każdą wadą kryje się twoja zaleta. Nie ma u ciebie niz pośrodku, Faith. Nie ma szarych stref w twoim życiu, jedna strona, albo druga, wszystko albo nic. Biorąc pod uwagę że wychował mnie Obserwator i to kim byłem, potrafię to docenić.

-Więc lubisz to że jestem twarda?

-Oczywiście... Sądzę że jesteś zabawna, nawet kiedy wszystko jest straszne dzięki tobie się śmieję. I, ryzykując że cię zdenerwuję, jesteś piękna, ale nie tylko na zewnątrz ale i wewnątrz. To jak pokazałaś że troszczysz się o te dziewczęta, i o swoich przyjaciół, że jesteś tu dla nich. Mogłaś powiedzieć Gilesowi żeby dał spokój, Willow jest dorosłą i może się o siebie zatroszczyć, ale podjęłaś wysiłek by zatroszczyć się o nią. To było wspaniałe. Dlatego tu jestem. I dlatego zostanę, jeśli mi pozwolisz.

Faith skinęła głową z zadowoleniem.

-Twoja kolej - powiedział. - Dlaczego tu jesteś? - Faith uśmiechnęła się z zażenowaniem ale nic nie powiedziała. - Bądźmy uczciwi, ja byłem szczery.

-Jesteś cool... ładny - powiedziała z uśmiechem szturchając go ramieniem. - I nie patrzysz na mnie z góry. Jesteś super mądry i prowadziłeś szkołę a ja nie radzę sobie z książkami a nadal opowiadasz mi o świecie tak że nie czuje się idiotką. I jak powiedziałam... to mnie przeraża.

-Bo?

Faith zawachała się i wzięła głęboki oddech - Nigdy nie chciałam faceta na dłużej niż weekend. Ale z tobą... jestem przerażona bo mogę cię stracić, rozumiesz? Jestem przerażona bo po raz pierwszy boję się że mógłbyś mnie zostawić.

Robin skinął głową - Taa, ale wiesz, to się nie zdarzy. Nie myśl że ja się nie boję że nadejdzie dzień kiedy sie mną znudzisz i nie znajdziesz sobie seksownego, młodszego faceta żeby cię zabawiał?

-Serio? A wydajesz się taki... pewny.

-Taa, ale ja się tym nie dręczę. Staram cię cieszyć tym co mam i robić co mogę żeby pokazać ci że tu zostanę. Jeśli boisz się że możesz mnie stracić to znaczy że nieźle mi idzie, ale nie zbut dobrze.

-Ty jesteś świetny, Robin. To ja jestem popaprana.

-Sparzyłaś się, Faith. Otworzyłaś serce ale zrobiłaś to dla niewłaściwych ludzi. To wszystko. I nie mogę cię przekonać że ja nie jestem jednym z nich. Mogę tylko dzień po dniu zdobywać twoje zaufanie. Może kiedyś zauważysz że nie jestem jak inni.

Faith uśmiechnęła się szeroko i zdjęła bluzkę a potem spodnie. Przesunęła się na górę łóżka, wślizgnęła pod kołdrę i wskazała mu żeby się do niej dołączył. Położył się obok a ona pocałowała go przed wtuleniem się w jego ramiona.

-Nie jesteś tu tylko po to żeby mnie zabawiać, wiesz? - powiedziała szeptem.

Robin uśmiechnął się i pocałowal czubek jej głowy - Udowodnij.

Pocałowała go delikatnie i zgasiła światło, opadając na poduszki i zamykając oczy - Dobranoc, Asie - powiedziała miękko

Z uśmiechem zamknął oczy i zacieśnił uścisk - Dobranoc, kochanie.

Cięcie do

Wnętrze

Sypialnia Willow i Kennedy - Noc

Willow podniosła słuchawkę telefonu i wybrała numer. Otworzyła usta jakby chcąc sie odezwac ale zatrzymała się ze zirytowanym spojrzeniem i odczekała chwilę.

-Hej, Buff. Tu Will. Zgadnij co? Jestem oficjalną Obserwatorką energicznej i wygadanej blond Pogromczyni. Pomyśleć, nie? Starciłam dzisiaj na chwilę przytomność, najwyraźniej wszyscy Obserwatorzy tak mają, ale... A, dzwonię z powodu... Xandera. A raczej nieobecności Xandera. Słyszałaś coś o nim? Bo duch Anyi sie ze mną dzisiaj skontaktował i.. i martwię się. Myślałam że najpierw spróbuję zadzwonić do ciebie. Zadzwoń kiedy odsłuchasz wiadomość. Nie zwracaj uwagi na porę, ok? Trzymajcie sie razem z Dawnie. Kocham was i mam nadzieję że szybko od was usłyszę.

Ostrożnie odwiesiła słuchawkę

Cięcie

Koniec